sobota, 14 maja 2022

Wielkie Ogrodowe Liczenie

Akcja trwa! Liczyliśmy dziś ptaki w ogródku przydomowym, a jutro policzymy na działce. Można też liczyć na przyblokowych skwerach, więc brak ogródka nie przeszkadza. 


Zaopatrzenie obserwatora ptaków:

- formularz (wydruk lub wersja cyfrowa np. w telefonie)

- lornetka, opcjonalnie aparat fotograficzny

- przewodnik do oznaczania ptaków, zwłaszcza jeśli dopiero zaczęliśmy je dostrzegać. U nas ptaki to normalka, więc J. nawet nie wyjął swoich przewodników.

- kapelusz słomkowy z dużym rondem (bo dość mocno raziło słońce)

- coś do picia (inicjatorzy akcji sugerują kawę lub herbatę)

- kot do towarzystwa (to u nas, podejrzewam, że normalnie nie jest pomocny)


A z resztą nie będę więcej gadać, bo późno. Najlepiej zajrzyjcie pod link:

WIELKIE OGRODOWE LICZENIE PTAKÓW

a tam znajdziecie wszystkie wskazówki, formularze, ściągi z ptaków i informacje po co to w ogóle robić, bo akcja ma wielki sens: nie tylko zbliża nas do przyrody, uwrażliwia na nią i kieruje nasze myśli ku refleksjom przyrodniczym (czasem niewesołym), ale ma też znaczenie naukowe. 

Nie zastanawiajcie się. Weźcie udział w akcji. A w nagrodę dostaniecie dyplom, pewnie do samodzielnego druku, ale Wasze Dziecko zapewne się ucieszy. Załącznik możecie dodać z własnej inicjatywy:)

P.S. U nas: kosy, szpaki, jerzyki, sierpówki, grzywacze, wróble...



poniedziałek, 9 maja 2022

Wiosenne pierogi

Odkryłam, że cokolwiek wsadzić do pierogów - moje dzieci zjedzą. Podobnie rzecz ma się z ciastem francuskim, najlepiej tym na maśle, które tak trudno, jako gotowca, znaleźć w sklepach. Króluje to z olejem palmowym, którego nie jadamy z wielu względów. Tymczasem zobaczcie nasze propozycje pierogowe, może Was natchnę?

Wersja 1 - podstawowa

Gotowane ziemniaki rozdrobnić, dodać do nich cebulkę przyrumienioną na maśle, soli i pieprzu ponad miarę (bo ciasto pierogowe przecież niesłone), kurkumy, jako środka przeciwzapalnego, zielonego ile się da. Najsmaczniejsze moim zdaniem są te pierogi z koperkiem i lubczykiem, ale w wersji bardziej słusznej można dodać zblanszowaną pokrzywę. 

Ta wersja - beztwarogowa! - jest tradycyjną potrawą pierogową w naszej rodzinie według przepisu Prababci. 

Do popicia - chłodnik na kefirze i burakach, z ogórkiem świeżym i rzodkiewką, staram się nie myśleć o tym, ile azotanów w nie włożono, żeby już były duże, podczas, gdy na mojej grządce rzodkiewki są takie:


Wersja 2 - posypana młodymi listkami

Nadzienie do pierogów składa się z kaszy gryczanej z wczorajszego obiadu (nieprażona, bezworeczkowa), do której dodałam cebulkę, marchewkę i pietruszkę - korzeń - starte na grubej tarce i przyrumienione na masełku. Zielone poszło na wierzch, wyrwane z przydomowego ogródeczka. 

Wnętrze pieroga:)

Wersja 3

Trendy Lunch - gotowiec sklepowy z pęczaku, bulguru i soczewicy, niestety woreczkowy, do tego 3 gotowane ziemniaki, jako lepiszcze, cebulka - zeszklona na maśle, wędzona papryka w proszku, jako podkręcacz smaku, dużo kopru.

Tak wygląda farsz na obrazku (już resztka):

 


A tu obliczenia pierogowe. Wyszło 63.

Pytanie do dzieci:

- Chcecie pierogi?

Odp: Taaaak!!!

- No to chodźcie lepić.

Cisza.

Ale jednak lepili, a jak się lepi na cztery pary rąk, choć niewprawnych - to się te pierogi robią szybko. Jednego dnia robię farsz, a drugiego lepimy i to też pomaga. Nie wydaje się to wtedy takie pracochłonne, jakim jest w rzeczywistości. No i lepią coraz lepiej i szybciej. Jak otworzymy manufakturę - dam tu znać:)

PS. Doklejam jeszcze jedną wersję:

Farsz: kasza gryczana niepalona ugotowana, cebulka zeszklona na dużej ilości masła, bardzo drobno posiekana pokrzywa (uprzednio sparzona wrzątkiem), albo duuuuużo innej zieleniny. Jeśli się ma grzyby albo paprykę można dodać drobno krając. Przyprawy: sól, pieprz, kurkuma, papryka wędzona, sos sojowy, majeranek, kminek. Uwaga!  Farsz trochę sypki, ale przy odrobinie wprawy wchodzi do pierogów bez problemu.


środa, 4 maja 2022

Żyć jak chomik z kotem

Okazało się, że chomik jest mojemu dziecku niezbędny do szczęścia. Nastąpiły deklaracje zużytkowania własnych funduszy (czyt. darowizn dziadków, cioć, wujków itp) na klateczkę i wyściółkę oraz żarcie. Ponieważ w związku z tym sprawa psa przycichła, a kot nie zgłosił sprzeciwu - decyzja zapadła. Zamieszkaliśmy razem. 


Już po pierwszej nocy ojciec rodu przebudował karuzelkę osadzając ja na bazie z twardego dysku, dzięki czemu kręci się ona cichutko. Jedzonko rośnie za oknem. Wyściółka klatki skoszona za drugim oknem przez dziadka - suszy się i pachnie. Chomik dostał imię Toffi(k) ze względu na kolorystykę, ale ciśnie mi się stale na usta przydomek "Petarda" ewentualnie "Błyskawica", bo tak szybkiego chomika jeszcze nie mieliśmy. 

Lekceważy karuzelę i z całych sił gryzie stalowe pręty klatki okazując nam, jak bardzo chce wyjść z więzienia. I nasze miękkie serca ulegają tej perswazji. Chomika się ciągle wypuszcza, żeby sobie pobiegał po domu. No, ale w domu biega też kot.

Ich wspólne początki były spokojne, właściwie obserwacyjne, tak, że nabraliśmy otuchy, że "jakoś to będzie". Potem doszło do kontaktu fizycznego - chomik przebiegł po ciele kota rozciągniętego wzdłuż schodów, w wyniku czego kot zerwał się, jak oparzony, i uciekł trzy schody dalej. Gdy sytuacja przypadkowo powtórzyła się - jasnym stało się dla nas, że chomik kota lekceważy/nie dostrzega, a kot sobie kontaktu cielesnego nie życzy. 

No, jakoś zdzierży. Robi to dla świętego spokoju...

Zostali przy wzajemnej dyskretnej obserwacji. 

 


Aż do dnia w którym instynkt łowiecki kazał Rokiemu jednak skoczyć w kierunku chomika z łapką uzbrojoną w pazur. Ale, jak już wiemy, mamy chomika-petardę i kot nie zdążył. 

Wiemy teraz jednak, że maluch nie jest w pełni bezpieczny. Wypuszczamy go najchętniej, gdy kot wychodzi na wieczorny obchód ogródka. Ale są wieczory, że nie wychodzi. Wtedy chodzą po domu równocześnie. Cała młodzież pozostaje w pewnym napięciu. Pilnują zwierząt, laptop i tablet leżą odłogiem, chomik włazi wszędzie i co rusz znika z pola widzenia, a potem objawia się w zupełnie nieoczekiwanym miejscu. Najbardziej ciekawi go eksploracja, jedzenie mniej, do toreb policzkowych prawie nic nie zbiera. Atmosfera emocjonująca narasta. Emocjonalna huśtawka też. "Mamo, wlazł za meble kuchenne, jak go wywabić?", "Zobaczcie idzie w górę kredensu! Sunie plecami po ścianie!" "Aaaa, uciekł mi z rąk? Jak on to zrobił?", "Nie ma go, był tu przed chwilą! Gdzie jest chomik? Kto widział chomika?"

Aż chciało by się do kota zawołać: "Szukaj!"

Wychodzimy też razem do naszego mini-ogródka. Kot spaceruje swoimi drogami, ale jesteśmy obok, wiec się nie boi, a chomik jest przeszczęśliwy. Kopie i myszkuje, a my go gonimy, żeby nie zwiał do sąsiadów. 


Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak robiliśmy dla naszych poprzednich chomików place zabaw, pułapki, testy żywnościowe i inne ciekawe atrakcje zajrzyjcie do wszystkich wpisów otagowanych hasłem "Chomik". Troszkę się tego nazbierało...

P.S. Wiecie skąd mamy naszego kota? Od Pani Bernadety, która ratuje bezpańskie znajdy na wrocławskim osiedlu i znajduje im dobre ręce. Niedawno padła ofiarą napadu we własnym mieszkaniu. Koty również bardzo ucierpiały. Więcej szczegółów u Psa w swetrze. Możecie pomóc?