Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 marca 2018

Fauna - gra, którą warto kupić

Jest kilka takich gier, które warto mieć w domu, gdy są w nim również dzieci. "Faunę" warto, zwłaszcza, gdy macie Młodych o zainteresowaniach przyrodniczych i matematycznych. O tym, co nas w niej zachwyciło, a co w niej się nie przydało - poniżej.



Najważniejsze w grze są: plansza, karty i pionki-sześciany.

Plansza ma dwojaką funkcję: po obwodzie biegnie trasa przemieszczania się pionów, zaś jej środek wypełnią mapa świata podzielona na obszary, w których występują rozmaite gatunki zwierząt. Obszary dobrane są nader fortunnie, dość rzetelnie pokrywają się z podziałami ustalanymi przez zoogeografów. Ponadto na planszy widnieją skale rozmiarów i wag używane w rozgrywce.



Na kartach widnieją rysunki zwierząt z podanymi nazwami gatunkowymi, również w języku łacińskim. Łacina przydaje się, bo może być kluczem do ustalenia, gdzie dane zwierzę występuje, choć nazwa polska tego nie sugeruje. Spójrzcie np. na tę kartę:



Poza tym prawdziwi przyrodnicy od czasów Linneusza posługują się nazwami łacińskimi i warto się do ich użycia wdrażać (nie, nie myślę, że to umiejętność nieprzydatna). Nie mówiąc o tym, że łacina jest po prostu pięknym językiem, dźwięcznie brzmiącym w uchu, a wymawianie nazw łacińskich polecam również tym, którzy ćwiczą wymowę i dykcję.

Karty są umieszczone w specjalnym pudełeczku, które zasłania je od połowy w dół. I to jest właśnie kluczowa kwestia. Na zasłoniętej części karty znajdziemy dane o zwierzęciu - miniaturową mapkę z regionami jego występowania, informacje o wadze i rozmiarach ciała i ogona (jeśli zwierzę go ma). Jest też trochę systematyki dla zainteresowanych, którzy mają chęć dowiedzieć się, do jakiej rodziny czy rzędu należy zwierzę. Na podstawie tej wiedzy można używać kart jeszcze inaczej, według własnego pomysłu, np. wyszukując gatunki spokrewnione ze sobą.



Karty są dwustronne (niech żyje oszczędność papieru!) - jedna ze stron zawiera zwierzęta "łatwiejsze", czyli częściej spotykane w naszej strefie klimatycznej lub łatwiej rozpoznawane w ogóle. Ilustracje tych gatunków mają zieloną ramkę.
Te zaś, które obramowano na czarno są wersją "trudniejszą" obejmującą gatunki o nazwach zorilla paskowana czy buszowiec Ansorga. Tak, to jest wyzwanie, ale jaka frajda w poznawaniu nowych, tajemniczych gatunków!

Idąc tropem buszowca Ansorga poszukaliśmy jego fotografii w internetach i stąd kolejny miły wniosek - ilustracje Petera Brauna są bardzo dobre i wiernie oddają wygląd zwierząt. Jest to jeden z wielkich atutów tej gry.

Drugim, ważniejszym atutem jest sama koncepcja. Chodzi o to, że gracze mają samodzielnie określić, gdzie zwierzątko występuje (i tam postawić swój sześcienny pionek), ile waży (pion na skali wagi) i ile mierzy (piony na skali długości ciała i ogona). I tu się zaczyna zabawa! Pokażcie mi dziecko, a nawet przeciętnego dorosłego, który tę wiedzę posiadł w przypadku tak wielu gatunków! Rozpoczyna się więc kombinowanie, odwoływanie się do najdalszych zakamarków pamięci ("widziałem kiedyś taki film przyrodniczy...") i szacowanie. Szacowanie jest jedną z ważnych umiejętności, którą powinni posiąść uczniowie szkoły podstawowej. Ćwiczy się to to na matmie i przyrodzie. A raczej powinno sie ćwiczyć, jeśli nauczyciel znajdzie na to czas i chęci.


Gra jest przeznaczona dla osób w wieku lat 10 i starszych. Jak gra nasz 6-latek? Otóż do gry załączyliśmy miarkę krawiecką, na której dziecko pokazuje domniemany rozmiar zwierzęcia i przekłada go na skalę z planszy do gry. Podobnie jest z wagą. Nasza mała waga elektroniczna i zestaw autek najmłodszego Jacka pomagają Jurkowi oszacować ciężar zwierzęcia.



Nie używamy czarnego lwa, który ma być znacznikiem osoby rozpoczynającej rozgrywkę i rozgrywającej w danej chwili - nie jest potrzebny, gdy gracze śledzą tok rozgrywki. Może się okazać przydatny, przy większej liczbie graczy, którzy mają kłopot ze skupieniem uwagi i oczekiwaniem na swoją kolej.
Nie używamy też czarnych "znaczników oceny", ale mogą się przydać do samodzielnej kontemplacji gry.

Pułapki:
Na kartach podano długość/wysokość zwierzęcia. A gdy mamy do czynienia z koniem czy lamą to o co tu chodzi? Wysokość w kłębie? Długość od nosa do zadu? W pionie czy w poziomie?

Podobnie rzecz się ma z nietoperzem - człowiek zaczyna się zastanawiać, czy chodzi o wymiar zwierzaka wszerz, z rozłożonymi skrzydłami, czy wzdłuż.

Trafił się też błąd w nazewnictwie polskiego gatunku.

No i najgorsza rzecz: jeśli zwierzak występuje na 1 lub 2 obszarach, a graczy jest więcej, dochodzi do tego, że oznaczają występowanie danego gatunku na oceanie (choć jest to papuga, a nie zwierzę żyjące w wodzie), byle tylko zdobyć punkty za to, że "przylegają" w swoich szacunkach do faktycznego obszaru występowania zwierzęcia. 
Optymista powiedziałby, że gra uczy też "kombinowania", ewentualnie "strategicznego myślenia".

Instrukcja jest przystępna. Wykonanie gry - solidne.U nas najbardziej ucierpiało pudełko i plansza od częstego składania i rozkładania.

Gra pomaga rozwijać umiejętność szacowania, znajomość geografii i zoologii. Wykorzystuje metody grywalizacji, a zatem mogłaby być świetną pomocą dydaktyczną dla szkół.


P.S. Autor gry - Friedemann Friese - jest zielonowłosy. Chyba tak mu się fryzura zazieleniła, gdy wymyślał tę grę. I czy to przypadek, że większość jego gier zaczyna sie na literę "F"?

Za udostępnienie gry nie dziękujemy wydawnictwu Rebel, o nie (...), lecz naszym Ulubionym, Zaprzyjaźnionym Sąsiadom, którzy nam ją często, na długo i bez zbędnych ceregieli pożyczają:)



czwartek, 4 maja 2017

Gra "Bankrut" z użyciem kart z "Biedronki"

Poniżej zapisuję zasady grania w grę "Bankrut" z użyciem kart ze zwierzątkami pochodzących z kart biedronkowych. Gra się świetnie - gorąco polecam dla całej rodziny! Mogą grać już dzieci 6-letnie, a nawet młodsze bystrzaki.



Zasady gry
Należy zgromadzić karty w ilości, jak na zdjęciu:

P.S.: "złoto" oznacza u nas karty w kolorze pomarańczowym
Idealnie byłoby mieć po 5, 7, czy 9 kart z takimi samymi zwierzątkami, ale to nie u nas, dlatego posługujemy się kolorami.

Karty należy wymieszać i rozdać równomiernie między co najmniej 3 graczy. Jedna karta zostaje wolna - tę odkrywamy i kładziemy na środku tak, aby była dobrze widoczna. Ta karta jest "felerna", czyli za posiadanie kart w jej kolorze dostaniemy na końcu gry punkty ujemne.

Gdy już mamy karty w ręku układamy je w wachlarz - karty w tym samym kolorze blisko siebie, tak, żeby wiedzieć ile jakich kart mamy. W oryginalnym "Bankrucie" na kartach są zapisane dużymi cyframi dane - ile, jakich kart jest w ogóle w grze. U nas Jurek nie pozwolił pisać po kartach, wiec zaglądamy do haninej ściągi.
Jeśli cały wachlarz kart nie mieści się w dziecinnej rączce można sobie położyć karty przed sobą, ale osłonić przed wzrokiem innych graczy (np. pokrywką pudełka po układance).

Teraz rozpoczynamy licytację: gracze wymieniają sie kartami w ten sposób aby zebrać wszystkie karty w danym kolorze lub co najmniej większość kart z danego koloru, np. jeśli wiemy, że w talii jest 7 różowych kart powinniśmy zebrać co najmniej 4 - wtedy otrzymamy za nie punkty. Gdy kart będzie mniej niż połowa - nie będą się liczyć do końcowej punktacji.

Licytują wszyscy na raz jednocześnie i to jest najfajniejsze. Graliśmy w układzie po 3 i 4 osoby, a hałas się robi, jak na prawdziwym jarmarku! "Zamienię czerwone na zielone!", "Potrzebuję zielonych! Kto sprzeda zielone?"
Można też oddać kartę za darmo, jeśli ktoś chce ją wziąć, a nam ona niepotrzebna. Można też zamienić w czasie gry kartę "felerną" na którąś ze swoich kart i trzeba to głośno oznajmić. Kolor karty, którą położyliśmy na środku od tego momentu staje się "felerny" (czyli za ten kolor będą punkty ujemne).

Koniec gry następuje gdy przynajmniej jeden z graczy zbierze komplet kart, tzn. wszystkie z wybranego koloru i większości z innych kolorów. Wtedy ten gracz musi zawołać: "STOP!". Za krzyknięcie  "STOP!" gracz otrzymuje 5 punktów.

Teraz licytacje się urywają ("O, nie! Nie zdążyłam!") i podliczamy punkty:
- za posiadanie wszystkich kart z danego koloru, np. 5 czerwonych dostajemy po 2 pkt za kartę
- za posiadanie większości kart z danego koloru, np. 4 fioletowych otrzymujemy po 1 pkt za każdą kartę
- za krzykniecie "STOP!" gracz otrzymuje 5 pkt
- odejmujemy po 1 punkcie za wszystkie karty gracza w "felernym" kolorze
- za karty, które nie stanowią większości danego koloru nie dostajemy punktów wcale

Punktację zapisujemy w tabelce:


Tu wygrała Hania, a ja zremisowałam z Jurkiem

I możemy zaczynać następną rundę. Rund gry jest tyle, ilu graczy. Na końcu podliczamy punkty z wszystkich rund.

Jak wykorzystać karty z Biedronki?

Tak, chodzi o te karty ze zwierzątkami, których wydawanie w sklepie już się szczęśliwie skończyło. Piszę "szczęśliwie", bo karty, same w sobie będące dobrym pomysłem - w naszym przedszkolu okazały się źródłem stresów, handlu, zdenerwowania pani przedszkolanki itd.
Można je zużytkować w zaciszu domowym następująco:


- do gry memo - trzeba mieć po 2 egzemplarze takich samych kart i można zaczynać


 - do gry w wojnę - pary kart też się przydają po to, aby w trakcie rozgrywki zdarzały się "wojny". Mankament: liczby są stosunkowo niewielkie. Zaleta: dziecko uczy się poprawnie nazywać liczby od 1 do 108. J. pojmuje też już która jest większa, a która mniejsza.

Dygresja: Jurkowi udało się poprawnie odczytywać liczby trzycyfrowe dzięki kartom Invizimals, którymi również graliśmy w wojnę

- do gry w piracką wersję "Bankruta". Gra "Bankrut" (Wyd. Nasza Księgarnia) wciągnęła nas od pierwszej chwili. Wypożyczyliśmy ją z "naszej" biblioteki. Oprócz atrakcyjnej rozrywki - uczy: pertraktacji, myślenia strategicznego, a nawet pewności siebie. Oraz ryzykowania:). Można dzięki niej poćwiczyć skuteczne handlowanie. "Monopol" niech się schowa. Zapisuję to tu zupełnie bezinteresownie.

Zasady gry zamieszczam w następnym poście w tym samym dniu, tak, aby zachować przejrzystość tekstów.


- do segregowania na różne sposoby. Autorzy biedronkowi wymyślili sobie swój własny podział zwierząt (najprzebieglejsze, najszybsze etc.). Nie zapomnieli jednak o oficjalnej systematyce - jest umieszczona w albumie na karty. Dzieci segregowały karty wg tej oficjalnej systematyki i przy okazji wydało się, że kilku wielkich taksonów z bezkręgowców w kolekcji w ogóle nie ma, zaś kręgowce zostały potraktowane nierównocennie, bo ryba jest w ogóle tylko jedna.To jednak nie przeszkadza zabawiać się w segregowanie, nasi to bardzo lubią.

- do nauki nazw zwierząt i ich niektórych zwyczajów, rozpoznawania zwierząt po cechach charakterystycznych. Proponuję tak (u nas faza "Bankruta" wyparła wszystkie inne, więc wniosków własnych brak):
 wziąć różne karty - ich ilość dostosować do wieku czy możliwości dziecka. Opisywać wygląd zwierzaka począwszy od cech ogólnych (ma 4 kończyny, ma jedną parę oczu, ma miękkie futerko, jest kręgowcem, ptakiem...) do coraz to
bardziej szczegółowych (ma czarno-białe prążki na ogonie, zielone oczy...). Wybranie kart wymaga pewnego zastanowienia, można wybrać karty, które pokazują zwierzęta spokrewnione, o wielu podobnych cechach, np. krokodyle.

 - użyłam też kart do testowania, co młodzież wie (patrz post: Test - przyroda i marki produktów)

A może Drodzy Czytelnicy mają jeszcze jakieś pomysły?


niedziela, 21 lutego 2016

Gry z użyciem map

Gry te wymyślił Jurek, a ja zapisałam zasady, które on ustanowił, korygując je w razie potrzeby. Może zagracie w nie z dziećmi Drodzy Czytelnicy? A może wymyślicie swoje własne gry z mapami? Bardzo się przydają do opanowania nazw geograficznych, skojarzenia nazw z miejscami na mapie świata,  zapamiętaniu kształtów kontynentów. No i trochę do ćwiczenia umiejętności liczenia.



Konieczne wyposażenie:
- atlas geograficzny, może być atlas do przyrody w szkole podstawowej (przykładowe stare atlasy pokazywałam w poście "Geografia świata dla przedszkolaka")
- pionki (sporo, w różnych kolorach)
- kostka/-i do gry
- kartka i długopis, którym rysujemy tabelkę, a w niej punktację

Gra1




Rzucamy kostką. Jeśli kostka trafi na Afrykę - gracz otrzymuje 12 pkt + to, co wypadło na kostce
Himalaje i Tybet  - 1p
reszta Eurazji - 5p
Ameryka Północna i Południowa - 26 p
Australia - 10p
Grenlandia, Antarktyda - 1p
oceany - 0p
Madagaskar - 50p

Jak widzicie - tam, gdzie zimno - Jurek skąpił punktów. Madagaskar jest mały, trudno w niego trafić, więc nie dziwi mnie tych 50 punktów. Zastanowiła mnie wysoka punktacja obu Ameryk, przy macoszym traktowaniu Eurazji, ale nie było czasu, żeby przeniknąć to zagadnienie, bo już musieliśmy GRAĆ!

Punkty zapisujemy graczom w tabelce po każdym ich rzucie. Jeśli kostka wyleci poza mapę - gracz ma prawo powtórzyć rzut.

Gra 2
Potrzebne są do niej 2 kostki do gry oraz mapka zoogeograficzna, o taka:


Warunkiem jest, aby zwierzaki były dość spore, bo w nie należy trafić kostką.

Rzucają kostką (każdy swoją) jednocześnie dwaj gracze. Jeśli jeden trafi na drapieżnika, a drugi na roślinożercę - ten z drapieżcą może jeszcze raz rzucić kostką. Sumujemy mu liczbę oczek z dwóch rzutów.

Gdy wystąpi para roślinożerca-wszystkożerca - wtedy wszystkożerca dostaje również punkty przeciwnika i dolicza je do swoich, zaś roślinożerca zapisuje tylko tyle punktów, ile wyrzucił.

Para drapieżca-wszystkożerca daje obu graczom podwojenie liczby punktów, które wyrzucili.

Gdy obaj gracze trafia na tych samych "-żerców" - zapisują sobie punkty, które wyrzucili kostką, bez żadnych kombinacji

Jeśli kostka trafi w dwa zwierzaki na raz (bo np. narysowano je b. blisko) rozstrzygamy grę na korzyść gracza, którego kostka padła na 2 zwierzaki, czyli jeśli trafił na roślinożercę i drapieżnika równocześnie, a jego przeciwnik na roślinożercę - decydujemy się przyznać mu punkty za drapieżnika itd.

Ustalanie zasad zajęło nam lwią część czasu przeznaczonego na rozgrywki, dlatego ta gra nie jest jeszcze dobrze przetestowana. Właściwie kontynenty na mapie nie grają tu wielkiej roli, główne kwestie dotyczą tego, co zjada zwierz, a czasem mieliśmy wątpliwości, na szczęście Internet jest w zasięgu ręki, a jakaż ciekawa może być dyskusja! Bo czyż żabę, która pozera dżdżownicę można traktować na równi z gepardem? Kto z nich jest większym drapieżcą? Czy są równie ważni? Czy mają takie same prawa w przyrodzie? Z tego również względu gra nie posuwała się zbyt szybko do przodu. W ferworze dyskusji zapominaliśmy, ile oczek wypadło na kostce, albo Jacek nam ją zabierał z pola widzenia, bo też chciał rzucać na okrągło.

Gra 3
Dorwaliśmy wielgachny atlas Babci z mapą hipsometryczną, ale lepiej się gra na mapie politycznej świata. Ustaliliśmy kolejność lądów/państw, po których mają wędrować pionki.
Rzuty kostką pokazują, ile miejsc do przodu każdy z graczy może się posunąć. Wygrywa ten, kto pierwszy wróci na miejsce startu.
Kolejność może być np. taka:
Australia - Chiny - Rosja - Europa - Grenlandia - Kanada - Stany Zjednoczone - Brazylia - Antarktyda - Nowa Zelandia - Australia
Jak widać gra się toczy wokół Afryki i nie przejmujemy się rozróżnianiem państw od wyspy czy kontynentu - liczy się raczej rozmiar i kierunek.

Gra 4 




Wielgachny atlas Babci po prostu przypadkiem otworzył nam się na powyższym kawałku Europy. Każdy z graczy ma 8 pionów (pożyczone z szachów). Mamy je ustawić na ustalanych wspólnie ośmiu obszarach widocznych na mapie.
 
Trzeba tak rzucać kostką, aby znalazła się na ustalonym obszarze. Jeśli w niego trafi - gracz ustawia tam swój pion, jeśli nie trafi - pionu ustawić nie wolno. Wygrywa ten, kto pierwszy rozstawi wszystkie swoje piony na mapie.

Jak widzicie wymyślać można na okrągło i rozmaicie. Powstało jeszcze więcej gier, często z karkołomnymi zasadami Jurka (np. ta, w której wszyscy rzucali kostką tylko w Antarktydę), ale już nie pamiętam zasad, niektóre były bardzo zawiłe i nie do spisania. Wierzę, że powstaną jeszcze nowe, ale te zapisuję, bo się sprawdziły i gdy nam braknie pomysłów - zerkniemy tutaj.


wtorek, 16 lutego 2016

Motyle

Do wiosny jeszcze kawał czasu. Gdy wydaje się nam ona szczególnie daleka, można sobie ją  przypomnieć i przybliżyć. Żeby było raźniej. Motyle nadają się do tego świetnie.



Na drzwiach już od dłuższego czasu przymocowuję motyle wykonane przez Dziatwę. Okazuje się, że motyl jest bardzo często użytkowanym środkiem dydaktycznym. Pedagodzy każą się dzieciom wprawiać w kolorowaniu i dobieraniu barw na motylach. Każą motyle wyklejać z kuleczek z bibuły, lepić z plasteliny, wykonywać "metodą witrażową" i innymi sposobami. Przy okazji młodzież przyswaja sobie zagadnienie symetrii dwubocznej.
Na drzwiach mamy też znaczki pocztowe z motylami - przynajmniej tu są one pokazane realistycznie, z nazwami łacińskimi włącznie.

O motylach jest też mowa w poezji. W klasie trzeciej Hania "przerabiała" niedawno taki wiersz:

 „Motyle”Wanda Chotomska
W szarych miastach
szary beton, szary asfalt.
W szarych miastach
szare dymy aż do nieba.
Nie ma miejsca dla motyli
w szarych miastach,
a tak mało, tak niewiele im potrzeba.
Taki motyl
to ma skromne wymagania
nie je masła
ani mięsa, ani chleba,
nie potrzeba mu mieszkania
i ubrania, i
inwestować w niego wcale nie potrzeba.
Ludzie mówią,
że to tylko zwykły owad,
a to przecież
do krainy czarów bilet,
wstęp do bajki
i przygoda kolorowa,
więc pomyślcie o motylach choć przez chwilę.
Dla motyli
trzeba miejsce zrobić w miastach
i odkurzyć zakurzony błękit nieba,
żeby słońcem i kwiatami
zakwitł asfalt,
tylko tyle i nic więcej już nie trzeba.

Ilustracja Hani do wiersza.

Motyle tak się zagnieździły w podświadomości moich Dzieci, że w czasie bezśnieżnych ferii z wirusem w tle Młodzi sami wpadli na pomysł wykonania sobie motylich skrzydeł.



A jak już wykonamy skrzydła, przymocujemy je agrafką do ubranek i pobiegamy sobie machając nimi - można też zagrać w motyle:

 Logiczne motyle kyodai



No i moja ulubiona gra, która umożliwia ćwiczenie umiejętności dodawania i odejmowania, a przy okazji poznać można cykl rozwojowy motyla:

Mathemorphosis


sobota, 10 października 2015

Memo dźwiękowe

W naszym domu mamy memo dźwiękowe wirtualne i realne. Wirtualne wymyślił nasz Tata i każdy Czytelnik tego bloga może je sobie pobrać za darmo, jeśli ma sprzęt z Androidem. Memory w realu wykonaliśmy ja i Jurek dla ogółu rodziny, a przy okazji wynalezione zostały i inne jego zastosowania.





Do wykonania memory dźwiękowego użyliśmy:
- 10 jednakowych plastikowych opakowań z jaj niespodzianek (można użyć i innych pojemników, byle jednakowych). Były ponumerowane od 1 do 10 po poprzedniej zabawie, ale to się przydało.
- orzechów laskowych
- ziaren ryżu
- płatków kukurydzianych
- nasion grochu łuskanego
- kaszy manny

Najpierw wyjaśniłam Jurkowi co będziemy robić i co nam jest mniej więcej do tego potrzebne.

Potem wyjęliśmy z szafek rozmaite organiczne wypełniacze: nasiona i kasze. Jest to okazja do tego, żeby umiejętnie rozmawiając z dzieckiem przekonać się, które nazwy dziecko faktycznie zna.

Następnie wybraliśmy te rzeczy, które umieścimy w pudełeczkach. Trzeba było coś wybrać, bo nie wszystko się nadawało, np. orzechy włoskie się nie mieściły. Można by było jeszcze poprosić dziecko, żeby ułożyło kasze i ziarna w porządku: od najdrobniejszych po najgrubsze, a to przegapiłam.

Wrzuciliśmy wybrane ziarenka (trzeba zwrócić uwagę, by ilości w obu pudełkach były zbliżone), wymieszaliśmy pudełka i zaczęliśmy testować się nawzajem (a potem i innych członków rodziny). Okazało się, że ryż brzmi dość podobnie do płatków kukurydzianych i to było fajne, choć wyszło przez przypadek - trzeba się było dobrze wsłuchać, żeby je rozróżnić.

Przy okazji Jurek powtórzył sobie cyferki od 1 do 10. Zrobiliśmy na papierze ściągę z par (z informacją, które dwie liczby zawierają to samo) i potem, gdy testowaliśmy Hanię, nie trzeba było otwierać pudełek tylko można było zajrzeć do ściągi.

Mieliśmy 5 par, a zatem dość szybko nauczyliśmy się, co jak brzmi. A wtedy zabawialiśmy się w zgadywanie, co jest w pudełku, już bez szukania par. Za to ćwiczyć tu można nazewnictwo. Jeśli chcecie - po angielsku! Lub w innym języku...

Mam jeszcze pomysł na kolejny wariant - ten sam rodzaj ziaren wrzucić do pojemników z różnych materiałów: szkła, plastiku, drewna, metalu, tkaniny. Można by, nie pokazując pojemnika Dziecku, pytać o to, z czego zrobiony jest pojemnik. Można też spróbować ekstremalnej wersji memo, gdy pary pudełek zawierających te same ziarna wykonane są z różnych materiałów. Jednak jeszcze nie wpadłam na to, jak te pudełka wykonać/pozyskać, żeby były nieprzezroczyste i jednakowe z wyglądu.

A poniżej memory autorstwa Taty, dla tych, którzy chcą kształcić wrażliwość muzyczną dziecka lub swoją z użyciem Androida i za free (do pobrania TUTAJ) :


Tak wygląda strona startowa...
...a tak - stronka, z której wybrać można poziom gry


Jest tu więcej par dźwięków (w wersji najtrudniejszej 10 par), a przy tym są to dźwięki nie byle jakie:
 - jest wersja z instrumentami muzycznymi (można się pokusić o ich rozpoznanie, jeden z instrumentów to klarnet, na którym zagrała kilka dźwieków nasza Córka)
- jest wersja z odgłosami zwierząt
- jest wersja z samymi głosami ptaków
- i bonus: memo z wibracjami. Są bardzo słabo słyszalne, ale za to dobrze wyczuwalne dotykiem. Aktywizujemy tu zatem jeszcze jeden zmysł.

Myślę, że całość nada się również dla dzieci niewidomych i niedowidzących.




sobota, 23 maja 2015

Tabliczka mnożenia - gry z przyrodą w tle

Kochana Haniu - ćwicz, ćwicz pilnie. Najlepiej codziennie. A jak poćwiczysz w tatusiowym telefonie - możesz zajrzeć do komputera i poćwiczyć on-line. Powodzenia!!!

Cover art


 

Mnożenie - wyścig pingwinów - kliknij na wynik mnożenia zapisany u dołu strony, a Twój pingwin skoczy na następną krę i będzie ścigał się z innymi pingwinami

Dyniowy duch chwyta do koszyka wielokrotność liczby, którą mu wskażesz na początku gry.

Mnożenie - puzzle ze zwierzętami

Matematyczne ZOO- tabliczka mnożenia - test wyboru

Tabliczka mnożenia w szkole przy tablicy

Najpierw trochę mnożenia, a potem szkielet dinozaura do złożenia. Proste jak drut!


Dzielenie też trzeba ćwiczyć:

Dzielenie z dinozaurami

Dzielenie z konikami

Umyj zęby krokodylom  i ćwicz dzielenie przy okazji


środa, 4 czerwca 2014

Matematyczne gry komputerowe on-line z przyrodą w tle

Kochana Haniu!
Wklejam dla Ciebie gry, które ułatwią Ci ćwiczenie umiejętności matematycznych. Wierzę, że nie będą dla Ciebie trudne (bo już sporo umiesz!), a sprawią Ci przyjemność. Liczę, że granie w gry komputerowe zaczniesz zawsze od gry matematycznej. Potem możesz grać w to, co lubisz. Pamiętaj - oprzyj plecy, usiądź wygodnie. Nie graj dłużej niż pół godziny. Z czasem będę doklejać nowe gry, żeby było ciekawiej. Wiele z nich (choć nie wszystkie) nawiązuje do świata przyrody, bo matematyka dla przyrodników jest bardzo ważna. Muszą w końcu umieć policzyć zające w lesie, czy częstość bicia serca... 
I nie mów, że nie dasz rady - tylko się zastanów! 
Całuję Cię mocno.
 MAMA



Mathemorphosis
- w tej grze pokazano rozwój motyla: zaczyna się od jajeczka, z którego wylęga się larwa - gąsienica. Jej głównym zadaniem i przyjemnością jest jedzenie i wzrost. Potem przekształca się ona w poczwarkę, która przeobrazi się w dorosłego owada - motyla!

Gramy w sumy

Krowie liczenie


Liczykropek


Biedroneczki
- tutaj trzeba policzyć kropki biedronkom. Zanim zacznie się liczenie warto przypomnieć sobie, jak wygląda wzór kropek na prawdziwej biedronce siedmiokropce, choć to tylko jedna z wielu możliwych wersji. Wzorki biedronek bywają bardzo rozmaite.

Tajemnicze liczby

Rekiny i złota rybka

 Uratuj wieloryba

 Liczby gąsienicowe

 Skacząca żabka

 Tangram

 Matematyczne zoo - klasa 1

 Strzelanie do zielonych kleksów

Wyścigi kaczek

Niełatwe, ale fajne:)

Owocowe odejmowanie

A to jest gra, którą lubi mama Spróbuj - na początku jest w sam raz dla Ciebie:)

Dla Jurka, dzieci młodszych i starszych, już bez komputera - zabawy matematyczne we Wrocławskim Portalu Matematycznym i w MAMAtyce


środa, 20 listopada 2013

O koniach dla 7-latki - do czytania i ogladania - część niejako 2

Gdy pisałam część 1 Hania miała 6 lat. Teraz już nie jest przedszkolaczkiem, a poważną uczennicą szkoły, ale "faza końska" u niej trwa. Przetestowaliśmy zatem wiele nowych, ciekawych (bardziej lub mniej) książek, gier, filmów o koniach. Poniżej krótkie, subiektywne recenzje...

Białek, kucyk z Gotlandii  M. L. Rudolfsson "Białek kucyk z Gotlandii"
Właściwie jest to książeczka dla dzieci, które rozwijają umiejętność czytania. Hania jednak nie czyta jeszcze na takim poziomie, a nie mogliśmy się doczekać, żeby poznać treść tego pięknego prezentu urodzinowego (dziękujemy Szanownym Ofiarodawcom!). Język jest dość bogaty, choć zdania krótkie i dzięki temu treść łatwa w odbiorze. Akcja wartka, narratorem jest konik skłonny do refleksji i żądny poznania świata. Przeczytaliśmy w książeczce, że możemy liczyć na jeszcze wiele tomów przygód sympatycznego Białaska (większość już wydana, inne w kolejce). Polecam!!!


Magic molly. Tajemniczy kucyk - Holly Webb  Holly Webb. "Magic Molly. Tajemniczy Kucyk"
Fantasy dla przedszkolaków. Dłużyzny - całość książeczki można by streścić w połowie tej objętości. Bogate słownictwo tak miłe dla ucha w powyżej opisanej książce - nieznane. W czasie lektury nudziłam się, ale Hania twierdzi, że jej się podobało, z tym, że treści już po paru dniach nie pamiętamy ni w ząb.

Idąc tropem Czytelniczki podrzuconym w komentarzu "przerobiłyśmy "Zbója" Renaty Piątkowskiej. A raczej połknęłyśmy w 1 dzień! Świetna lektura dla Młodego człowieka, bogaty język, ciekawe historie. Polujemy na inne książki tej autorki, choć już nie o koniach, a szkoda. Bardzo tę książkę polecam!!!

Zbój. Opowiadania o koniach i konikach - Renata Piątkowska

Rysowany mangą serial rysunkowy "Rancho Leny"
Oglądnięte, podobno sie podobało, ale zapomniane, gdy Hania trafiła na...

...serial australijski "Przygody w siodle". Pokazuje przygody dziewczynek jeżdżących konno, starszych od mojej Córki. Wiele tzw. "przygód" dzieje się poza siodłem, a główne bohaterki ciągle się kłócą, obmawiają, przezywają i podejrzewają o niecne czyny. Na szczęście końcówka każdego odcinka ma wydźwięk dydaktyczny. Takie sobie.


Strona internetowa Kocham konie dostarczy wielbicielom tych zwierzaków mnóstwo atrakcji do pooglądania, poczytania, grania, drukowania... Prowadzona ciekawie i rzetelnie.

czwartek, 18 kwietnia 2013

O koniach dla sześciolatki - do czytania i oglądania

Poniżej kilka sprawdzonych informacji dla tych Rodziców, którzy mają Latorośl pasjonującą się kopytnymi. Sprawdzonych to nie znaczy, że dobrych. Większość niestety kiepska (subiektywnie rzecz jasna), ale ponieważ tylko mama ma to odczucie - Hania je przetestowała.

W Internecie on-line:

- programy z serii "Zwierzowiec" prowadzone przez p. Sumińską - ciekawe, przystępne (również dla Dziecka). Ulubione u nas odcinki: "Małe dziecko i koń" oraz "Wyższa szkoła jazdy" (o woltyżerce) Polecam!!!

- bajki:
1. "Mia i ja" - ciekawe zestawienie bajki rysunkowej fantasy z filmem fabularnym, bardzo ładne graficznie
2. "Dolina koni"- uwaga! Czasem dialogi trochę nieeleganckie, a główni bohaterowie raczej mało inteligentni, choć w finale każdego odcinka raczej dochodzą do właściwych wniosków
3. "Mój mały kucyk" - te przesłodzone stwory najmniej przypominają konie, ale jak ktoś się uprze...
4. "Merida Waleczna" - zrobiona z rozmachem baja disnejowska. Główna bohaterka ma swojego  ukochanego, wiernego konia. Długie, oglądamy w kawałkach. Pełne poczucia humoru, akcja wartka, obrazki piękne. Polecam!!!
5. "Domisie" - "Konie i koniki" - jak zwykle w domisiowym świecie: piękne piosenki, rozmaitość i dydaktyka na najwyższym poziomie. Polecam!!!

- muzyka z "końskimi" filmikami:
1. West Wirginia
2. Konie na nieboskłonie - wykonanie: Piotr Fronczewski z córką

- przykładowe gry - ubieranki:
"Wyspa gier"
"Koń"
"Świat koni" - do ubrania konie z bajki "Dolina koni"
"FlashoweGry"
a w ogóle jest ich mnóstwo, staram się ograniczać czas grania do kwadransa, bo raczej nie są szczególnie rozwijające

- malowanki do drukowania - za każdym razem trafiamy na coś innego.


Do czytania - książki:
- "Świat w obrazkach. Konie" - książka zaczytana na amen. Czytelne ilustracje, bardzo wszechstronne treści. Polecam!!!

Konie. Świat w obrazkach

- "Conni i kucyki" - seria wydawnicza o dziewczynce (uczennicy) pasjonującej się końmi. Mamę lektura wciąga. Córkę również. Mogą ją czytać (samodzielnie) starsze dziewczynki, ale H. już do nich dojrzała, zwłaszcza, że audiobook się stara:)
- "Lou+Lukrecjusz" - seria wydawnicza, treść j.w. Autorka ta sama. Obie polecam!!!

Lou + Lukrecjusz. Kucyk wybawca - Boehme Julia



Do czytania - czasopisma:
- "W siodle"
- "Mój konik"
- "Jessy"
Te czasopisma są raczej adresowane do gimnazjalistek. Jednak zawsze dołączone są do nich jakieś "kuszące" gadżety z końmi (made in China) i jest w nich plakat, do wieszania na ścianie. Do tego komiks, ale główni bohaterowie często popisują się w nim nie najlepszymi cechami. Gdy czytam - komentuję i cenzuruję (trudne matki tak mają), a ostatnio w ogóle odmówiłam, gdy zobaczyłam treść. Jeśli da się uniknąć - odradzam!!!
- "Stella" - tu prawie same plakaty z końmi w roli głównej
- "Bella Sara" - konie w wersji fantasy, niewiele mające wspólnego z normalnymi końmi, szczęśliwie u nas się nie przyjęły. Przeciwnie do ogłupiającego Scooby Doo...

Przed nami jeszcze sporo do przetestowania:) Ale nadchodzi nareszcie sezon intensywniejszych spotkań z prawdziwymi, żywymi końmi.