Postanowiłyśmy sprawdzić co pływa, a co tonie. Można użyć do tego celu dużego garnka z wodą, albo zatkanej umywalki, albo wanny podczas kąpieli (to dla tych dzieci, które nie lubią się kąpać). Najlepsza jest woda ciepła, w trakcie doświadczenia i tak wystygnie.
Ważny jest dobór obiektów, które chcemy wrzucić do wody, aby sprawdzić, czy będą tonąć czy nie. Zbieramy je po całym domu. My miałyśmy: stare karty telefoniczne i monety, klocek drewniany i plastikowy, kostki lodu, kredkę i mazaka, kluczyk do szafy, kawałek żółtego sera, guziki plastikowe, koralik gliniany, mydło, żołędzia, taśmę klejącą. Można by jeszcze spróbować z woskiem, kredą, owocami czy warzywami, co komu przyjdzie do głowy...
Na początku Hania miała podzielić zebrane przedmioty na takie, które jej zdaniem będą pływać i na takie, które nie będą. Położyła je na osobnych talerzykach. A potem sprawdzałyśmy.
Za sprawą napięcia powierzchniowego wody karty telefoniczne położone płasko na wodzie okazują się obiektami pływającymi, ale gdy włożyć je do wody prostopadle do jej powierzchni - toną. Tonie również karta położona na wodzie płasko, którą obciąża się kolejno następnymi kartami (zaczęły tonąć, gdy było ich 5). Ciekawe doświadczenie związane z napięciem powierzchniowym opisałam też tutaj.
Oczywiście czasem wystaje ponad wodę większa część przedmiotu, a czasem bardzo mała (zależy to od jego gęstości w porównaniu z gęstością wody). Ciekawy jest w tym doświadczeniu lód. Patrząc na pływającą kostkę lodu, prawie całkowicie zanurzoną w wodzie możemy wyobrazić sobie, że góra lodowa w podobnym stopniu jest zanurzona w oceanie. Nawet jeśli nad wodę wystaje olbrzymia masa lodu - mamy pewność, że pod wodą jest go 5 razy więcej!
Jeśli ktoś się nie boi całkowitego umazania garnka i okolic może tez zaproponować dziecku nalanie odrobiny oleju na powierzchnię wody uprzednio pytając, czy będzie pływał czy utonie.
W podsumowaniu dziecko próbuje powiedzieć z pamięci (z zamkniętymi oczami) co pływa, a co tonie. Albo jeszcze lepiej: wymieniamy obiekty kolejno, a dziecko mówi, czy pływają czy toną. A potem niech sobie wrzuca i miesza. Ubranie do przebrania, podłoga do starcia.
Więcej innych ciekawych doświadczeń tutaj:
wtorek, 28 grudnia 2010
czwartek, 23 grudnia 2010
Ciałko :)
Niedawno przerobiliśmy wstęp do anatomii człowieka. Hania położyła się na dużym arkuszu papieru (zeszłoroczny kalendarz), a mama odrysowała kontury jej ciała. Potem przykleiłyśmy plakat na ścianie i korzystając z atlasu anatomii człowieka próbowałyśmy narysować, co człowiek ma w środku. Dziecko wiedziało o sercu i kręgosłupie. Potem doszła wątroba, żołądek, jelita (z zawartością), żebra i mózg. Oczywiście nie zapomnieliśmy o kolczykach i pierścionkach na wszystkich palcach oraz odpowiedniej fryzurze. Szczególnie długi wyszedł Hani język. Potem Młoda pokazała wszystkie te części na mamie i na sobie. Mniej więcej prawidłowo. Nie pytajcie dlaczego wątroba jest niebieska. Tatuś sugeruje, że nadmiernie wyeksploatowana...
Teraz zastanawiamy się, jak by tu uzyskać odcisk zgryzu. Najlepszym kandydatem wydaje mi się obecnie guma rozpuszczalna Mamba. Wkrótce spróbujemy.
A na razie Wesołych Świąt!!!
Teraz zastanawiamy się, jak by tu uzyskać odcisk zgryzu. Najlepszym kandydatem wydaje mi się obecnie guma rozpuszczalna Mamba. Wkrótce spróbujemy.
A na razie Wesołych Świąt!!!
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Napięcie mięśniowe - ćwiczenia
Dostaliśmy instrukcje od pani zajmującej się gimnastyką korekcyjną w naszym przedszkolu dotyczące ćwiczeń dla Hani, aby jej rozwijać napięcie mięśniowe. Zapisuję je tu, bo wypełniają nam trochę codziennie ciemne, długie popołudnia. Myślę, że większość wygimnastykowanych czterolatków umie je zrobić. My musimy ćwiczyć. Można popróbować z własnym dzieckiem, ale najlepiej oczywiście zwrócić się o poradę do fachowca. Każdy przyrodnik powinien być wszakże wygimnastykowany i mieć dobrą kondycję do poznawania przyrody.
Potrzebne pomoce:
- ping-pong/ zakrętki do mazaków
- duża książka (nie zbyt ciężka)/ wieczko od pudełka na buty lub taca
- kije, linijki lub sznureczki (ok. pół metra)
- piłka ręczna
- woreczek wypełniony grochem lub ryżem
- taśma, którą naklejamy na podłodze. Można tez wykorzystać kolorowy brzeg dywanu, albo szeroką wstążkę
- duży pokój, daleko od łatwo tłukących się rzeczy
1. Rzucamy do dziecka piłkę, powinno ją złapać obydwiema rękami (nie odbijać, nie rzucać jedną ręką). Dla naszego użytku wzbogaciłyśmy to ćwiczenie o szybkie wymienianie zwierzątek za każdym razem, gdy rzuca się piłkę do drugiej osoby.
2. Dziecko rzuca ping-ponga w dół i łapie go po odbiciu się piłeczki od podłogi. Ćwiczy z coraz mocniejszym rzucaniem - wtedy ping-pong po odbiciu leci jeszcze wyżej. Chodzi o to, aby dziecko umiało złapać piłeczkę po odbiciu. Nie uda się to, gdy rzuci ją pod kątem - wtedy piłeczka nie wraca do rzucającego.
3. Woreczek z grochem przekładamy obiema rękami wokół talii
4. Woreczek z grochem przekładamy na zmianę pod prawą i lewą nogą.
5. Dziecko bierze do ręki dużą książkę, tak jak kelner tacę. Na niej kładziemy ping-ponga. Należy z nią chodzić po pokoju dbając o to, aby ping-pong nie spadł na ziemię. Jest to wersja bardzo trudna. Zmodyfikowaliśmy ją dając Hani wieko od pudełka, z rantem, a na środku stawiając zakrętkę po mazaku - dziecko ma przenieść tę konstrukcje z jednego końca pokoju w drugi tak, aby zakrętka się nie przewróciła. Im węższa zakrętka, tym sztuczka trudniejsza.
6. Położyć na podłodze 3 lub 4 podłużne przeszkody (np. linijki, kije itpd.) - dziecko przeskakuje je obiema nóżkami, w wersji trudniejszej - na jednej nodze. Wykorzystujemy do skoków koło hula-hop.
Ćwiczenia zapobiegające stawianiu stóp do środka:
1. Nakleić na podłodze lub położyć taśmę czy wstążkę. Dziecko idzie po niej stawiając kroki tip-topy, stopa za stopą.
2. Podobne ćwiczenie, ale stopy trzeba stawiać nie na taśmie, ale po jej obu stronach, na krzyż. Dbamy o to aby czubki palców ustawiały się w kierunku na zewnątrz.
Za każde udane ćwiczenie chwalimy, chwalimy, chwalimy. Tatuś częstuje słodkimi żelkami...
Potrzebne pomoce:
- ping-pong/ zakrętki do mazaków
- duża książka (nie zbyt ciężka)/ wieczko od pudełka na buty lub taca
- kije, linijki lub sznureczki (ok. pół metra)
- piłka ręczna
- woreczek wypełniony grochem lub ryżem
- taśma, którą naklejamy na podłodze. Można tez wykorzystać kolorowy brzeg dywanu, albo szeroką wstążkę
- duży pokój, daleko od łatwo tłukących się rzeczy
1. Rzucamy do dziecka piłkę, powinno ją złapać obydwiema rękami (nie odbijać, nie rzucać jedną ręką). Dla naszego użytku wzbogaciłyśmy to ćwiczenie o szybkie wymienianie zwierzątek za każdym razem, gdy rzuca się piłkę do drugiej osoby.
2. Dziecko rzuca ping-ponga w dół i łapie go po odbiciu się piłeczki od podłogi. Ćwiczy z coraz mocniejszym rzucaniem - wtedy ping-pong po odbiciu leci jeszcze wyżej. Chodzi o to, aby dziecko umiało złapać piłeczkę po odbiciu. Nie uda się to, gdy rzuci ją pod kątem - wtedy piłeczka nie wraca do rzucającego.
3. Woreczek z grochem przekładamy obiema rękami wokół talii
4. Woreczek z grochem przekładamy na zmianę pod prawą i lewą nogą.
5. Dziecko bierze do ręki dużą książkę, tak jak kelner tacę. Na niej kładziemy ping-ponga. Należy z nią chodzić po pokoju dbając o to, aby ping-pong nie spadł na ziemię. Jest to wersja bardzo trudna. Zmodyfikowaliśmy ją dając Hani wieko od pudełka, z rantem, a na środku stawiając zakrętkę po mazaku - dziecko ma przenieść tę konstrukcje z jednego końca pokoju w drugi tak, aby zakrętka się nie przewróciła. Im węższa zakrętka, tym sztuczka trudniejsza.
6. Położyć na podłodze 3 lub 4 podłużne przeszkody (np. linijki, kije itpd.) - dziecko przeskakuje je obiema nóżkami, w wersji trudniejszej - na jednej nodze. Wykorzystujemy do skoków koło hula-hop.
Ćwiczenia zapobiegające stawianiu stóp do środka:
1. Nakleić na podłodze lub położyć taśmę czy wstążkę. Dziecko idzie po niej stawiając kroki tip-topy, stopa za stopą.
2. Podobne ćwiczenie, ale stopy trzeba stawiać nie na taśmie, ale po jej obu stronach, na krzyż. Dbamy o to aby czubki palców ustawiały się w kierunku na zewnątrz.
Za każde udane ćwiczenie chwalimy, chwalimy, chwalimy. Tatuś częstuje słodkimi żelkami...
piątek, 17 grudnia 2010
Ślady, tropy i odciski
Gdy śnieg przykryje świat pojawia się okazja do śledzenia tropów, tak, jak to czynili np. Indianie. W dużym mieście udało nam się pójść na spacerze śladami kota i psa sąsiadów. Ustaliłyśmy, jak wyglądają ślady wrony czy gawrona oraz drobnego ptaszka typu sikory, wróbla.
Zauważyłyśmy też ślady skrzydeł i ogonów:
Zainteresowanie Hani budził też śnieg w kolorze żółtym. Była zawiedziona faktem, że to tylko pies pozostawił ten ewidentny ślad swojej obecności. Dla innych psów oczywiście niebywale cenny...
Oglądałyśmy też własne ślady oraz ślady sąsiadów wychodzących rano z klatki schodowej. Niestety jest ich dużo i mieszają się po kilku metrach.
Po obserwacjach w terenie przyszedł czas na daktyloskopię. Kilka razy już powtarzała nam się rozmowa na temat złodziei i odcisków palców. Wreszcie zrobiłyśmy swoje odciski. Najlepiej do tego celu nadają się mazaki (niestety długo trzeba je potem zmywać), albo farby akwarelowe lub plakatowe - z bardzo niewielkim dodatkiem wody. Można potem te odciski porównywać ze sobą przez lupę i zobaczyć, że rzeczywiście nie ma dwóch takich samych.
Osobny rozdział stanowią pieczątki z ziemniaka, ale ich wykonaniem powinien się zająć jednak dorosły. Może użyć foremek do ciastek. Dziecko zabawia się jedynie w malowanie i pieczętowanie (uwaga na ściany!)
Widziałyśmy też w sklepie zestaw dla rodziców do wykonania gipsowego odlewu stópki nowo narodzonego dziecka oraz zestawy, z których można odkopać np. kość dinozaura. Zwykłe jabłko, w czasie konsumpcji, ujawnia jak równo ustawione są zęby jedzącego.
No i wycinanie pierniczków na świąteczną choinkę. Jednak ten ślad naszej działalności można łatwo zlikwidować zjadając pierniczki (nasze nie dotrwały do Świąt - wczoraj padły ostatnie dwa).
A na deser odcinek "Budzika pt.: "Detektywi". Pokazano tam prawdziwe policyjne metody daktyloskopijne z objaśnieniem dla przedszkolaków.
Dopisuję, żebym nie zapomniała i żeby mi nie umknęło: Ślady zwierząt. Kto odwiedza Twój ogród? - bardzo dobra ściągawka dla tych, którzy natrafili na ślady na śniegu/błocie i chcą wiedzieć, jakie zwierzę je zostawiło.
Zauważyłyśmy też ślady skrzydeł i ogonów:
Zainteresowanie Hani budził też śnieg w kolorze żółtym. Była zawiedziona faktem, że to tylko pies pozostawił ten ewidentny ślad swojej obecności. Dla innych psów oczywiście niebywale cenny...
Oglądałyśmy też własne ślady oraz ślady sąsiadów wychodzących rano z klatki schodowej. Niestety jest ich dużo i mieszają się po kilku metrach.
Po obserwacjach w terenie przyszedł czas na daktyloskopię. Kilka razy już powtarzała nam się rozmowa na temat złodziei i odcisków palców. Wreszcie zrobiłyśmy swoje odciski. Najlepiej do tego celu nadają się mazaki (niestety długo trzeba je potem zmywać), albo farby akwarelowe lub plakatowe - z bardzo niewielkim dodatkiem wody. Można potem te odciski porównywać ze sobą przez lupę i zobaczyć, że rzeczywiście nie ma dwóch takich samych.
Osobny rozdział stanowią pieczątki z ziemniaka, ale ich wykonaniem powinien się zająć jednak dorosły. Może użyć foremek do ciastek. Dziecko zabawia się jedynie w malowanie i pieczętowanie (uwaga na ściany!)
Widziałyśmy też w sklepie zestaw dla rodziców do wykonania gipsowego odlewu stópki nowo narodzonego dziecka oraz zestawy, z których można odkopać np. kość dinozaura. Zwykłe jabłko, w czasie konsumpcji, ujawnia jak równo ustawione są zęby jedzącego.
No i wycinanie pierniczków na świąteczną choinkę. Jednak ten ślad naszej działalności można łatwo zlikwidować zjadając pierniczki (nasze nie dotrwały do Świąt - wczoraj padły ostatnie dwa).
A na deser odcinek "Budzika pt.: "Detektywi". Pokazano tam prawdziwe policyjne metody daktyloskopijne z objaśnieniem dla przedszkolaków.
Dopisuję, żebym nie zapomniała i żeby mi nie umknęło: Ślady zwierząt. Kto odwiedza Twój ogród? - bardzo dobra ściągawka dla tych, którzy natrafili na ślady na śniegu/błocie i chcą wiedzieć, jakie zwierzę je zostawiło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
