Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny owadożerne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny owadożerne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 kwietnia 2019

O przyrodniczych imprezach masowych z dziećmi

Nie, nie i jeszcze raz nie, zwłaszcza z dziećmi. Ale zanim doszłam do tego wniosku pozwoliliśmy się nabrać na wrocławską wystawę roślin owadożernych. Rośliny były piękne, ale cóż z tego?


Niestety żeby je podziwiać przybyło mnóstwo ludzi. I to nasi bliźni, wcale nie złośliwi, ani głośni, ani agresywni, jeno przytłaczający w swej ilości stanowią problem, zwłaszcza, gdy wybieramy się z dziećmi. Moje najmłodsze dziecko miało rośliny przed nosem, na wysokości wzroku. Ale poza tym musiało się przeciskać przez ciżbę osób dużo wyższych, co raczej nie jest miłe, nawet gdy się trzyma członka swojej rodziny za rękę.
Cieszę się, że kupiliśmy bilet przez internet, bo przynajmniej nie musieliśmy stać w kolejce po bilet. Gdy opuszczaliśmy imprezę odkryliśmy, że wtedy już nawet do wejścia z biletem samodzielnie wydrukowanym trzeba było stać w bardzo długiej kolejce. Nie wyobrażam sobie, jaki ścisk musiał zapanować na wystawie, gdy cała ta kolejka ludzi weszła do środka.

Poza tym masowa impreza=masowy handel. Tylko niewielki fragment bezinteresownie eksponował rośliny. Cała reszta ekspozycji miała metki z cenami. To była po prostu jedna wielka giełda, a żeby móc kupować, trzeba było kupić bilet wstępu za wcale nie małe pieniądze. To tak, jakby sprzedawano bilety wstępu do Biedronki czy innego Kauflandu.




Dzieci miały swoje portfeliki i od razu odczuły imperatyw opróżnienia ich. Zamieszkały zatem z nami nowe rośliny, wcale niełatwe w hodowli, zwłaszcza, gdy przyjdą wakacyjne wyjazdy, a one lubią stać w bagienku. Kot nam ich nie podleje dwa razy dziennie, oj nie.

W tym czasie świeciło cudowne Słońce.
A my tkwiliśmy w zamkniętych, zatłoczonych pomieszczeniach.
A we mnie wzbierała frustracja i myśli, jak cudnie jest teraz w lesie.
Dobrze, że dzieci nie zdążyły zgłodnieć, bo gdybym miała jeszcze stać w kolejce po niezdrowe kalorie - stałabym się chyba agresywna.

A gdyby ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy, chciał pooglądać we Wrocławiu rośliny owadożerne - niech się uda do Ogrodu Botanicznego, gdzie jest piękna kolekcja na wolnym powietrzu, a tak tłumnie, jak na rzeczonej wystawie nigdy nie bywa.

Zanim wybierzecie się na imprezę masową z dziećmi zastanówcie się, czy warto. A gdy już musicie - przeczytajcie jeszcze o naszych poradach po wizycie we wrocławskim zoo, gdzie też bywa bardzo tłoczno. O czym pamiętać przed następną wizytą w zoo. 

Na pociechę mamy zdjęcia:



 Storczyki też były:







niedziela, 31 maja 2015

Rośliny owadożerne...

... kupiliśmy sobie przez Internet. Bodźcem do zakupu była wyjątkowo duża w tym roku ilość much, która nawiedziła nasze mieszkanie. Chcieliśmy się ich pozbyć, a dogonienie muchy mokrą ścierką wcale nie jest łatwe. Jurek zażyczył sobie dzbanecznika, a Hania - muchołówki.

Muchołówka z widoczną sylwetką mrówki zamkniętej w liściu

Rośliny stoją na parapecie kuchennym, a po lekturze rozmaitej literatury sprawdzamy, czy piszą w niej prawdę.

1. Mucha nie potrafi sama wyjść z liścia-pułapki dzbanecznika
Prawda. Tata wrzucił do dzbanecznika schwytaną ręcznie muchę (trochę tylko podduszoną, ale wciąż ruchliwą). Nie potrafiła wyjść, po pewnym czasie przestała próbować, do teraz spoczywa na dnie "dzbanka", bo pod światło widać jej czerniejący kształt.
Dzbanecznik z muchą na dnie liścia

2. Nie każdą ofiarę muchołówka chwyta.
Prawda. Na liściu-pułapce umieściliśmy schwytaną mszycę, która spacerowała swobodnie tam i z powrotem i liść ani drgnął. Była chyba za mała. Mniejszy z liści zamknął się na mrówce, której rozmiar stanowił prawie połowę długości listka.


Po największym liściu muchołówki spaceruje sobie bezkarnie mszyca.


3. Po strawieniu ofiary muchołówkowy liść otwiera się i można zobaczyć niestrawione przez nią resztki owada, np. jego chitynową powłokę.
Prawda. Po kilku dniach liść, który połknął mrówę - otworzył się i resztki mrówki były widoczne. Zakładam, że w naturze spłukuje je deszcz czy wywiewa wiatr i pułapka znowu jest czysta.

Muchołówka - na otwartych liściach widoczne resztki strawionych owadów

Kwestie do sprawdzenia, wymagające dalszych, dłuższych obserwacji:
- jeden liść muchołówki może zamknąć się tylko 3-4 razy, potem traci tę zdolność.
- rośliny te muszą rosnąć w stałym miejscu - nie lubią przenoszenia
- czy w liściu dzbanecznika rzeczywiście jest jakiś płyn trawiący owada?  Trzeba by go chyba rozciąć albo próbować odessać. Ale jak? Na razie roślinka jest bardzo mała i szkoda nam niszczyć cały liść.

Z czym miałam problem, jako mama małych dzieci?
Dostrzegłam go zbyt późno, bo myśl o hodowli roślin owadożernych bardzo mi się spodobała. Dopiero gdy obserwowaliśmy w napięciu mrówkę, która krzątała się po doniczce z muchołówką i czekaliśmy na moment, w którym da się złapać, a Hania powiedziała "nie mogę na to patrzeć" i uciekła. Dla niej to chyba było za mocne. Jurek i Jacek nic nie mówili, ale wytrwale przyglądali się akcji, czuło się napięcie. Co do mnie - miałam chęć popchnąć lekko mrówkę źdźbłem trawy, żeby wreszcie wlazła do tego liścia.
Czy jestem brutalna?
Wszak przyroda też taka jest.
Czy wrażliwość dziecka nie jest za duża na takie doznania? Myślę, że to kwesta indywidualna. Cóż. Hania zagląda do swojej rośliny, więc myślę, że w dalszym ciągu jej poczynania ją ciekawią i może kolejna akcja "jedzenia" nie przegoni już Hanki. Przyzwyczaiła się do myśli o tym, że ma naprawdę roślinę owadożerną we własnym domu.

P.S. Po 2 dniach od napisania powyższego: Muchy w dalszym ciągu przylatują do nas chętnie. Żadna nie wlazła do rośliny owadożernej z własnej nieprzymuszonej woli. Ja wrzucam muchołówce kolejne mszyce (tylko do małych listków). Jurek ogląda zamykanie się z zainteresowaniem, Hania - nie chce oglądać.
Przestanę wrzucać.
Może przestanę podlewać (Młodzi robią to za rzadko i gdyby nie ja, już by było po roślinach)?