sobota, 10 października 2015

Memo dźwiękowe

W naszym domu mamy memo dźwiękowe wirtualne i realne. Wirtualne wymyślił nasz Tata i każdy Czytelnik tego bloga może je sobie pobrać za darmo, jeśli ma sprzęt z Androidem. Memory w realu wykonaliśmy ja i Jurek dla ogółu rodziny, a przy okazji wynalezione zostały i inne jego zastosowania.





Do wykonania memory dźwiękowego użyliśmy:
- 10 jednakowych plastikowych opakowań z jaj niespodzianek (można użyć i innych pojemników, byle jednakowych). Były ponumerowane od 1 do 10 po poprzedniej zabawie, ale to się przydało.
- orzechów laskowych
- ziaren ryżu
- płatków kukurydzianych
- nasion grochu łuskanego
- kaszy manny

Najpierw wyjaśniłam Jurkowi co będziemy robić i co nam jest mniej więcej do tego potrzebne.

Potem wyjęliśmy z szafek rozmaite organiczne wypełniacze: nasiona i kasze. Jest to okazja do tego, żeby umiejętnie rozmawiając z dzieckiem przekonać się, które nazwy dziecko faktycznie zna.

Następnie wybraliśmy te rzeczy, które umieścimy w pudełeczkach. Trzeba było coś wybrać, bo nie wszystko się nadawało, np. orzechy włoskie się nie mieściły. Można by było jeszcze poprosić dziecko, żeby ułożyło kasze i ziarna w porządku: od najdrobniejszych po najgrubsze, a to przegapiłam.

Wrzuciliśmy wybrane ziarenka (trzeba zwrócić uwagę, by ilości w obu pudełkach były zbliżone), wymieszaliśmy pudełka i zaczęliśmy testować się nawzajem (a potem i innych członków rodziny). Okazało się, że ryż brzmi dość podobnie do płatków kukurydzianych i to było fajne, choć wyszło przez przypadek - trzeba się było dobrze wsłuchać, żeby je rozróżnić.

Przy okazji Jurek powtórzył sobie cyferki od 1 do 10. Zrobiliśmy na papierze ściągę z par (z informacją, które dwie liczby zawierają to samo) i potem, gdy testowaliśmy Hanię, nie trzeba było otwierać pudełek tylko można było zajrzeć do ściągi.

Mieliśmy 5 par, a zatem dość szybko nauczyliśmy się, co jak brzmi. A wtedy zabawialiśmy się w zgadywanie, co jest w pudełku, już bez szukania par. Za to ćwiczyć tu można nazewnictwo. Jeśli chcecie - po angielsku! Lub w innym języku...

Mam jeszcze pomysł na kolejny wariant - ten sam rodzaj ziaren wrzucić do pojemników z różnych materiałów: szkła, plastiku, drewna, metalu, tkaniny. Można by, nie pokazując pojemnika Dziecku, pytać o to, z czego zrobiony jest pojemnik. Można też spróbować ekstremalnej wersji memo, gdy pary pudełek zawierających te same ziarna wykonane są z różnych materiałów. Jednak jeszcze nie wpadłam na to, jak te pudełka wykonać/pozyskać, żeby były nieprzezroczyste i jednakowe z wyglądu.

A poniżej memory autorstwa Taty, dla tych, którzy chcą kształcić wrażliwość muzyczną dziecka lub swoją z użyciem Androida i za free (do pobrania TUTAJ) :


Tak wygląda strona startowa...
...a tak - stronka, z której wybrać można poziom gry


Jest tu więcej par dźwięków (w wersji najtrudniejszej 10 par), a przy tym są to dźwięki nie byle jakie:
 - jest wersja z instrumentami muzycznymi (można się pokusić o ich rozpoznanie, jeden z instrumentów to klarnet, na którym zagrała kilka dźwieków nasza Córka)
- jest wersja z odgłosami zwierząt
- jest wersja z samymi głosami ptaków
- i bonus: memo z wibracjami. Są bardzo słabo słyszalne, ale za to dobrze wyczuwalne dotykiem. Aktywizujemy tu zatem jeszcze jeden zmysł.

Myślę, że całość nada się również dla dzieci niewidomych i niedowidzących.




środa, 7 października 2015

Twaróg - produkcja własna

Zrobiliśmy twarożek według wskazań Dziadka. Potem zrobiłam drugi - z kminkiem i solą, a potem z rodzynkami, skórką z cytryny i miodem. Nowe pomysły twarogowe nadchodzą:)

Receptura ogólna:
1 litr kefiru (my robimy z pomocą grzybków tybetańskich z mleka 3,2%)
0,5 litra mleka - zagotować
Wrzące mleko wlać do kefiru. Zamieszać. Powinien zacząć pojawiać się skrzep. Dobrze jest trochę jeszcze poogrzewać skrzep na małym ogniu (zwłaszcza, jeśli kefir był bardzo zimny) - wtedy skrzep staje się "lepszy", tzn. jego grudki robią się większe, serwatka bardzo łatwo się oddziela.
 
Tak wygląda powstający skrzep - można zacząć cedzić.
Teraz do sitka wkładamy gazę albo pieluszkę tetrową, albo ściereczkę lnianą czy coś w tym rodzaju i odcedzamy. Rzecz cała dzieje się powoli, a przynajmniej powinna. Niecierpliwa Młodzież nie mogąc się doczekać efektu zmotywowała mnie do brutalnego odciśnięcia serwatki i natychmiastowego wyłożenia na talerz, żeby jak najszybciej spróbować (ser był jeszcze ciepły). Z trudem powstrzymali się na chwilę, żebym mogła zrobić zdjęcie.

Tak powstał...



... twaróg z kminkiem: do skrzepu dodaliśmy soli i kminku (w ilości "na oko"). Kminek jest ciężki, więc osiadł na dnie sitka przy odcedzaniu i w efekcie znajdował się głównie na powierzchni twarogu. Na temat kminku zdania są u nas podzielone: jedni lubią, inni nie, więc doszło do gorszących scen wydłubywania ze środka, żeby nie zjeść kminku, oraz jednoczesnego zdrapywania z góry warstwy kminkowej, żeby właśnie szczególnie kminek zjeść.


... twaróg z rodzynkami, skórką z cytryny i miodem. Skórkę z połowy wyszorowanej cytryny starłam na małych oczkach tarki, a miód (ciekły) dodałam na samym końcu, gdy już ser był chłodniejszy, żeby nie niszczyć wartościowych składników miodu wysoką temperaturą.




Po produkcji twarogu pozostaje serwatka. Rozmaite źródła podają, że to właśnie ona, a nie biały serek, zawiera najwięcej wartościowych składników - sporo wapnia i innych soli mineralnych.


Świeża serwatka.  Można w niej obserwować sedymentację - z czasem resztki ściętych białek osiadają na dnie, a płyn staje się niemal klarowny i intensywniej żółty.

Niestety nam nie smakuje, choć zaleca się picie. Można też podawać ją zwierzętom, podlewać nią rośliny domowe czy ogrodowe. My wybraliśmy wariant gotowania w niej ziemniaków - mamy złudzenie, że może coś z roztworu wniknie do ziemniaków, a nie odwrotnie. Jak jest naprawdę?
Tak czy siak, nasz dwulatek, otwarty na nowe smaki - wypija i serwatkę na świeżo, i serwatkę po gotowaniu ziemniaków:))))
P.S. Do ziemniaków nadała się serwatka po twarogu z kminkiem - ta po wersji cytrynowej zmieniła ziemniaki w coś, co z trudem zjedliśmy, a na dodatek gotowały się 2 razy dłużej pozostając dość twarde. Jeśli chcecie - poeksperymentujcie - obecnie stawiam na podlewanie roślin i to tych na balkonie.


Czynności, które powierzyłam Dzieciom przy produkcji sera:
- odmierzanie pół litra mleka
- dosypywanie dodatków
- przygotowanie rzeczy potrzebnych do cedzenia (sitko, pieluszka, miska, łyżka albo i dwie)
- mieszanie skrzepu (Uwaga! Garnek jeszcze gorący!)
- DEGUSTACJA


niedziela, 27 września 2015

Chomikoterapia

Może być hipo-, może być dogo- czy felinoterapia. A czemu nie chomikoterapia? Dlatego, że mały? Ale żywy, ciepły, wrażliwy, delikatny i kontakt nawiązuje. I swoje potrzeby też ma! Polecam serdecznie masaż chomikiem. U nas w tej roli: Węgielek - dorodny okaz chomika syryjskiego.




Dotknij nosem nosa chomika. Poczujesz łaskotanie wąsików i delikatny podmuch powietrza.

Dotknij policzkiem ciałka chomiczego - futerko jest naprawdę miękkie i miłe.

Pozwól chomikowi pospacerować po sobie - najpierw po kolanach i brzuchu, potem chomik wchodzi na ramię, a gdy siedzisz spokojnie przejdzie Ci po szyi na drugie ramię! Piszczeć nie wolno, nawet, gdy łaskocze!
Poproś kogoś, żeby wpuścił chomika na Twoje plecki - to też badzo miłe.

A teraz można pozwolić spacerować chomikowi po gołym brzuchu - jest przyjemnie, o ile chomik ma możliwość ścierania pazurków i nie są zbyt ostre.

Jak brać chomika do rąk? Jest to sztuka, którą Dziecko, pouczone o delikatnym traktowaniu zwierzęcia, niekoniecznie musi od razu opanować. Wyczytałam, że chomika nie należy brać rękami z góry, bo zwierzak kojarzy to sobie z nadlatujacym z góry ptakiem drapieżnym i może się wystraszyć, a wystraszony - gryzie.

Nasz chomik nie gryzie - raczej skubie badawczo, czasem dość energicznie, jeśli palec wydał mu się ciekawie pachnący, ale nigdy tak, żeby celowo zadać ból. 

Można też spróbować położyć sobie chomika na włosach. Co prawda będzie to kontakt krótki, bo mała to wszak powierzchnia, ale za to intensywny i doznanie ciekawe. Tu też nalezy zachować spokój. Piski niewskazane.

Gdy chomik spaceruje po człowieku lubi zaglądać we wszelkie zakamarki - wejść do kieszeni, schować się w rękaw czy nogawkę, wtulić w zgiętą rękę, przejść pod "mostkiem" z nóg... Nagłe zmiany pozycji to coś, czego dziecko robić w tym czasie nie powinno. I tego się musi nauczyć. Ćwiczymy.

Źródła fachowe podają, że chomik trzymany w niewoli powinien codziennie co najmniej pół godziny - godzinę spędzić ze swoim opiekunem/opiekunami, żeby mieć kontakt z dłońmi i zapachem człowieka. Wtedy i on uczy się dobrych kontaktów z innym, żywym stworzeniem. Taka człowiekoterapia.

.

poniedziałek, 21 września 2015

Jak wsadzić jajko do butelki (a potem wyjąć)?

Doświadczenie to jest spektakularne, ale trzeba się do niego solidnie przygotować, jeśli chcemy uzyskać dobry efekt. Ogólnie rzecz biorąc można tu upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, tzn. pokazać Dziatwie, że Natura nie znosi próżni oraz przekazać jej ideę rozszerzalności cieplnej gazów.


Jak wsadzić jajko (ugotowane na twardo) do butelki, do której nie chce się zmieścić?

Propozycje były różne, Jurek usiłował upchnąć jajo na siłę, ale nie weszło.



Wnętrze butli już z jajem w środku
Zapaliłam ręcznik papierowy, a gdy się dobrze rozhajcował wrzuciłam go do butelki i przykryłam jajem, jak pokrywką.

Na początku było widać dużo dymu, rozpoznaliśmy w nim, że papier nadal się pali. A potem zaczął przygasać, aż wreszcie znikł. I wtedy jajo zostało powolutku wessane do środka.

Napomknęłam, że tlen się skończył, bo został zużyty do spalania papieru. A co wypełniło puste miejsce po nim? Jajko!

Zawsze zadaję dzieciom 2 pytania, gdy się zabawiamy z eksperymentowaniem: "Jak myślicie - co się stanie?" oraz "Dlaczego tak się stało (a nie inaczej)?"



Jak wyjąć jajko (ugotowane na twardo) z butelki, z której nie chce wypaść po dobroci?

Propozycje były rożne. Hania próbowała zadziałać widelcem, ale się nie udało.



Tu przybył na ratunek Ojciec rodu. Wsadził butelkę pod kran z gorącą, bieżącą wodę, trzymając ją do góry dnem. I jajo wyślizgnęło  się samo, bez namawiania:)



Przyznam się, że nie uzyskaliśmy od Dzieci odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się stało. Owo jajo, pochodziło od szczęśliwej kury i zostało ugotowane wraz z innymi, które czekały na stole ukryte pod majonezem, szczypiorem i czerwoną papryką pokrojoną w kosteczkę. A byliśmy już bardzo głodni.



Konwersacja zamarła w sposób naturalny (buzie były zajęte jedzeniem), a potem była już zmiana tematu, gdyż znowu zamieszkał z nami chomik, tym razem syryjski, ale o tym innym razem:)

Jak to zrobić, żeby doświadczenie udało się na pewno?

Należy dobrze dopasować średnicę butelki i jajka. Najlepsza jest butelka w eksperymencie przeprowadzonym w Bajdocji - taka ładna, w zasadzie wazonik. Plusem jej jest brak ostrzejszych krawędzi przy wlocie do wnętrza.

To była nasza kolejna próba - poprzednio nie udało nam się upchnąć jaja do dużej szklanej butelki po soku Kubuś. Wlot ma mianowicie za małą średnicę. O ile weźmiecie jajo rozmiaru L, albo M, a z rozmiarem S nie próbowaliśmy, bo ich wtedy nie było w sklepie.

Ta butelka była po soku, ale nie wiem jakim, bo naklejki dawno nie ma, od lat Babcia i Dziadek wlewają do niej soki malinowe na zimę. Średnica owej butli wynosi 45 mm. Jajo nasze było bez pieczątki, średnicy nie zmierzyłam, tylko dopasowałam "na oko". A zatem dalej niewiele wiecie, bo nie podeszłam do sprawy wystarczająco naukowo. Ogólnie rzecz biorąc: średnica jaja powinna być tylko niewiele większa od średnicy wlotu butelki. Niewiele czyli 2-3 mm.

Aha! Dobrze sprawdza się zapalony ręcznik papierowy - tylko pozwólcie mu się porządnie rozpalić poza butelką, a dopiero potem go do niej włóżcie.