środa, 13 sierpnia 2014

Kajakowanie z małymi - garść podpowiedzi

Jeśli ktoś wcześniej pływał kajakiem, np. odbył spływ, wie już wszystko i tych informacji nie potrzebuje. Ale może przyda się to komuś, kto doświadczenia wielkiego nie ma, a chciałby popływać kajakiem z małymi dziećmi. Niech nie zwleka i zrobi to jeszcze w czasie tegorocznych wakacji, bo to wielka przyjemność!



Wskazówki wstępne
Upewnijcie się, że wypożyczą Wam kajak, a nie mniej stabilne canoe.
Lżejsze są wiosła aluminiowe od drewnianych.
Na początek dobry jest niewielki zbiornik wodny z wodą stojącą. Rzekę zostawcie na potem.

  Usadowienie się w kajaku

Najpierw wsiada dorosły, a gdy dziecko widzi, że dorosły już siedzi i mu wygodnie - wtedy samo śmielej wsiada.
Małe dziecko można posadzić przed sobą, tak by opierało się plecami o brzuch dorosłego. Wsadziliśmy do kajaka Jurka 3,5-letniego i myślę, że to dobry wiek na pierwszy raz. Wierzę, że i młodsze można zabrać do kajaka, o ile jest spokojne i posłuszne.
Starsze dziecko siada z przodu, dorosły z tyłu, żeby widział dziecko.
Dać dziecku wiosło - niekoniecznie chodzi o to, żeby zaraz wiosłowało, ale już sam fakt, że wiosło dzierży w dłoniach jest atrakcją.


Jeśli macie taką potrzebę - ubierzcie dziecko w kapok. Jeśli jest gorąco - zdecydowanie odradzam, zwłaszcza, gdy trzeba go wiązać milionem tasiemek. Moje dzieci są spokojne na wodzie, więc po pierwszym razie zrezygnowaliśmy z kapoków. Mogą jechać z Wami w kajaku.



Zasady bezpieczeństwa w czasie "rejsu"
Woda widziana z kajaka jest na wyciągniecie ręki - pozwoliłam moim Młodym włożyć rękę do wody, żeby poczuli prędkość, z jaką płyniemy.
Najpierw płyniemy powolutku, dużo później się rozpędzamy.
Można delikatnie pokołysać się w kajaku na boki, żeby dziecko widziało, że jest to jednak jednostka dość stabilna.
Zniechęćmy dziecko do wstawania w kajaku, zwłaszcza, gdy on płynie.
Manewry przybrzeżne wykonuje dorosły.
W słoneczny dzień warto zabrać coś na głowę, bo promieniuje na nas światło słoneczne oraz dodatkowa warstwa światła odbitego od tafli wody.

Obserwacje przyrodnicze
Miłe było zbieranie roślin wodnych z powierzchni zbiornika - Hanka i Jurek zrobili sobie nawet z tych roślin takie "wełniane kłębki", a potem "pac!" do wody i kłębek rozpływał się w płaski kożuch na powierzchni.


Jeszcze ciekawiej, gdy płyniecie po czystym akwenie, takim, w którym woda jest na tyle przezroczysta, że można dostrzec rośliny rosnące pod wodą. A może nawet rybki...
Jeśli macie mozliwość warto wcześniej zajrzeć do książek, żeby wiedzieć, jakie rośliny i zwierzęta spotkacie, ewentualnie zabrać przewodnik ze sobą.
Można spróbować wsadzić wiosło do wody na sztorc - żeby zobaczyć, czy dosięgnie ono dna. Dla poczucia bezpieczeństwa dziecka najlepiej żeby dosięgało - warto zrobić to podpłynąwszy do brzegu.
Przyjemnie wpływa się w miejsca zacienione i słoneczne na przemian.
Miło jest, gdy możemy pomachać komuś na brzegu, gdy ktoś nam zrobi zdjęcie.
Jeśli płyniecie spokojnie i cicho można liczyć, że ptactwo wodne będzie na tyle ciekawskie, że podpłynie bliżej - my mieliśmy okazję zbliżyć się do młodych kaczek.
Na początek godzina pływania kajakiem wystarcza. Finalny odcinek można już przepłynąć szybciej.



Aha! Nie wahajcie się pozwolić dziecku, które udźwignie wiosło, powiosłować samodzielnie, bez udziału dorosłego. Po wstępnych instruktażach i próbach Hanka spokojnie zawróciła kajak o 180 stopni.


Post w ramach projektu:  http://www.kreatywnymokiem.pl/search/label/Przyroda%20po%20lup%C4%85


niedziela, 10 sierpnia 2014

1000 naklejek ze zwierzętami

Książkę o takim właśnie tytule zabraliśmy na wakacje do Dziadków. No i zużywamy te nalepki na różne sposoby. Poniżej fotoreportaż - może natchnie kogoś do zużytkowania 1000 nalepek (lub mniejszej ilości:).

 
Tu trzeba było wkleić młode i dorosłe zwierzęta, tak, aby łączyły się liniami

Tu zbiory zwierząt bardziej lub mniej spokrewnionych ze sobą: brakowało nam już nalepek
Tu też zbiory: wersja prosta
I zbiory z rosnącą liczbą elementów

Tu przykładowy obrazek, na którym trzeba było nalepić zwierzątka na obwodzie figury geometrycznej (pod spodem: kwadrat)

Tu należało przykleić zwierzęta żyjące w danym środowisku. Tu: las, gdyby ktoś miał wątpliwości:)

Krzyżówka

"drzewko"
A tu Jurek miał dokleić nalepki symetryczne do tych po lewej stronie

  A tu inicjatywy oddolne młodzieży, czyli rękodzieła z użyciem nalepek:









Cechy tej publikacji, które rzuciły mi się w oczy:
- przeważają nalepki z kotami i psami, jest trochę koni, sporo zwierzaków tzw. z gospodarstwa (świnie, krowy etc.) i to dorosłych i ich dzieci, jest też trochę gatunków egzotycznych. Na szarym końcu pod względem ilości i różnorodności gatunków, niestety, niestety, plasują się gatunki dziko żyjące w Polsce. I nie mają własnej strony, są rozsiane między innymi nalepkami, tak, że trzeba się naprawdę wysilić, aby znaleźć nasze rodzime gatunki, których dobór jest chyba przypadkowy: żubra, lisa, wilka. Jest też bażant, wprawdzie nie nasz rodzimy gatunek, ale zwierzę u nas łowne. I koniec. To mnie trochę zniechęciło.
- można wynaleźć po 2 nalepki będące lustrzanymi odbiciami, co przydało nam się do zabawy z symetrią.
- są nalepki niewyraźne - mieliśmy w kilku wypadkach problem z ustaleniem, co na nich jest - tak mały był to obrazeczek. Gwoli ścisłości trzeba przyznać, że jest ich niewiele.
- zaletą publikacji jest to, że zwierzęta nie są przesłodzonymi rysunkami, zniekształcającymi cechy gatunkowe. To są po prostu zdjęcia. To lubię. Wolałabym jednak, żeby było ich 700 za to trochę większych. No cóż, nie można mieć wszystkiego.


 Post w ramach projektu:



 http://www.kreatywnymokiem.pl/search/label/Przyroda%20po%20lup%C4%85

piątek, 8 sierpnia 2014

Wakacyjne smaki

Bo latem chodzi o to, żeby zjeść jak najwięcej witamin. Żeby zjeść nie to, co zawsze możemy dostać w Biedronie. Żeby zrobić sobie coś typowego dla lata, na co czekamy przez rok cały. Żeby się delektować jedzeniem rzeczy smacznych i zdrowych, samodzielnie zebranych, a może nawet wyhodowanych...

Zdjęcie, które zrobiła Hania przerywając sobie spożycie darów runa leśnego:)

Ciasto drożdżowe bez zaczynu - szybkie!
Do miski/garnka wrzucić i zmiksować następujące składniki:
- pół kostki drożdży (czyli 5 dkg)
- szklanka mleka (wymieszać z nią drożdże, to się łatwiej rozprowadzą)
- szklanka oleju
- szklanka cukru
- 2 jaja
- 4 szklanki mąki
Umieścić ciasto na dużej, prostokątnej blasze (może być lekko lejące się), upchać w ciasto sporo owoców sezonowych (u nas jabłka, maliny, aronia), posypać kruszonką. Wsadzić do piekarnika nastawionego na temperaturę 70 stopni, a gdy widocznie zwiększy objętość - nastawić na 175 stopni i upiec. Pycha!

Zdjęcia nie zdążyłam wykonać.

Herbata wakacyjna
Do dzbanka szklanego wrzucić liście poziomki, czarnej porzeczki, maliny (jeśli leśne można wrzucić całe gałązki z liśćmi i owocami), jeżyny.  Zalać wrzątkiem. Jeśli potrzebujecie - osłodzić, ochłodzić. Pić!!!




Jaja sadzone na pomidorach
Rozpuścić na patelni masło (opcjonalnie wymieszać je z drobno startym ząbkiem czosnku). Na to kłaść plastry pomidora obranego ze skórki. Na pomidory wbić jajka, posypać drobno posiekanym lubczykiem i solą. Przykryć i jeść, gdy jaja się zetną. Dobre na kolację:)



Ciasto jogurtowe MAMADAJ
Do miski/garnka wrzucić i zmiksować następujące składniki:
- 3 jaja
- 3 szklanki mąki
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- niepełna szklanka oleju
- 1 szklanka cukru
- 1 kubek jogurtu
- szczypta soli
Po zmiksowaniu dorzucić do ciasta owoce sezonowe, najlepiej jagodowe, drobne, kwaskowe np. borówki czernice, brusznice, aronie, maliny, jeżyny... Wymieszać je z ciastem delikatnie łyżką.
Piec ok. 30 - 40 minut w 175 stopniach.



Ciasto to nazwałam w ten sposób, bo po zjedzeniu 2 kawałków (studzonych intensywnym dmuchaniem, bo były ukrojone zaraz po wyjęciu ciasta z piekarnika) Jurek jeszcze nie miał dość, tylko chodził wkoło blachy i zawodził "Mama daj!" tak długo i jękliwie, że już miałam dość i zapowiedziałam, że jeszcze chwila jęków, a nie upiekę tego nigdy więcej. Średnio poskutkowało. 

Kisiel malinowy
Maliny zalać wodą, aby  je lekko przykryła, zagotować. Przetrzeć przez sitko z drobnymi oczkami, aby pestki zostały na sitku, a miąższ przeciwnie. Do musu malinowego dodać mąkę ziemniaczaną wymieszaną z odrobiną wody oraz cukier. Zagotować. Wylać na płytkie talerzyki (szybciej wystygnie), ozdobić jogurtem naturalnym. I ewentualnie świeżymi owocami malin.
Problem w tym, że proporcje dobrałam "na oko" i się udało. Mam nadzieję, że i Wam się uda od razu:)