środa, 30 stycznia 2019

Domowy miernik zanieczyszczenia powietrza

Chcecie się dowiedzieć, czy macie czyste powietrze w mieszkaniu i na zewnątrz? Można je sobie samodzielnie sklecić. Oto krótka instrukcja dla tych, którzy łapią co nieco w kwestiach elektronicznych.




Najpierw trzeba kupić przez Internet:
-  czujnik pyłów PM10 i PM 2,5 SDS011
- Arduino  (albo bardziej wypasiony NodeMCU, ale to nie u nas)
- wyświetlacz LCD z konwerterem I2C
- czujnik wilgotności i temperatury
- 3 oporniki (ale to tylko wtedy, gdy łączymy je z Arduino, jako dzielnik napięć)
- przewód USB umożliwiający podłączenie powerbanku lub wgranie softwaru.
Potem łączymy powyższe obiekty według schematu, który wszystko klarownie pokazuje:) Nie ma tu jeszcze czujnika wilgotności, bo dopiero jedzie do nas z Chin.



Wszystko wkładamy do pudełka po maśle klarowanym robiąc w nim otworki:
- na wlot powietrza, które będziemy badać
- na usuniecie zbadanego powietrza - w pobliżu wentylatora czujnika
- otwory pomocnicze służące mocowaniu całości urządzenia do wiaderka






Czujnik ma w środku laser, który ma przewidzianą określoną żywotność - niecały rok działania non stop, dlatego najlepiej, gdyby nie był włączony cały cały czas, np. żeby włączał się automatycznie co 5 minut i się wyłączał, wtedy będzie dłużej działał - trzeba sobie do tego celu zmodyfikować oprogramowanie. Ale my uruchamiamy nasze wiaderko okazjonalnie i tak jest skonstruowany software:

#include <SDS011.h>
#include <Wire.h>
#include <LiquidCrystal_I2C.h>

#define BACKLIGHT_PIN 3

LiquidCrystal_I2C  lcd(0x27,2,1,0,4,5,6,7);

int pinRX=10;
int pinTX=11;

float p10,p25;
int error;

SDS011 my_sds;

void setup() {
 lcd.begin (16,2);
 lcd.setBacklightPin(BACKLIGHT_PIN,POSITIVE);
 lcd.setBacklight(HIGH);
 lcd.home ();
 lcd.print("Pom. P2.5 i P10");

 my_sds.begin(pinRX,pinTX);
 Serial.begin(9600);
 my_sds.wakeup();
}

void loop() {
  error = my_sds.read(&p25,&p10);
  if (! error) {
    lcd.setCursor(0, 0);
    lcd.print("                ");
    lcd.setCursor(0, 0);
    lcd.print("P2.5: "+String(p25));

    lcd.setCursor(0, 1);
    lcd.print("                ");
    lcd.setCursor(0, 1);
    lcd.print("P10:  "+String(p10));
   
    Serial.println("P2.5: "+String(p25));
    Serial.println("P10:  "+String(p10));
  }
}

Jeśli ma się czas, chęci i części można wziąć udział w międzynarodowym, a zarazem ogólnopolskim projekcie i udostępniać oraz porównywać swoje dane z danymi innych. Nie ma obawy, że ktokolwiek ustali położenie czujnika, bo jego lokalizacja jest podana z dokładnością do ok. 1,5 km. Można wtedy również śledzić historię zmian zachodzących w powietrzu. Zajrzyjcie na stronę:


https://deutschland.maps.luftdaten.info/

Przydaje nam się to wiadereczko na różne sposoby, np. włączone w mieszkaniu sugeruje, że już czas na odkurzanie:) (gdy wynik zaczyna być dwucyfrowy, bo normalnie potrafi być jednocyfrowy, jak w Szwecji na zewnątrz na co dzień).

Umieszczone na balkonie i obserwowane przez balkonową szybę daje wyobrażenie o rzeczywistej zawartości pyłów w powietrzu podczas, gdy komunikaty wyświetlane na przystankach tramwajowych są sformułowane idiotycznie (czystość powietrza "powyżej normy" lub "poniżej normy"- innych opcji brak. Zastanawiam się, co uznaje się we Wrocławiu za normę i jak należy rozumieć te zwroty, bo jest to dyskusyjne).

Przy dużych stężeniach pyłów moja Córka wydobywa maseczkę antysmogową ("Kochanie, o jakim prezencie mikołajkowym marzysz? O maseczce antysmogowej" - jest to cytat prawdziwy) i zakłada na usta wychodząc do biblioteki lub na zakupy. Ja mam z tym problem - wydaje mi się, że wszyscy się na mnie gapią, jak idę w tej maseczce, ale podobno o to chodzi.

Może lepiej by było żyć sobie w słodkiej nieświadomości, co do tych pyłów i jedynym sygnałem tego, że pyłów jest więcej byłoby zapalenie oskrzeli u naszego alergika? Działa bezbłędnie - lepiej niż czujnik w wiaderku po maśle.



sobota, 22 grudnia 2018

Jedyny pożytek z czekoladowego kalendarza adwentowego

Kalendarz adwentowy jest fajną sprawą, o ile w kieszonce na każdy dzień znajdziemy zadanie do wykonania, które nas przybliży do Świąt, ulepszy nam charakter, rozwinie duchowo... Kalendarz z czekoladkami to przeciwieństwo tegoż. Chodzi w nim o to, żeby codziennie dostać coś słodkiego i tyle.

Na dodatek słodycze są byle jakie (z wysoką zawartością cukru i mleka w proszku), no i jeszcze zostaje opakowanie - kolejny śmieć. I taki właśnie kalendarz adwentowy dostał Jurek w szkole od Mikołaja. Cukier wciągnął dzieląc się solidarnie z rodziną, co mu się chwali. Opakowanie przeznaczamy do recyklingu: plastikowe przegródki po czekoladkach nadadzą się do przechowywania ładnych kamieni, a tekturowe pudełko z drugiej strony jest bialutkim kartonem zdatnym do rysowania. Ponieważ piątkowe kółko matematyczne w szkole nie odbyło się (bynajmniej nie z powodu strajku nauczycielki, lecz raczej z powodu niskiej frekwencji) - zrobiłam je Jurkowi w domu. Na kartonie po kalendarzu adwentowym narysowałam drzewko matematyczne (wg instrukcji z poprzedniego kółka matematycznego dla pierwszaków).

 

Na drugim kawałku papieru narysowałam choinkę matematyczną. Miała być na kółku - nie wiem, czy taka, czy inna. Taka mi przyszła do głowy. Są na niej bombki z liczbami i bombki z działaniami matematycznymi (dodawaniem i odejmowaniem). Należało połączyć działanie z wynikiem.


Dojechała do nas również filcowa choinka adwentowa (dziękujemy kochanym Ciociom za ten piękny dar wielorazowego użytku!!!), która będzie zamiast corocznej żywej choinki wisiała na ścianie. Co tu żywą maltretować w cieple z centralnego ogrzewania, jak i tak wyjeżdżamy uszczęśliwiać Dziadków - tylko kot z sąsiadami zostają na dyżurze.


Drodzy Czytelnicy - życzę Wam wszystkiego dobrego na Święta: pięknego śniegu, zapachu prawdziwych sosen i świerków, jak najmniejszego smogu i żeby Was ominęły kolejki po karpia. U nas we Wrocławiu dzisiaj takie:



P.S. Jeszcze możecie sobie i swoim dzieciom sprawić miły prezent przyrodniczy - obejrzyjcie razem zdjęcia pana Krzysztofa Mikundy  - najlepsze z odchodzącego roku. Serdecznie polecam!

sobota, 1 grudnia 2018

Słoneczny dzień i życie podkorowe

Gdy Wam się trafi, Drodzy Czytelnicy, słoneczny dzień w porze jesienno-zimowo-wczesnowiosennej - nawet się nie zastanawiajcie, tylko natychmiast wyjdźcie z domu na to Słońce. 

Co prawda nie złapiecie witaminy D (kąt padania promieni słonecznych podobno nie taki), ale za to ŚWIATŁO wpłynie Wam pozytywnie na psychikę. Nie bez kozery żołnierzy zamkniętych w łodzi podwodnej doświetla się sztucznie i przymusowo. Na dodatek, w myśl hygge (patrz poprzedni post) nie ma złej pogody, tylko złe ubranie. Więc nawet gdyby Słońcu miał towarzyszyć mróz, porywisty wicher i smog (ładną maseczkę antysmogową przynosi św. Mikołaj) - nie wahajcie się ani chwili.

Dla zachęty pokażę Wam co u nas się udało w słoneczny dzień z końca listopada (a przed nim i po nim było tradycyjnie listopadowo).

Ojciec rodu natchniony przez Dziadka rodu wlazł był na jabłonkę w porzuconym ogrodzie i zebrał dwie duże torby jabłek eko-, bio-. Cieszymy się, że nie spadł.



Młodzież weszła na szczyt lokalnego wzniesienia, przy czym okazało się, że może trzeba było mieć ze sobą te maseczki antysmogowe. Albo i nie, bo wleźliśmy nad smog:)






A przy drodze leżał sobie spróchniały pień. Ach - jakiż to wspaniały obiekt! Sami zobaczcie.














wtorek, 27 listopada 2018

Książki do lasu i o drzewach

Poniższe książki przydały nam się w tym roku, gdyż czytaliśmy je w plenerze leśnym lub łąkowym. Są godne polecenia, więc je tu reklamuję zupełnie bezinteresownie, nawiązując luźno do projektu "Czytam las", którego ram czasowych nie zgłębiłam (może jeszcze aktualny?).


Książkę "Ja, joga" wrzuciłam do plecaka, gdy wybieraliśmy się w większym gronie do lasu. W połowie wycieczki, na postoju, chciałam młodzieży poczytać, udało się to tylko połowicznie, ale za to przetestowaliśmy na sobie kilka proponowanych w książce pozycji, które przeznaczono dla dzieci i dla początkujących, ale jak się okazuje wcale nie są takie łatwe, na jakie wyglądają. Na szczęście mieliśmy w swoim gronie osobę obeznaną z jogą, której miłe wskazówki pozwoliły dziewczynom potrenować. Piszę "dziewczynom", bo męska frakcja wycieczki porzuciła jogę na rzecz próbek kung-fu i aikido. Las zniósł to ze spokojem, a potem ruszyliśmy dalej przez krzaki i pod górkę. Książkę można też zużytkować w domowym zaciszu, z własną córka, na karimatkach (pomysł nadal nie zrealizowany, ale może kiedyś...).




"Mądrość i cuda świata roślin" Jane Goodall czytałam latem, podczas wypoczynku na łonie Puszczy Noteckiej. Od czasu do czasu cytowałam rodzinie co ciekawsze kawałki, a książka jest pełna zadziwiających faktów z wielu dziedzin, a jeszcze bardziej zadziwia to, że napisała ją tak pięknie znawczyni... szympansów. Jest to literatura podnosząca na duchu, "ku pokrzepieniu serc" tych, którzy zdają sobie sprawę w jak poważnym stanie chorobowym tkwi przyroda na naszej planecie. W przerwach czytania patrzyłam sobie na wierzchołki drzew, albo piekłam kiełbaski nad ogniskiem. Było cudownie!



Hygge wymyślili skandynawowie. W tej filozofii życia (?) chodzi o to, żeby sobie sprawić trochę przyjemności, a właściwie dużo przyjemności. W wolnej chwili (a ma być ich dużo - tych wolnych chwil) pójść porąbać drzewo, które wcześniej przynieśliśmy z lasu, zażywać ruchu na świeżym (!!!) powietrzu (galop do tramwaju, gdy jesteśmy spóźnieni też się liczy), a gdy się już dotrze do ciepłego mieszkanka (tfu, drewnianego, obszernego domu) rozświetlić je żywym ogniem (świece, olejki eteryczne sosnowe i jałowcowe), ubrać sobie sweterek w geometryczne wzory z jeleniem, opatulić się pledem, napoić herbatą i spędzać tak czas w beztroskiej atmosferze podjadając bułeczki z cynamonem domowej roboty. A wszystko w sterylnie czystym mieszkaniu (tfu, drewnianym domu), które samo się posprzątało. Przypomniało mi się, że latem J. rąbał przecież drzewo na ognisko, bieg do tramwaju zaliczam, olejek jałowcowy mam i zaraz sobie uruchomię, a bułeczki... no, też dam radę. O resztę nie pytajcie, ale się staram.



"Gawędy o drzewach" trafiły mi się na półce bookcrossingowej w szkole. Chwyciłam je, jak diabeł duszę. Kiedyś bardzo chciałam dopaść tej książki i jakoś nie mogłam na nią trafić. Bardzo jest dobra do czytania zimą, gdy tak sobie człowiek marzy o tym, kiedy znów będą liście na drzewach. Książka jest stara, ale mnóstwo w niej ciekawych faktów, legend, a nawet horoskop drzewny, jeśli ktoś lubi.



Znalezione obrazy dla zapytania lesna szkoła dla kazdego"Leśna szkoła dla każdego" to wbrew tytułowi raczej książka dla nauczycieli przedszkoli i szkół leśnych. W czasie czteroletniej kariery mego syna we wrocławskim przedszkolu zabrano przedszkolaki do lasu jeden raz. Za to była to wycieczka z pompą, były ciekawe zajęcia w lesie, a leśnictwo dało ładne gadżety ze sklejki. Robimy sobie własne przedszkole leśne ile razy idziemy do lasu, ale dla opisanych tu zajęć trzeba mieć grupę dzieci w podobnym wieku, o podobnych możliwościach intelektualnych i fizycznych. Wtedy pomysły tu zamieszczone realizuje się najłatwiej. A są naprawdę ciekawe i bardzo różnorodne.



"Jak przetrwasz mroźną zimę, kopciuszku?" - coś na czasie, z biblioteki. Lubię takie książki dla dzieci. Urokliwe ilustracje, spokojna narracja, a jednak emocje dla przedszkolaka są, bo tytułowy kopciuszek rzeczywiście ma problem żywieniowy w zimie. Polecam szczególnie wielbicielom polskiego serialu rysunkowego "Przygód kilka wróbla Ćwirka". Do książki załączono broszurkę z "doroślejszymi" informacjami o życiu kopciuszków oraz propozycjami gier, zabaw i praktycznych zajęć dla młodych ornitologów i jest to nader ważny i pożyteczny dodatek.