Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacery. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 lutego 2018

Nie-pasta do zębów

Miło pobyć w lesie poza miastem. Smogu nie ma. Dzięcioł stuka. Zimno, cicho. Przynieśliśmy niewielkie, świeżozielone trawki i listki dla chomika, kwiatostany leszczyny na napar i... surowiec do szczotkowania zębów.


Mam tu na myśli gałązki świerka i sosny zebrane z dna lasu, ale jeszcze wciąż żywe i pachnące żywicą.

Najpierw zostały umyte, a potem odcięte nożyczkami od gałązki.



Następnie drobniutko posiekane, prawie na proszek (myślę cichcem, że można by ten stan osiągnąć młynkiem elektrycznym w jedną minutę, ale pozwoliliśmy Ojcu delektować się krojeniem z użyciem narzędzia, które sam był stworzył ze starej piły tarczowej).




Zielony proszek wsypujemy na talerzyk i zanosimy do łazienki.
Moczymy szczotkę do zębów w wodzie, a potem w proszku świerkowym albo proszku sosnowym.

Dla większego wyboru i efektu szorującego powstał jeszcze proszek z suszonego rumianku oraz opcja igliwie+świeży imbir (dla twardzieli, bo piekąca).



Nie wiem jaka jest skuteczność tej "pasty do zębów", ale w ustach pozostaje miły smak (było niewiele żywicy, która jest gorzka). Jakbym zjadła kawałek lasu, w którym spacerowaliśmy.
Obecnie wszystkie proszki wyschły i wymieszane dalej tkwią w łazience używane z doskoku. Płukanie zębów po szorowaniu musi być pilniejsze niż po zwykłej paście, nawet tej bez fluoru:)

P.S. Byłabym zapomniała o źródle, a warto zobaczyć, jak prymitywny technolog na  śniegu majstruje sobie jeszcze do tego szczoteczkę zębową:

 Primitive Technology: Toothbrush and Paste, New primitive technology

poniedziałek, 2 października 2017

O znaleziskach leśnych

Dziwne to uczucie, gdy się wchodzi do lasu w południe, na zwykły spacer rodzinny, i widzi się grzybiarzy, którzy WIADRAMI wynoszą z niego podgrzybki brunatne. Próbowałam stłumić w sobie zazdrość, nie zbiegać zaraz w bok ze ścieżki, tłumaczyć sobie, że to przecież nie prawdziwki, ale i tak szłam z nosem przy ziemi, co chwila wznosząc okrzyki typu: "O! Popatrzcie...", "O! Zobaczcie..." i szukając pilnie znajomego widoku, a natrafiając na inne, równie ciekawe. No i się doigrałam. 



Z lasu przynieśliśmy:

a/ kulki galasówki dębianki, z których powstał atrament (w szklanej zlewce umieścić opiłki żelaza pozostałe z ostrzenia noża i 2 gwoździe zardzewiałe, wcisnąć w nie sok z galasów, nieznacznie podlewając wodą, poddać obróbce termicznej na fajerce uzyskując stopniowo bardzo ciemny roztwór). Użyć na bieżąco, maczając w tym zaostrzone ptasie pióro.
P.S. W dawnych czasach do atramentu dodawano piołunu, aby zniechęcić myszy do podgryzania rękopisów (gorzki piołun nie smakował myszom).




b/ grzyby: kanie (zjedzone z patelni na kolację) i podgrzybki (kilka sztuk, które uchowały się przed bliźnimi z wiadrami)


Zdjęcie porównawcze. Żeby nauczyć się odróżniać kanię od muchomora trzeba się im uważnie przyjrzeć, nie tylko z góry.
c/ zdjęcia grzybów, których było mnóstwo pięknych i niejadalnych w różnych rozmiarach, kształtach i kolorach. No i jak tu nie zrobić takiemu obrazka?




d/ zęby ssaka, po którym została tylko mocno nadwyrężona żuchwa, każdy chciał mieć swojego zęba, więc Ojciec Rodu musiał je z tej żuchwy wydłubać. Niestety zaledwie mogę podejrzewać, że może to był dzik...



e/ żołędzie rozsiane po kieszeniach, z których co chwila wypadają, również w pralce


f/ korę sosnową i brzozową (dla której trzeba w domu natychmiast po powrocie sporządzić specjalne pudełko, a wcześniej uświadomić rodzica, że to on będzie je robił i powtórzyć mu to ze 20 razy, bo jeden raz to na pewno za mało, żeby rodzic pojął, jak to jest bardzo istotne)

g/ kwiaty słonecznika szorstkiego (o którym myśleliśmy pierwotnie, że to topinambur) do wazonu



h/ szyszki chmielowe do wysuszenia i parzenia (literatura zielarska podpowie co i jak)

i/ ładne kamyczki, zwłaszcza krzemienie

j/ dzidę, tzn. zaostrzony kij, rękodzieło własne

k/ korzeń łopianu (obrać, wrzucając szybko do wody z cytryna, żeby nie ciemniało, ugotować i zjeść. Kiedyś jedliśmy tez duszone na maśle)

l/ 2 patyki uderzająco przypominające swym kształtem pistolety (a może jednak udało nam się je zgubić?)

A musicie wiedzieć, Drodzy Czytelnicy, że nasze mieszkanie w bloku powierzchnią swą nieznacznie przekracza 48 metrów kwadratowych.

Na obrzeżach lasu Jurek wlazł w nieużytek, z którego, niemal spod stóp, wyfrunęły mu bażanty.

Słońce świeciło, jak szalone.

Serdecznie Wam życzę, Drodzy Czytelnicy, tak miłych, jak nasz, spacerów jesiennych:)

P.S. Jeśli przypadkiem jeszcze nie znacie serialu "Tętno pierwotnej puszczy" - możecie go obejrzeć on-line na cda razem z Dziatwą, jako i ja zamiaruję.


sobota, 4 czerwca 2016

Wycieczki jednodniowe we Wrocławiu i okolicach - kolejna odsłona

Jeśli ktoś do nas zaglądał wcześniej wie, że jest to u nas post-rzeka w odcinkach. Wierzę, że przydatny. No to voila - oto ciąg dalszy.

Wycieczka Polinką
Polinka jest kolejką wagonikową przerzuconą nad Odrą. Jazda trwa chwilkę, ale dostarcza ciekawych wrażeń. Po obu brzegach miłe miejsca na spacery. Od strony Politechniki - spokojna, zacieniona ulica, którą można dojść np. do muzeum na statku (weszliśmy na pokład, ale załoga się nie ujawniła, nie śmiałam buszować po nim z liczną dziatwą). Po przeciwległym brzegu - ul. Na Grobli, z zabytkowym mostem i 40-metrową wieżą ciśnień, spokojny kawał trasy na długi spacer, a jak ktoś się rozpędzi - dojdzie do stajni z konikami, a jeszcze dalej - do ulicy Ołbńskiej, skąd można wrócić do centrum komunikacją miejską.



Las Mokrzański
Na obrzeżach miasta, ale dla nas niedaleko, a las jest PRAWDZIWY, tzn. z drzewami iglastymi, które przedkładam nad liściaste, ogólnie rzecz biorąc mieszany, nie zaśmiecony, pachnący, jak trzeba, ścieżek sporo, nadają się pod wózek dziecięcy. Można zaplanować trasy spaceru rozmaicie - na dłuższe lub krótsze warianty, popatrzeć na piękne krajobrazy, powdychać powietrze żywiczne, spotkać wiewiórkę, usłyszeć dzięcioła.


Oborniki Śląskie
Miejscowość ta, otoczona ze wszech stron lasami i sama pełna zieleni, jest osiągalna w pół godziny jazdy samochodem z Wrocławia. Droga z trudną nawierzchnią jest remontowana, więc istnieje szansa na krótszy i łatwiejszy dojazd. Spacerowanie po Obronikach to atrakcja głównie dla dorosłych spragnionych oglądania pięknej, poniemieckiej architektury willowej z początku XX w. My z dziećmi weszliśmy na lokalne wzniesienie, tzw. Grzybek, zwany też Górą Holtei`a, z którego roztacza sie piękny widok na okolicę. Widać Ślężę i Sky Tower we Wrocławiu, a przy dobrej widoczności może nawet kawałek Sudetów. Szczyt góry jest dobrym miejscem na piknik oraz węzłem szlaków rowerowych i pieszych, ciągnących się przez pobliski las mieszany, prawie nie zaśmiecony i o falistym ukształtowaniu terenu. Było nam wspaniale, czego i Wam tam życzymy!

Początek trasy na Górę Holtei`a wczesną wiosną

Ścieżka przyrodnicza w lesie.
Sobótka Górka
Jest to jedno z wielu bardzo ciekawych miejsc w okolicach masywu Ślęży. Mamy tu do zwiedzenia zamek, zwiedza sie z przewodnikiem, co kosztuje 2-4 zł od łebka, w restauracji zamkowej można sie posilić, zjeść lody a nawet nabyć lokalne piwo. Spod zamku można wybrać się w las, nawet do szczytu Ślęży (dobra mapa turystyczna wskazana). Las jest mieszany, sporo pięknych drzew iglastych, zabytkowe dęby, powietrze pięknie pachnie, spotkaliśmy żabę, padalca i ciekawe kamienie. Piknik się udał. Bardzo polecam!

Zamek w Sobótce Górce

czwartek, 10 września 2015

Nieodparty urok kałuży

Kałuże u nas znowu na czasie. Pewnie dlatego, że były taką rzadkością tego lata. Jeśli zaliczacie się do szczęśliwców z kałużami w sąsiedztwie - nie zapominajcie o nich!

Kałuża zawiera wodę, która paruje. Zaznaczaliśmy zasięgi kałuż (kredą) na spacerze jednego dnia, a następnego sprawdzaliśmy, jak zmniejsza się powierzchnia kałuży. Jest to okazja do rozmowy o parowaniu, schnięciu prania, pozyskiwaniu soli morskiej itd.

Zasięg kałuży pierwszego dnia...

... a tu zasięg następnego dnia

 Jeśli już macie kolorową kredę ze sobą i płytką kałużę na asfalcie - można pobawić się w rysowanie po kałuży. Gdy woda odparuje - rysunek zostanie. Nie zostanie, jeśli woda zostanie przemieszana, np. przez przejeżdżający samochód. Zawsze możemy jednak uzyskać kolorową kałużę, a potem kolorowy ślad po niej.



Jeśli będziecie mieli szczęście może uda Wam się zaobserwować, w jaki sposób gołębie piją wodę. Ciągną ją, jak przez słomkę. Robią to inaczej niż pozostałe ptaki, które odchylają głowę do tyłu tak, aby spłynęła w dół gardła. Kąpiele ptasie też są piękne, a przy tym bardzo inspirujące dla Młodzieży:)





PS. Zdjęcia wykonane zostały zanim odkryliśmy pasję chodzenia boso.

Inne zabawy przyrodnicze we wcześniejszym poście "Nad kałużą"

środa, 16 lipca 2014

Wycieczki 1-dniowe we Wrocławiu i okolicach - część 3

Tym razem kolejna porcja informacji o miejscach (około)wrocławskich do przewędrowania z dziećmi (lub bez:). Dla ruchu na świeżym powietrzu i miłego spędzenia czasu w gronie bliskich.



Jary
Jest to miejscowość w sercu Lasów Obornickich. Zostawiliśmy auto na końcu utwardzonej drogi i weszliśmy w las drogą już gruntową. Można nią dotrzeć do śródleśnego stawu, mocno zarośniętego trzciną. Za to są tam łabędzie i widoczna ambona myśliwska, cisza i spokój, trochę śmieci niestety. Las jest iglasty i mieszany, pachnie grzybami i można je tam nawet znaleźć (a przynajmniej całe mnóstwo niejadalnych, ale było popołudnie),  przez okno samochodu widzieliśmy mieszkańców Jar(ów?) z pełnymi koszami (połowa września). W podszycie borówki.  Droga pod koła samochodu terenowego i pod koła wózka, ale nie po deszczach, a takie realia nam się trafiły. W rezultacie przez cała drogę musieliśmy zwalczać u Młodzieży naturalną chęć włażenia do każdej kałuży, co było frustrujące. Trasę do stawu można wydłużyć, bo jest to część zielonego szlaku. W drodze minęliśmy poniemiecki kamień-drogowskaz. Gdyby nie błoto - warte polecenia na popołudniowy spacer.


Uprawy leśne przy ul. Kosmonautów we Wrocławiu

 
Po prostu przestrzeń do spacerowania. Placów zabaw i ławeczek brak. Do lasu trudno wejść, bo jeszcze młody i dość zwarty. Za to są ścieżki pod spacery piesze, z wózkiem, na rowerze, z psem... Rozległa trawa dobra na piknik lub ćwiczenia sportowe na nierównym terenie:) Jeśli Wasze dziecko lubi wrzucać do wody patyczki i kamyczki - tutaj też może.


Szczodre - kiedyś był tu olbrzymi, piękny pałac zwany Śląskim Windsorem - dziś został po nim kawałek skrzydła (nawet zamieszkany). Można się do niego przedrzeć drogą gruntową, żeby nabrać wyobrażenia o tym założeniu. Więcej tutaj. Za to tzw. gminne tereny rekreacyjne w sąsiedztwie pałacu są piękne! Rozległe łąki, zbiorniki wodne, a nawet plac zabaw! Do tego ponad 4-kilometrowa trasa do biegania (na dużej tablicy informacyjnej można zobaczyć jej przejrzystą mapkę), ale dobra i pod koła wózka, z resztą przyznam się, że zrobiliśmy z wózkiem trasę dookoła stawu, po drodze o wiele mniej komfortowej.





Wojnowice - znajdziecie tam odnowiony, efektowny pałac na wodzie (lub, jak kto woli: zamek z fosą). Niestety obecnie zamknięty (a kiedyś byłam tam na lodach!). Za to okolica przepiękna, po parku można się powłóczyć, jest miejsce na ognisko czy grilla, są w okolicy urokliwe polne drogi, po których mało kto chodzi. Dużo starych drzew. Ładnie. Spokojnie. Cicho. Chyba, że akurat traficie na terenowy wyścig kolarski, ale to nie za często (my raz właśnie trafiliśmy:)





środa, 4 września 2013

Przyroda na cmentarzu

Cmentarze są podobne do parków. A panująca na nich atmosfera ciszy i zadumy (Małolatom biegać i krzyczeć tu nie wypada) sprzyja obserwacjom naukowym. Spacer po cmentarzu może być oczywiście lekcją historii, również tej najbliższej, rodzinnej, ale i przyrodnik znajdzie tu dla siebie ciekawe rzeczy. Spacerujemy zatem z naszym nowo narodzonym Młodym również po cmentarzu...


W pierwszym rzędzie warto zwrócić uwagę na rośliny - zwłaszcza bluszcze. Przy bliższych oględzinach zauważamy, że są solidnie przytwierdzone do obiektu, po którym się pną i wcale nie jest łatwo je oderwać, zwłaszcza, gdy powierzchnia jest chropowata. Spróbujcie troszeczkę oderwać. Wcale nie jest to łatwe.

A skąd zielony kolor na rzeźbach i pomnikach? To glony. A więc myli się ten, kto chciałby je spotykać wyłącznie w jeziorze. Na starych pomnikach zadamawiają się też mchy czy porosty (a jest to, dla przypomnienia,  "zlepek" glonu z grzybem, będący efektem ścisłej symbiozy tych dwóch organizmów).

Szczególnie lubię cmentarze jesienne, gdy można podziwiać całą gamę rozmaitych gatunków chryzantem, często bardzo rzadkich czy kosztownych. Ale i w pozostałych porach roku często trafiają się na piękne rośliny.

Na cmentarzach mamy też okazję nauczyć się rozpoznawać kilka rodzajów kamieni: granity, bazalty, piaskowce, marmury... I to w różnych, często bardzo pięknych odmianach. Jurek szczególnie lubi też kamyczki-żwirki wysypywane dookoła mogił. Zdarzyło mu się zabrać kilka szczególnie ciekawych egzemplarzy ze sobą. Można również zobaczyć efekty niszczenia kamienia pod wpływem roślin czy wody (w geografii zwie się to wietrzeniem skały). Gdy do szczeliny w kamieniu dostanie się woda i zamarznie - może rozsadzić skałę, podobnie działają korzenie roślin. Szczególnie często widać to na starych, mniej zadbanych cmentarzach. Do takich obserwacji świetny jest Cmentarz Żydowski przy ul. Ślężnej we Wrocławiu. Szczególnie go polecam  - jest to obecnie obiekt muzealny, zatem trzeba się zaopatrzyć w bilety, ale warto. Ze względu na marmury, na ciekawe rośliny i tajemniczą aurę, która tam panuje. No i sporo tam cienia, bo żaden szalony "pielęgniarz" zieleni miejskiej nie przycina drzew ponad miarę. Bardzo ciekawe są też historie ludzi, którzy są tam pochowani, a którzy tworzyli przedwojenną elitę miasta, czy nawet Europy.

Ciekawe są też cmentarze wojskowe. Kwatery, jak to w wojsku bywa, leżą w ścisłym porządku i często przy wejściu na taki cmentarz można zobaczyć plan całego założenia. Niedawno właśnie oglądaliśmy cmentarz żołnierzy radzieckich w Kluczborku i jego plan. Razem z Hanią ustaliłyśmy miejsce, gdzie stoimy, gdzie jest główna alejka i wielki pomnik-pamiątka oraz kwatera wybitnego bohatera poległego przy zdobywaniu miasta. Na cmentarzu pachniało macierzanką i gałęzie brzóz powiewały na wietrze. Było naprawdę cicho. I dzieci zrobiły się bardzo ciche (co takie częste nie jest).


Udało nam się też wypompować wodę ze studni (ćwicząc mięśnie przy pompowaniu). Potem podlaliśmy komuś kwiatki na grobie, bo dzień był upalny.



No i sama lektura tablic nagrobnych. Duże, wyraźne litery sprzyjają nauce czytania. Zwłaszcza, że na początku zawsze widnieje imię zmarłego, a więc wyraz znany najczęściej dziecku ze słyszenia (chyba, że imię jest rzadkie). A jak Młody Człowiek jest bardziej zaawansowany w liczeniu może sobie poćwiczyć liczenie i sprawdzić ile lat dany człowiek lat przeżył.



czwartek, 11 lipca 2013

Wycieczki 1-dniowe we Wrocławiu i okolicach - ciąg dalszy

Park w Brochowie

- jest najstarszym wrocławskim parkiem założonym w średniowieczu przez augustianów
- sporo w nim wody: stawek, kanały z kaczkami, które dają się karmić i urokliwe drewniane mostki w liczbie mnogiej
- plac zabaw oczywiście:)
świetny labirynt grabowy, w którym można się z przyjemnością zgubić i znaleźć (uwaga na pokrzywy i komary)
- a gdy pada deszcz - stare lipy, pod którymi można iść, jak w tunelu nie będąc
specjalnie podlanym wodą

Zamek Topacz

- ciekawie i ładnie odnowione zabudowania gospodarcze, przerobione na hotel i
restaurację. Sam zamek był jeszcze w trakcie naszego pobytu w remoncie i nie można było go oglądnąć z bliska.
- urokliwa fontanna i mały placyk zabaw w jej sąsiedztwie
- staw z ptactwem do karmienia, z plażą i pomostem, gdzie można się poopalać (popływać?), a na dodatek zapewne skorzystać z jednostek pływających (widzieliśmy kajak, ale wywiadu w końcu nie zrobiłam)
- Muzeum Motoryzacji w wielkiej stodole, z błyszczącymi pojazdami różnych typów i gabarytów

Stajnia Batanka

Trafiliśmy tam ze strony questingowej i chcieliśmy szukać skarbu. Ale okazało się, że trasa już nieaktualna, bo właściciele mocno teren przebudowali. Skarbem okazała się pieczątka, którą przybito Młodzieży na przedramieniu i na papierze na dodatek. Dzieci przejechały się też na kucu Bobku (10 min. - 10 zł). Trafiliśmy przypadkiem na czyszczenie i przycinanie końskich kopyt, co było b. ciekawe. Jeśli jednak macie chęć na jazdę z instruktorem - lepiej wcześniej zatelefonować i się umówić.

Partynice

Tor wyścigowy na Partynicach jest miejscem ciekawym nie tylko dla miłośników koni. Warto
regularnie zaglądać na strony toru, gdyż odbywają się tam różnorodne imprezy plenerowe. Były już imprezy psie, rozmaite prezentacje walorów turystycznych Dolnego Śląska, festyn przy okazji Dni Karpia Milickiego i całe mnóstwo innych. My jednak przede wszystkim zaglądamy do koni...

Hubertus na Partynicach: kowboje, psy, kuce, powozy i wieeeelkie ognicho!



Wyspa Opatowicka

Kawał wielkiej łąki i bezkresne niebo
Jeśli ktoś jest spragniony wrażeń ekstremalnych może spróbować wrażeń w parku linowym, gdzie liny, różnorodne wysokości, drabinki, mostki sznurowe itpd. Nam jednak nie było dane, bo ilekroć tam bywamy interes okazuje się zamknięty. Za to sama wyspa jest miłym miejscem do spacerów - trochę lasu (choć nie mojego ulubionego iglastego,  raczej łęgowy, mieszany, trzeba się nawet trochę przedzierać), duża pachnąca ziołami łąka (świetna do treningu przewrotów, sztuk walki i biegania z psem), śluza, przez którą można przejść i pooglądać przy okazji różne śluzowe urządzenia, no i samo wejście na Wyspę przez jaz na Odrze, z urokliwym widokiem na wały i okolice. Świetna na niedzielny rodzinny spacer. A gdy ktoś ma rowery może zdecydować się na ścieżkę rowerową. Ale to już kawałek drogi...

Park Pilczycki
Właściwie powinien nazywać się "Dżungla Pilczycka", a może trafiliśmy na nie te ścieżki, co trzeba (weszliśmy od strony ul. Mącznej, przy DOS). Ławeczki nie zauważyłam, ścieżki  z koleinami samochodowymi lub przypominające swym rozmachem trakty wydeptane przez dzikie zwierzęta. Stada komarów i zagajniki z pokrzyw. Zalety: nikt tam nie chodzi - bliźnich brak, więc jest święty spokój, można za to zbierać poziomki, a nawet maliny, zapewne później też jeżyny, bo i tych krzaków sporo. Na mapie zaznaczono też stawki, nader dzikie i zarośnięte rzęsą, czasem trudno dotrzeć do brzegu, zwłaszcza, że i teren nader urozmaicony (górki i stromizny, zdecydowanie nie pod koła wózka). Dla mnie super, bo mnóstwo rozmaitego, ciekawego zielska i robali, ale parku to raczej nie przypomina. Ze względu na komary - odradzam.

Nowy wrocławski stadion widziany od strony Parku Pilczyckiego

Wycieczki 1-dniowe we Wrocławiu i okolicach - część 1

A gdy ktos lubi wędrować i jeszcze szukać skarbów niech zajrzy na strony:
Questing
Opencaching

Skarb znaleziony!!!