Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 października 2020

Ciepłe życie foki

Foka wyleguje się na plaży w styczniu, pływa na krze i w zimnym morzu. Jak to się dzieje, że nie marznie? Ma tłuszczową warstwę ochronną. Można ją sobie zaimitować w warunkach domowych i sprawdzić na sobie focze doznania.

Jest to doświadczenie, które zrobiliśmy we wrześniu zmotywowani Ogólnopolskim Konkursem nauk Przyrodniczych "Świetlik". Wszystkich spragnionych szczegółowej instrukcji odsyłam zatem na stronę konkursową, do eksperymentów dla klas drugich

 Zdjęcia zaginęły, więc polegam na wyobraźni Czytelników.

Do doświadczenia przygotowaliśmy naczynie z wodą wychłodzoną w zamrażarce. Ponadto wykonaliśmy sztuczną warstwę tłuszczową: na folię spożywczą trzeba nałożyć warstwę masła, przykryć drugą warstwą folii i zawinąć jej brzegi tak, aby masło nie wydostawało się z opakowania. Takim "sadłem" opatulamy dłoń, którą dodatkowo przyoblekamy w cienką rękawiczkę foliową. Drugą rękę umieszczamy wyłącznie w rękawiczce foliowej. Teraz wtykamy obie dłonie do garnka z zimną wodą (grzbiet dłoni do wody, nie mocząc palców). He, he! Fajne to moczenie. W otłuszczonej dłoni zimnych odczuć brak. Tylko czubki palców czują jak zimna jest woda. 

Teraz można lepiej zrozumieć, dlaczego na foce oblodzony brzeg nie robi wrażenia. Czy takie odczucia mają też zawodnicy sumo, albo w ogóle ludzie z grubszą warstwą tłuszczyku na ciele, nawet gdy jest on niechciany? Jest im ogólnie cieplej niż szczuplakom? Doświadczenie wskazywałoby, że owszem. Może ktoś tu się wypowie? Wszelako również wśród osób bardzo szczupłych są zwolennicy morsowania. Czy ludzie z dodatkową warstwą tłuszczu są zatem odporniejsi na marznięcie? Czy to idzie w parze z odpornością na choroby wirusowe? Odbyliśmy rozmowę na ten temat i wniosek byłby taki (u nas), że moglibyśmy się trochę podtuczyć na zimę. Przyjmuję przepisy na dania tuczące! Surówkę sobie dodamy we własnym zakresie:)

Wrocławskie Morsy pewnie by mogły wiele powiedzieć na ten temat. Może warto się przemóc?

niedziela, 3 maja 2020

Filtr do wody dla przedszkolaków

Jacek dostał zadanie z przedszkola: oczyścić wodę z użyciem własnoręcznie wykonanego filtra. Najwięcej radochy dało brudzenie wody:) Opis filtra poniżej - dla wszystkich przedszkolaków, którzy chcieliby spróbować. Dorosły jest przydatny do przecięcia butelki - resztę dziecko da radę zrobić samo. Miłej zabawy!



Najpierw brudzimy wodę w słoiku: wrzucamy ziemię, paprochy, płuczemy w niej pędzle po malowaniu farbkami... Można pobrać wodę z kałuży, rzeczki, oczka wodnego, zależnie, co się ma w okolicy. 

Do wykonania filtra potrzeba następujących przedmiotów:
- plastykowa butelka PET (po mleku lub innym napoju), co najmniej 1-litrowa
- woda w słoiku litrowym
- składniki brudzące wodę, jako to: farbki, ziemia, trawa, liście, kocia sierść...
- gaza lub cienki bandaż
- gumka recepturka
- węgiel drzewny (do grilla), alternatywnie tabletki węgla aptecznego, lekko rozdrobnione
- żwirek
- piasek

Wykonanie:
1. Butelkę przecinamy na 2/3 wysokości. Górna część o kształcie lejka będzie służyła, jako pojemnik na filtr, zaś dolna, jako pojemnik na przefiltrowana wodę. Łatwo przeciąć butelkę nożyczkami podgrzewając na palniku kuchenki gazowej jedno ostrze nożyczkowe przez 1 minutkę. Wtedy właściwie topi ono butelkę w miejscu gdzie zaczynamy cięcie, co znacznie ułatwia całą sprawę.

2. Górną część butelki obracamy odpływem w dół. Na szyjce mocujemy gazę lub bandaż (3-6 warstw) wzmacniając ją od zewnątrz za pomocą gumki. Nie zdało egzaminu włożenie gazy na dno szyjki, gdyż impet wlewanej wody spowodował jej wypchnięcie w dół i destrukcję filtra. Gumka pełni tu zatem ważną rolę.

3. Do filtra osłoniętego od zewnątrz gazą wrzucamy kolejno (od dołu) węgiel drzewny, żwirek i piasek.



4. Filtr umieszczamy na zbiorniku na przefiltrowaną wodę.

W trakcie wlewania brudnej wody trzymamy pojemnik, aby całość się nie przewróciła.
Lejemy powoli, nie zbyt grubym strumieniem.
Na dnie słoika zostawiamy trochę brudnej wody dla porównania z tą odfiltrowaną.



Woda po odfiltrowaniu jest zdecydowanie bardziej czysta!

Można ją teraz pozostawić w spokoju na co najmniej dobę. W tym czasie drobinki brudu, które jeszcze się w niej unoszą opadną na dno i można będzie wodę zlać znad osadu, co zwie się fachowo dekantacją. Wtedy woda będzie jeszcze bardziej czysta. Perfekcjoniści posiadający filtry do kawy, watę, chusteczki higieniczne, ligninę mogą próbować filtrować dalej, na domowym lejku. Nie porwaliśmy się na to (eksperyment odbywał się na trawniku przed domem), jak również na picie, a Wy gdybyście chcieli pić - lepiej rzecz całą przegotujcie. Czytałam, że można też uzdatniać wodę dodając do niej stężony  ekstrakt z pestek grapefruita, jeśli się go ma...

Dla starszych uczniów opis ambitniejszego filtrowania znajdziecie na blogu Przyroda na 6 - post: Rozdzielanie mieszanin- chromatografia i absorpcja.




środa, 24 października 2018

Szklanka wody

Prosta rzecz, a cieszy. Wystarczy nalać sobie wody do szklanki i wetknąć w nią łyżeczkę. A potem patrzeć z różnych stron i zastanawiać się, jak to jest możliwe, że ta łyżeczka uległa w wodzie czarom.




Wygląda mianowicie, jakby ją ktoś w miejscu styku wody z powietrzem przeciął i przesunął. Bokiem świadomości można przyjąć do wiadomości tłumaczenie rodzicielki, że woda inaczej załamuje światło niż powietrze. No bo ma inną gęstość i więcej cząsteczek w tej samej objętości.

Warto zwrócić dodatkowo uwagę na fakt, że woda działa jak lupa. Widać to nawet w szklance z łyżeczką, ale nasza Młodzież jeszcze raz sobie tę lupkę zrobiła wkładając różne drobne przedmioty do małego szklanego słoiczka i zalewając je wodą. A one... napęczniały jakoś:)




A tu świeże zioła (jeszcze wakacyjne) w dzbanku z wodą. Gdy sobie tak postały w tej lupie dobę - lupę się wypijało:)

Przetestowaliśmy jeszcze jeden sposób na powiększanie wodą, który widziałam onegdaj na czyimś blogu. Trzeba mianowicie w tekturce wyciąć dziurkę, podkleić ją przezroczystym woreczkiem foliowym od spodu, a z wierzchu umieścić na woreczku kroplę wody. Następnie zbliżać "lupę" do literek.

Na poniższych zdjęciach jest już kropelka wody. Powiększenie jest nieznaczne, ale jest! Na drugim ujęciu jest to widoczne raczej jako zniekształcenie.


poniedziałek, 26 lutego 2018

Napięcie powierzchniowe jeszcze raz, inaczej

Napięcie powierzchniowe wody to wdzięczny temat. Łatwo je pokazać. Możliwe, że już widzieliście naszego posta o napięciu powierzchniowym z wodą i pieprzem w roli głównej. Tym razem przydały się pieniądze:)



Trzeba wlać do szklanki pełniutko wody. Po brzegi.
Szklankę zapobiegawczo ustawiamy w miseczce.
Mamy zgromadzone obok monety różnych nominałów.
Pytamy Młodego: "Ile jeszcze pieniążków zmieści się w szklane zanim woda się wyleje?"
J. obstawiał, że zmieści ze dwie.
Zmieściło się tyle, że przestaliśmy je liczyć, mając ciągle pewność, że ta, którą właśnie wrzucamy jest ostatnią, która przepełni miarkę.
A tu nici!
J. wrzucał dalej.
Był to czas pełen napięcia emocjonalnego, bo woda po prostu NIE CHCIAŁA wylać się ze szklanki.






I czy to nie jest cudowne?!
Jaka szkoda, że cały ten piękny menisk wypukły niweczy kropelka płynu do mycia garów.

Trafiłam przypadkiem na filmik, który prosto to wszystko wyjaśnia, choć na poziomie ponadprzedszkolakowym i pokazuje jeszcze inne fajne "triki":

poniedziałek, 20 listopada 2017

Co ma pływać nie utonie

Eksperyment jest banalny, ale dla moich Dzieci nowy. Chodzi o to, żeby sprawić, aby przedmioty unosiły się na wodzie, nawet jeśli na początku toną.



Potrzebne pomoce:
- duża micha, najlepiej szklana, pełna wody
- ziemniak surowy
- jajo surowe
- plastikowa kostka do gry
- dużo soli
- łyżka stołowa

Nalewamy do miski ciepłej wody i wrzucamy do niej kostkę do gry, jajko i ziemniaka. Idą zgodnie na dno.


Wyjęliśmy obiekty z michy i zaczęliśmy dosypywać do niej soli. Dużo soli.
Tu można zapytać: co pomaga soli w rozpuszczaniu? Naturalna odpowiedź: mieszanie łyżką. Ponadto im cieplejsza woda, tym szybciej sól się rozpuszcza oraz im mniejsze kryształki soli, tym szybciej się rozpuszczają. W eksperymencie jednak nie ma okazji do stwierdzenia tych tez, zaledwie o nich wspomniałam w czasie intensywnego mieszania i dosypywania soli.
Co jakiś czas wrzucaliśmy obiekty do miski, żeby sprawdzić, czy już będą skutecznie pływać, jak ludzie w Morzu Martwym. W nim utonąć się nie da, nawet jeśli nie umiemy pływać.



Mieszali i sypali sól, podczas gdy ja ciągle gadałam o Morzu Martwym pytając w finale dlaczego tak je nazwano. Na szczęście wiedzieli, co nareszcie zamknęło mi usta. Po pozbyciu się prawie wszystkich naszych domowych zapasów soli i wielu próbach podczas których obiekty unosiły się w misie na różnych wysokościach, nareszcie uzyskaliśmy pożądany efekt.



Dlaczego w bardzo słonej wodzie przedmioty pływają tak blisko powierzchni? Woda zasolona staje się bardziej gęsta niż wnętrze jaja i wypiera je do góry. Im gęstsza solanka, tym bardziej wypiera ciała ku górze.


Potem jak to u nas - eksperyment potoczył się własnym torem.
Jajko podczas częstego wrzucania pękło, więc Młodzi doszli do wniosku, że sprawdzą, czy bez skorupki też będzie pływało po wierzchu.
 

(Uratowałam żółtko, bo to jednak było porządne jajo od kury podwórkowej)
Białka nie było zbyt dobrze widać, ale i na to jest sposób - trzeba w misce poruszać energicznie ręką i białko się spienia. Poza tym duża ilość soli powoduje denaturację=niszczenie białka i wytrącają się  białe "frędzelki", choć słabo je widać.
Lepiej rzecz jest widoczna na ciemnym tle - dolano do michy czerwonego barwnika spożywczego i farfocle oraz piana od razu stały się lepiej widoczne.
I tu już przerwałam rozrywkę, bo za dużo wody znalazło się na zewnątrz miski.



Aha! Jeszcze przed dodaniem czerwieni w szklanej misce można obserwować taki oto obrazek:


Zakładam, że to dlatego, że ziemniak odbija się, jak w lustrze w wodzie i to od spodu. 

P.S. Można to doświadczenie wykonać nieco inaczej, zobaczcie TUTAJ.

piątek, 28 kwietnia 2017

Wir w butelce i nie tylko

Jak zrobić wir w butelce PET? Instrukcji znajdziecie w internecie mnóstwo. Udało nam się to bez wiercenia dziurek w zakrętkach. Poza tym zabawialiśmy się uzyskaną konstrukcją na inne sposoby. Poniżej informacje - może i Wasze dzieci zabawią się podobnie. A może wymyślą jeszcze coś nowego?

Dla tych, którzy po raz pierwszy zagłębiają się w temat: należy wziąć 2 butelki PET (u nas 1,5-litrowe, ale podejrzewam, ze może mniejsze byłyby lepsze dla dziecinnych rączek). Do jednej z nich nalewamy wody do pełna (lub prawie). Butelki łączymy ze sobą otworami wpustowymi tak, aby utworzyły coś w rodzaju klepsydry. Istotny jest sposób połączenia. Zupełnie przypadkiem okazało się, że średnice otworów naszych butelek pasują do siebie (jedna wchodzi w drugą na wcisk). Pozostało nam jedynie uszczelnić konstrukcję  taśmą klejącą. I już.

Jeśli średnice otworów wpustowych butli są takie same zaleca się wywiercić otworki w zakrętkach, zakręcić butelki i dopiero teraz łączyć je ze sobą, np. mocnym klejem i taśmą. I tę opcję wypróbowaliśmy, ale okazało się, że otwór jest za mały. Woda nie chciała spływać z górnej butelki w dolną, nawet wprawiona w ruch wirowy. Siły wzajemnego przyciągania cząsteczek wody okazały się większe od siły przyciągania ziemskiego.
Jak się okazało otwór szyjki typowej butelki PET jest idealny dla wirów.

Drugą istotną kwestią jest umiejętne wprawienie butelki w ruch wirowy. Nie jest to sprawa prosta, zwłaszcza dla dziecka, dla którego manipulacja 1,5 litrem wody jest trudna, bo jest to zwyczajnie ciężkie. Jurek robi to opierając butelkę o stół, ale i to mu nie zawsze wychodzi.

Obserwacja spływania wody z górnej butli do dolnej też jest ciekawa. W naszej konstrukcji powstają widowiskowe bąble. Można od razu zauważyć, że woda spływa tu o wiele szybciej, niż w wersji wirującej. Jeśli wprawimy butelkę umiejętnie w ruch - układ cieczy w wirze jest bliski poziomowi i spływanie wody następuje naprawdę wolno.

Bardzo przydatne okazuje się zabarwienie wody atramentem - wtedy lepiej widać powstający wir. Nie zgłębiłam tematu, ale okazało się, że granatowa woda zabarwiona atramentem z czasem blaknie i robi się przezroczysta z zaledwie lekkim błękitnym odcieniem. Dlaczego atrament wymieszany z wodą blaknie, a na kartkach zeszytu - nie?



Młodzież jest kreatywna i używała konstrukcji z butelek z wodą jeszcze następująco:
a/ jako hantle
b/ do turlania, przy czym zaobserwowaliśmy, że konstrukcja skręca w kierunku butelki obficiej wypełnionej wodą i bardzo trudno jest uzyskać kierunek prostoliniowy - zawsze butle skręcały po łuku, nawet, gdy wydawało się, że są wypełnione równomiernie


c/ jako kręgli - obiektów do przewrócenia za pomocą różnych rzucanych weń przedmiotów, głównie piłki. I tu obserwowaliśmy rozmaitą podatność na przewracanie się butelek, zależnie od tego gdzie było więcej wody - w górnej lub w dolnej butli

Przy okazji tej rozrywki wlaliśmy do butli z granatową wodą olej. Chodziło mi głównie o to, żeby Młodzi dodatkowo poobserwowali sobie mieszanie i rozdzielanie się faz. Dwufazowego płynu użyliśmy też do wykonania wiru w butelce, ale tu spotkał nas zawód - ciecz była mętna i wir okazał się niewidoczny. I to też jest przydatna obserwacja.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Eksperyment - rzeka (woda+barwnik+sól)

Młody człowiek skazany przez wirusa na tkwienie w domu może mieć wielką inwencję twórczą w zakresie eksperymentów. Właściwie z trudem nadążałam podtykając szmatki do wycierania i próbując rzecz utrwalić na obrazkach, a wszystko działo się w porze produkcji obiadu. Ogólnie rzecz ujmując można zabawić się tak, jak poniżej:

I Faza - sama woda

Wlać do dużego pojemnika bardzo zimną wodę, do średniego - bardzo gorącą, do najmniejszego - znowu zimną. Włożyć pojemniki jeden w drugi, zgodnie z rozmiarami. Badać stopniowe zmiany temperatury zachodzące w pojemnikach. Palcem. A jeśli macie odpowiedni termometr i znające się na nim dziecko - można badać zmiany termometrem.



Wlać do jednego pojemnika bardzo gorącą wodę, do drugiego wodę o temperaturze pokojowej, a do trzeciego - zimną. Włożyć palec do gorącej, a potem do pokojowej, która wydaje się naprawdę chłodna. Następnie włożyć inny palec do zimnej, a potem do pokojowej, która wyda nam się naprawdę ciepła:)

Odmierzyć litr wody. Zważyć go na wadze kuchennej i sprawdzić czy 1 litr wody waży tyle co 1 kg wody. Uwzględnić wagę pojemnika, w którym ważymy wodę. Zważyć wodę w innym pojemniku. Spróbować ustalić, ile waży pojemnik. U nas były to: plastikowy pojemnik z miarką i stalowy rondel ważący prawie 1 kg, więc różnice w wadze rzucały sie w oczy. Użyć wody do rozpuszczania zabarwionej soli (patrz Faza III)

Jest to okazja, żeby przy okazji przemycić informacje na temat miar, nazewnictwa, przeliczania itd. zależnie od umiejętności Młodego Badacza. To właściwie mogłyby być osobne, ciekawe zajęcia. Myślę, że jeszcze do tego wrócimy.

II Faza - woda z barwnikiem

Wlać wodę do kilku pojemników, a następnie dodawać do nich barwnik, do każdego kolejnego pojemnika dodając go coraz więcej. Powstaje coś w rodzaju szeregu rozcieńczeń (oczywiście rozcieńczeń "na oko").

Najlepiej by było mieć jednakowe pojemniki, ale nawet gdy ich nie mieliśmy J. spędził intensywne chwile na dolewaniu czerwieni i porównywaniu odcieni


Odmierzyć równe porcje wody z barwnikiem - wlać je do pojemników o różnych powierzchniach dna. Spekulować na temat, z której woda szybciej wyparuje, jeśli stoją w tym samym miejscu oraz gdybyśmy je ustawili w różnych miejscach (parapet kuchenny i łazienka, przy rurce kaloryferowej). A po spekulacjach - sprawdzić (patrz - Faza III).



III Faza - woda z barwnikiem i solą (roztwór nasycony soli)

Wodę zabarwioną tym samym barwnikiem, ale w różnym stopniu wzbogacić o sól sporządzając roztwory nasycone. Zostawić na parapecie i zaglądać codziennie. Gdy woda odparuje otrzymujemy sole o różnych kolorach - u nas różowe i łososiowe. Niestety w domu nie było różowej soli himalajskiej dla porównania.



Pokazać Młodemu inne sole, które ma się w domu (u nas: askorbinian sodu czyli witamina C, chlorek sodu z Kłodawy - sól kamienna, Vegeta Natur:), wodorowęglan sodu czyli soda oczyszczona). Porównać rozmiar kryształów soli (można przez lupę).



Wrzucić wszystkie sole do garnka z wodą. Gdy nie chcą się rozpuścić - podgrzać (tu warto wspomnieć jakie warunki pozwalają na skuteczne rozpuszczanie: mieszanie, ogrzanie, duża powierzchnia kontaktu soli z wodą - cukier w kostkach rozpuszcza sie dłużej niż sypki i drobny, sól w dużych kryształach np. pamiątka z Wieliczki, której poskąpiłam do eksperymentu, rozpuści się wolniej niż ta drobnokrystaliczna).

Przefiltrować mieszaninę przez lejek wyścielony płatkami kosmetycznymi lub watą, filtr do kawy też się nada. Tak uzyskany roztwór pozostawić na parapecie do ponownego odparowania (można w kilku różnych pojemnikach).


PS. Najbardziej podobało mi się to, że Dziecko zabawiało się samodzielnie, ja tylko podrzucałam pomysły. Najmniejszym zainteresowaniem cieszył się pomysł, żeby po eksperymentach posprzątać, ale jakoś i to przeforsowałam. Zaparłam się, gdy J. postanowił  podjąć wnikliwe badania nad wodospadem z kolorowej wody, który lał się cienkim strumyczkiem ze stołu na krzesło, a z krzesła na podłogę. To mnie przerosło.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Woda jako klej

Czy wiecie, że woda może być świetnym klejem? Może! Doświadczanie tego jest przyjemne. 




Wybrać lustro lub szybę drzwi balkonowych do eksperymentu. Nabrać ciepłej wody do garnka. Uzbroić się w ścierki do podłogi.
Przygotować obiekty, które chcielibyśmy przykleić.

W zestawie ująć:
- woreczek foliowy
- przezroczystą folię (taką do xero) i/lub jakiś obiekt zbindowany
- szklaną szybkę (wyjąć z obrazka:) 
- szmatkę
- kartkę papieru
i ewentualnie

- balonik nadmuchany i nienadmuchany (tego nie testowaliśmy, ale idea jest taka, że balonik bez powietrza przywrze do szyby, zaś nadmuchany - nie, to jeszcze mamy do sprawdzenia)


Niestety estetyczna strona eksperymentu na jest szczególnie efektowna (tu: nasze drzwi balkonowe z przyklejonymi elementami)

Posmarować jedną z powierzchni wodą (u nas drzwi balkonowe) i próbować przyklejania. Najlepiej mieć kilka kawałków z tego samego płaskiego materiału, żeby móc sprawdzać, jak duży ciężar potrafi utrzymać "klej" na szybie.

Przykleiliśmy na szybie balkonowej folię aluminiową, tkaninę (rękaw tatusiowej piżamy przerobiony na ściereczkę), kartkę papieru, woreczek foliowy, obindowane zdjęcie i folię do xero. Było to o 16-stej po południu. Postanowiliśmy obserwować, jak długo klej będzie trzymał - co odleci od szyby pierwsze, a co ostatnie. Bo, że odleci to pewne.
A dlaczego? - zapytajcie swoje dziecko. A jeszcze lepiej: Jak myślisz, jak długo klej będzie "trzymał"?
Odpadły najpierw papier i tkanina ze względu na to, że parowanie zachodzi tu z całej powierzchni i nie jest niczym zakłócone, no może spowolnione tym, że szyba od spodu jest jednak bardzo zimna. 

A potem wziąć na warsztat szklaną butelkę. I spróbować do niej przykleić rozmaite obiekty. Zapytać dzieci, dlaczego do niej nie tak łatwo je przymocować. (no, przynajmniej nie wszystkie)

Fajnie jest mieć do dyspozycji 2 szklane szybki (np. antyramki)  i najpierw położyć je jedna na drugiej - niech Dziecko samo sprawdzi, jak łatwo je rozdzielić. A potem posmarować jedną z nich wodą, położyć na niej drugą i teraz spróbować je rozłączyć. Wcale nie jest to łatwe.

 
Jurek jeszcze z własnej inicjatywy sprawdził, czy dodanie płynu do mycia naczyń zmieni sytuację, ale okazało się, że nie. Napięcie powierzchniowe nie ma tu zatem nic do rzeczy, za to działają te same siły, które umożliwiają wędrówkę wody w drzewie do góry (patrz poprzedni post).

Ciekawie obserwuje się  też obiekt nieco za ciężki, który zsuwa się po szybie, bo "klej" za słabo trzyma.

Podłoga do wytarcia, ubranka do przebrania.

Miłej zabawy!

PS. Po kilku dniach foliowe obiekty nadal trzymają się szyby. Klej działa!

czwartek, 21 stycznia 2016

Wędrująca woda

Jak to jest, że woda w drzewach wspina się na wiele metrów w górę? Pokazuje to proste doświadczenie, które tylko mi mgliście kojarzyło się z chromatografią bibułową.

To dzięki wspaniałym właściwościom wody, a dokładniej jej cząsteczek, tfu, drobin (mnie uczono w szkole o cząsteczkach, ale w nowych podręcznikach do przyrody pisze się o drobinach. Jakoś nie mogę polubić tej zmiany). Przyciągają się one mianowicie do siebie (i do otaczających je ścianek bardzo wąskich, długich rureczek, które ciągną się przez całe drzewo) bardzo skutecznie, tak, że te drobiny wody, które tam na górze wyparowują z liścia ciągną za sobą następne drobiny wody, tak jakby trzymały je za rączkę i nie chciały puścić.  Tyle byłam w stanie wydukać z siebie a vista. Potem dopiero poczytałam o zapomnianych już szczegółach, a najfajniej opisano je chyba TUTAJ (z filmikiem włącznie, choć on raczej dla starszaków).
O kohezji i adhezji nie mówiłam - jeszcze za mali.
Można zbudować własny model tego zjawiska. Przydatna jest miska, rolka papieru toaletowego i woda. Należy zmontować konstrukcję o taką:



... i zapytać Młodzież do jakiej wysokości dojdzie woda. Zaznaczamy na papierze kreską typowaną przez nieletnich wysokość i pozostawiamy doświadczenie samo sobie na resztę popołudnia, a nawet na noc. Wygrał Jurek, ja i Hania byłyśmy zbyt wielkimi optymistkami.




Teraz wyłoniło się pytanie - dlaczego woda nie poszła wyżej, tak, jak w drzewie? Odpowiedzi padły różne, już nie pamiętam jakie (bo to jednak było przed Świętami), ogólnie ujmując podejrzewam, że jednak papier toaletowy nie ma tak pięknych kapilar, jak pierwsza lepsza brzózka. No i papier toaletowy zaczął się rozwijać pod wpływem ciężaru wody (myślę, że gdyby tak umieścić rolkę na słupku i przedłużyć doświadczenie - mogłaby się rozwinąć sama). No i jeszcze przecież woda paruje z całej powierzchni papieru. Aspektów tego zagadnienia jest wiec sporo.


Tak naprawdę do obserwacji tego zjawiska zainspirował mnie najmłodszy Jacek, który poznaje uroki korzystania z nocnika i po wypełnieniu go wiadomą cieczą z napięciem obserwuje, jak papier toaletowy nią nasiąka. Potem dorzuca kolejny kawałek. I jeszcze jeden... Wreszcie osiąga stan, w którym cały nocnik zasłany jest papierem toaletowym, a ten już nasiąkać nie chce. No i koniec doświadczenia. Aż do następnego korzystania z nocnika:)

czwartek, 10 września 2015

Nieodparty urok kałuży

Kałuże u nas znowu na czasie. Pewnie dlatego, że były taką rzadkością tego lata. Jeśli zaliczacie się do szczęśliwców z kałużami w sąsiedztwie - nie zapominajcie o nich!

Kałuża zawiera wodę, która paruje. Zaznaczaliśmy zasięgi kałuż (kredą) na spacerze jednego dnia, a następnego sprawdzaliśmy, jak zmniejsza się powierzchnia kałuży. Jest to okazja do rozmowy o parowaniu, schnięciu prania, pozyskiwaniu soli morskiej itd.

Zasięg kałuży pierwszego dnia...

... a tu zasięg następnego dnia

 Jeśli już macie kolorową kredę ze sobą i płytką kałużę na asfalcie - można pobawić się w rysowanie po kałuży. Gdy woda odparuje - rysunek zostanie. Nie zostanie, jeśli woda zostanie przemieszana, np. przez przejeżdżający samochód. Zawsze możemy jednak uzyskać kolorową kałużę, a potem kolorowy ślad po niej.



Jeśli będziecie mieli szczęście może uda Wam się zaobserwować, w jaki sposób gołębie piją wodę. Ciągną ją, jak przez słomkę. Robią to inaczej niż pozostałe ptaki, które odchylają głowę do tyłu tak, aby spłynęła w dół gardła. Kąpiele ptasie też są piękne, a przy tym bardzo inspirujące dla Młodzieży:)





PS. Zdjęcia wykonane zostały zanim odkryliśmy pasję chodzenia boso.

Inne zabawy przyrodnicze we wcześniejszym poście "Nad kałużą"

środa, 18 lutego 2015

Nawilżacz powietrza

Ależ to jest przydatne urządzenie! Nie tylko dlatego, że lepiej się dzięki niemu oddycha w sezonie grzewczym w bloku. Teraz jesteśmy do niego przyzwyczajeni, ale urok nowości sprawił, że spróbowaliśmy różnych zabaw z parą*** wydobywającą się z nawilżacza.

Dmuchanie - włączyć wydobywanie się pary na maksimum i dmuchamy tak mocno, aby rozdmuchać całą parę tuż po tym, jak wydobędzie się z otworka.

 


Umieszczanie w parze przedmiotów z różnych materiałów i sprawdzanie, jak się zmieniają. Wkładaliśmy w nią: papierowego motyla wykonanego w technice origami (klapnął całkiem), szmatkę, woreczek foliowy, rękę, lusterko (tu była wstawka moja o skraplaniu i krążeniu wody w przyrodzie, bardzo ogólnie, jak to na początku)

Świecenie laserowym wskaźnikiem w parę - widać strumień laserowego, czerwonego światła, co w "normalnym" powietrzu nie jest osiągalne.

"Robienie nastroju" - nasz nawilżacz ma niebieską lampkę. Należy zgasić światło i cieszyć się psychodelicznym urokiem błękitnej poświaty puszczając sobie do niej nastrojową muzyczkę z youtuba. A gdy woda się kończy lampka zaczyna świecić na czerwono. No rewelacja!

Można też wleźć na biurko, na którym stoi nawilżacz i zrobić sobie kąpiel parową/inhalację, tak jak to uczynił Jureczek:)


 Podgrzewacz umieszczony w bezpośredniej bliskości wydobywającej się pary - nie gaśnie!


 
*** Właściwie to, co wydobywa się z nawilżacza to nie jest stricte para wodna, która jest w zasadzie niewidzialna. To są po prostu bardzo małe kropelki wody.  

środa, 13 sierpnia 2014

Kajakowanie z małymi - garść podpowiedzi

Jeśli ktoś wcześniej pływał kajakiem, np. odbył spływ, wie już wszystko i tych informacji nie potrzebuje. Ale może przyda się to komuś, kto doświadczenia wielkiego nie ma, a chciałby popływać kajakiem z małymi dziećmi. Niech nie zwleka i zrobi to jeszcze w czasie tegorocznych wakacji, bo to wielka przyjemność!



Wskazówki wstępne
Upewnijcie się, że wypożyczą Wam kajak, a nie mniej stabilne canoe.
Lżejsze są wiosła aluminiowe od drewnianych.
Na początek dobry jest niewielki zbiornik wodny z wodą stojącą. Rzekę zostawcie na potem.

  Usadowienie się w kajaku

Najpierw wsiada dorosły, a gdy dziecko widzi, że dorosły już siedzi i mu wygodnie - wtedy samo śmielej wsiada.
Małe dziecko można posadzić przed sobą, tak by opierało się plecami o brzuch dorosłego. Wsadziliśmy do kajaka Jurka 3,5-letniego i myślę, że to dobry wiek na pierwszy raz. Wierzę, że i młodsze można zabrać do kajaka, o ile jest spokojne i posłuszne.
Starsze dziecko siada z przodu, dorosły z tyłu, żeby widział dziecko.
Dać dziecku wiosło - niekoniecznie chodzi o to, żeby zaraz wiosłowało, ale już sam fakt, że wiosło dzierży w dłoniach jest atrakcją.


Jeśli macie taką potrzebę lub gdy dziecko jest szczególnie energiczne - ubierzcie je w kapok. Moje dzieci są spokojne na wodzie, więc po pierwszym razie zrezygnowaliśmy z kapoków - mogą jechać z Wami w kajaku, można je włożyć pod plecy. Wyjątek "kapokowy" stanowi nasz najmłodszy syn, który wyraźnie delektuje się kapokiem, nawet w czasie ogromnych upałów. Nie odmawiamy mu tej radości:)


Zasady bezpieczeństwa w czasie "rejsu"
Woda widziana z kajaka jest na wyciągniecie ręki - pozwoliłam moim Młodym włożyć rękę do wody, żeby poczuli prędkość, z jaką płyniemy.
Najpierw płyniemy powolutku, dużo później się rozpędzamy.
Można delikatnie pokołysać się w kajaku na boki, żeby dziecko widziało, że jest to jednak jednostka dość stabilna.
Zniechęćmy dziecko do wstawania w kajaku, zwłaszcza, gdy jest on w ruchu.
Manewry przybrzeżne wykonuje dorosły.
W słoneczny dzień warto zabrać coś na głowę, bo promieniuje na nas światło słoneczne oraz dodatkowa warstwa światła odbitego od tafli wody. Zapas wody pitnej również wskazany.

Obserwacje przyrodnicze
Miłe było zbieranie roślin wodnych z powierzchni zbiornika - Hanka i Jurek zrobili sobie nawet z tych roślin takie "wełniane kłębki", a potem "pac!" do wody i kłębek rozpływał się w płaski kożuch na powierzchni.


Jeszcze ciekawiej, gdy płyniecie po czystym akwenie, takim, w którym woda jest na tyle przezroczysta, że można dostrzec rośliny rosnące pod wodą. A może nawet rybki...
Jeśli macie możliwość warto wcześniej zajrzeć do książek, żeby wiedzieć, jakie rośliny i zwierzęta spotkacie, ewentualnie zabrać przewodnik ze sobą.
Można spróbować wsadzić wiosło do wody na sztorc - żeby zobaczyć, czy dosięgnie ono dna. Dla poczucia bezpieczeństwa dziecka najlepiej żeby dosięgało - warto zrobić to podpłynąwszy do brzegu.
Przyjemnie wpływa się w miejsca zacienione i słoneczne na przemian.
Miło jest, gdy możemy pomachać komuś na brzegu, gdy ktoś nam zrobi zdjęcie.
Jeśli płyniecie spokojnie i cicho można liczyć, że ptactwo wodne będzie na tyle ciekawskie, że podpłynie bliżej - my mieliśmy okazję zbliżyć się do młodych kaczek.
Na początek godzina pływania kajakiem wystarcza. Finalny odcinek można już przepłynąć szybciej.



Aha! Nie wahajcie się pozwolić dziecku, które udźwignie wiosło, powiosłować samodzielnie, bez udziału dorosłego. Po wstępnych instruktażach i próbach Hanka spokojnie zawróciła kajak o 180 stopni.


Post w ramach projektu:  http://www.kreatywnymokiem.pl/search/label/Przyroda%20po%20lup%C4%85