piątek, 14 lipca 2017

Drewniane, zabytkowe, wiejskie

Nigdy ich nie przegapiam. Co gorsza ciągam Młodych, żeby też ze mną obeszli świątynię dookoła, a nawet wleźli do środka jeśli się da (rzadko). Jeden obiekt, a moc wrażeń, często przyrodniczych. Drewniany, zabytkowy, wiejski kościółek to bardzo dobre miejsce na wakacyjny spacer.


Wrażenia zapachowe - bejca, której używa się do impregnowania świątynnego drewna pachnie bosko! Zwykle wącham intensywnie. Nie wiem, czy jest to zdrowe, ale zapach drewna zmieszany z wonią bejcy czy innego impregnatu jest zniewalający:) Możecie to sobie nazwać inhalacją lub ćpaniem, jak wolicie.

Do budowy drewnianych świątyń użyto najczęściej sosny, świerka lub jodły, rzadziej buka albo dębu. Można przyjrzeć się słojom drewna, ale tylko w nowych konstrukcjach, starsze są po prostu czarne lub brunatne, widać po nich upływ czasu i to ma też swój nieodparty urok.

Kościoły drewniane często mają konstrukcję zrębową, tzn. ściany są skonstruowane z bali drzewnych łączących się na narożnikach na różne sposoby. Dach jest kryty gontem, czyli małymi deseczkami.



Sprawdzamy też czy jest obecny piorunochron.

Lubię porównywać wzrost dzieci i swój z rozmiarem drzwi. Podobno kiedyś ludzie bywali niżsi niż obecnie ("Dlaczego mamo?" Eeee... Bywali niedożywieni? Ewolucja idzie w kierunku zwiększania rozmiarów ciała? Tak budowano ze względów ekonomicznych, tradycyjnych?). Tak czy siak, prawie zawsze trzeba by się schylić, jeśli chcemy wejść do środka.


Hania ma nieco ponad 140 cm

Czasami zaglądamy przez szybkę do środka. Trafia się widok stylowej szafy, szat liturgicznych, książek, zakurzonego stołu, pajęczyn.

W wielu kościołach zdarzają się dodatkowe, zadaszone schodki z zewnątrz budynku prowadzące do zamkniętych drzwi. Podejrzewam, że jest to zewnętrzne wejście na galerię, pięterko, żeby wierni nie tłoczyli się zanadto we wnętrzach.

Z zewnątrz bywa też dzwonnica, zupełnie osobny budynek. W Grębieniu można było nawet spróbować zadzwonić. Dzwonem!



Przy kościele bywa cmentarzyk. Ach te napisy w gotyku, po niemiecku! U nas, na Dolnym Śląsku, zawsze po niemiecku. Pamiętam jakie zdumienie wzbudziły we mnie napisy na pomniku hetmana Czarnieckiego w Tykocinie. Po polsku! Nie do wiary! U nas zawsze niemieckie! Młodzież domaga się czytania i tłumaczenia. No to czytam i tłumaczę, jak umiem. Czasem każę im liczyć ile lat przeżył zmarły.





Nagrobki ponadto są nadgryzione zębem czasu. Nadgryzione za pomocą korzeni i pędów roślin, pokryte mchami, porostami i inną ciekawą florą (O! Fiołek trójbarwny! Dobry podobno na trądzik!). Zawsze coś ciekawego na cmentarzu przykościelnym wyrasta.


No cóż, nie każdy może chciałby mieć zestaw ziół na grobie. Mi by nie przeszkadzały.

Zwróćcie też uwagę na ogrodzenie kościoła. Trafiają się grube mury kamienne o funkcjach obronnych, bywa, że i z daszkiem na obwodzie! Albo figury czy płaskorzeźby drogi krzyżowej, albo jeszcze jakieś epitafia... Do wyboru, do koloru.
Czasami widać, że kościół postawiono na wzniesieniu, lokalnej górce. Jeśli dołączymy do tego gruby mur, to prawie na pewno całość miała funkcje obronne. 

W czasie długiej podróży samochodowej warto zatrzymać się na popas przy wiejskim kościółku. Chrześcijanom jest tu łatwiej, ale nie trzeba być osobą wierzącą, żeby docenić atmosferę miejsca. Cisza, spokój, poczucie zatrzymania się w czasie. Sami się wyciszamy. Jeśli nie trafi Wam się kościółek drewniany, może być i murowany. Na pewno na nim, albo przy nim zauważymy coś ciekawego, choćby nawet ładną klamkę:)


wtorek, 11 lipca 2017

Zajęcia wakacyjne dla dzieci

Wakacyjne zajęcia naszych dzieci, przynajmniej dopóki jesteśmy w domu, to ZPT. Lekcje tego, na co nie było czasu w roku szkolnym, a jest konieczne. Okazuje się, że wiele przeoczyliśmy, a to, czego nie przeoczyliśmy często było potraktowane powierzchownie, ze względu na to, że nauka jednak stała na pierwszym miejscu albo dzieci były w przedszkolu.



Sprzątanie po zabawie (zanim wyciągnie się nowe rzeczy).
Samodzielne ubieranie się.
To dla najmłodszych - starsi doskonalą sie w tych ambitnych czynnościach.


Zawiązywanie sznurka na supełek i kokardkę. Wakacyjne zawiązywanie węzłów żeglarskich poszło w niepamięć. Konieczna jest generalna powtórka z podstawowych węzłów. W dobie, gdy wszystkie buty dziecinne są na rzepy pożyczę Jurkowi moich tenisówek.

Wycieranie podłogi lub stołu. Można oczywiście wszystko rozmazywać na powierzchni, ale  nie o to przecież chodzi.

Obieranie ziemniaków - W procesie uczenia sie obierania ziemniaki przez długi czas są kanciaste, ale nie poddawajmy się! Tempo obierania za to rośnie:)

Obsługa pralki począwszy od segregacji prania, przez wsypywanie proszku, uruchamianie właściwego programu. Docelowo powinno być: "Kochanie, nastaw pralkę".

Mycie naczyń. Zmywarka jest cudownym wynalazkiem, ale wszystkiego do niej upchnąć się nie da. A czego Młodzież nie zmieści w zmywarce - musi dokończyć ręcznie, nie ma rady.


Codzienne podlewanie kwiatów. Te w małych doniczkach rzeczywiście potrzebują tego często, bo inaczej padną z upału.

Sprzątanie łazienki. Chodzi o szorowanie wanny, umywalki i toalety za pomocą szczoteczek, szmatek i środka czyszczącego. Dla niektórych dzieci jest to w dalszym ciągu atrakcja, zaś dla innych wybór alternatywny dla odkurzania. Mam taki plan, żeby zmontować domowy, ekologiczny środek czyszczący, żeby nie miał w sobie podejrzanej chemii, a wtedy będę mogła ze spokojem wypuszczać ich na ten poligon.

Odkurzanie. Ponieważ wykończyliśmy stary odkurzacz, mam nadzieję, że urok nowego pomoże, przynajmniej na pewien czas. Zasadniczo powierzam odkurzanie Jurkowi i Hani, a Jackowi minęła już faza wyrywania im odkurzacza. Jaka szkoda.

Składanie pościeli. Hania potrafi to zrobić szybko i sprawnie, tylko zapomina, Jurek potrzebuje treningu, zaś Jacek pierwszych wprawek.

Składanie prania zdjętego ze sznurka i rozmieszczanie go w odpowiednich szafkach. Czynność nigdy nie budząca entuzjazmu. Sami dzielą miedzy siebie pracę. Muszą jednak zwalczyć chęć wciśnięcia skłębionych ubrań do szafki. Dokładność składania to czynność, która  wymaga też wprawy.

Sprzątanie po jedzeniu. Gdy matka trudziła się, żeby coś smacznego postawić na stole powinna mieć luz po kolacji.

Obieranie truskawek, porzeczek i innych owoców z szypułek. Zwykle część owoców znika w trakcie, ale one przecież mają być zjedzone:)

To tylko takie migawki, które mi ostatnio przyszły do głowy. W rzeczywistości jest tego znacznie więcej. Każdy rodzic może napisać książkę o tym, jak wyegzekwować te czynności od dzieci. Niestety na każde dziecko działa coś innego i przez to bestsellerem by ona nie była.

Tyle pokazuje się ostatnio  postów dotyczących tego, jak zabawić dzieci w wakacje, żeby się nie nudziły.  Jasne, że to jest bardzo ważne, żeby zobaczyły coś innego niż własne podwórko, przeżyły ciekawą przygodę, pozwiedzały i bawiły się beztrosko. Uważam jednak, że samodzielność i rozwinięcie wielu praktycznych umiejętności będzie dla Małych też źródłem wielkiej satysfakcji.
A starzy sobie odpoczną.
Dla mnie najtrudniejsze jest to, że często muszę być czymś w rodzaju dozorcy i pracować nad motywacją.

P.S. Zdjęć więcej nie ma, ze względu na to, że gdy Młodzi działają, pilnuję ich udzielając instrukcji, albo robię coś swojego i na bieganie z aparatem nie starcza już energii.





środa, 5 lipca 2017

W szeregu

Układanie przedmiotów w szeregu ma kolosalną przyszłość. Przyszłość rozrywkowo-naukową dodajmy. U nas ostatnio tak:

Jurek, niesiony falą minimalizmu, postanowił pozbyć się swojej kolekcji opakowań po czekoladach. Zaczął zbierać, gdy mu opowiedziałam, jak to ja zbierałam te opakowania w dzieciństwie i jakie one były (np. czekolada "Chrupka" z napisem "I w kryzysie nie damy się!"). Ale w dzisiejszych czasach to już nie jest to samo, gdy czekolada nie jest na kartki.
W krótkim czasie nazbierał sporo.
A miejsca na półce mało.
Przed wyrzuceniem ułożył kolekcję na różne sposoby:
a) wg nazw producentów
b) zgodnie z procentową zawartością masy kakaowej (30% - mleczne, ok. 50% - deserowe, powyżej 60%- gorzkie)
c) od najsmaczniejszych po najgorsze w smaku
d) na końcu w dwa rządki: opakowania papierowe i plastikowe, żeby od razu wrzucić do właściwych śmieci.



Już kiedyś układaliśmy u dziadków "Ścieżkę dla bosych stóp" - wersję pokojową i naturalistyczną-ogrodową. Tym razem poszliśmy w opcję mieszaną. Młodzież wygrzebała w różnych zakamarkach ogrodu Dziadków rozmaite rekwizyty i ułożyła je w rządek.
Teraz należało przejść po ścieżce na boso.
Najlepsza jednak zabawa jest wtedy, gdy jeden z zabawowiczów, czeka z zamkniętymi oczami, a pozostali układają przedmioty w nowym porządku, zmieniając ich położenie, dodając nowe, lub stare kładąc jakoś inaczej, np. odwrócone. Przerobiliśmy z 20 opcji, zanim temat się wyczerpał.






Zakładkom do książek nie potrafię się oprzeć. Na nic minimalistyczne postanowienia, że już nie przyniosę nowego przedmiotu do domu. Jest to odruch bezwarunkowy i co gorsza - zaraźliwy, bo Młodzież też coraz częściej sięga po zakładki. Dają je w bibliotekach i księgarniach, mamy oczywiście rodzinne rękodzieła, a nawet "święte" zakładki, które Ojcowie Oblaci rozdają po kolędzie. Te z Uniwersytetu Przyrodniczego jednak najpiękniejsze!




Jacek sprzątał zakładki z tapczanu zabierając co drugą, a potem co trzecią

Domek z zakładek

Ulice z zakładek


No i teraz chodzi o to, żeby mieć do czego te zakładki wkładać.
Poprosiłam dzieci, żeby wybrały i ładnie ułożyły 10 książek, które obecnie mamy w domu i które uważają za bardzo ciekawe.

Książki Jurka

Książki Hani


"Jacek, a Twoje?"
"Wszystkie o autach" - odpowiedział Jacek nie odrywając wzroku od książki o zwierzętach morskich (którą właśnie przeglądał).


wtorek, 20 czerwca 2017

Waga

Trafił nam się nowy gadżet - waga elektroniczna. Będziemy na niej odważać subtelne ilości ziół i chemikaliów do domowych napitków, środków myjących i czyszczących. Póki co, Młodzi ją dorwali. Waga jest fajną zabawką. Zobaczcie:

- można zważyć różne obiekty, którymi Młody człowiek właśnie się zabawia
 

- można sobie położyć miseczkę i wytarować całość, a potem odmierzyć do miseczki małą ilość czegoś lekkiego




- można w ogóle wprawiać się w czytaniu cyferek elektronicznych, innych przecież niż te pisane ręcznie czy drukowane
- można szacować ciężar przedmiotu, a potem sprawdzać, czy zgadliśmy prawidłowo
- można porównywać ciężar przedmiotów, które teoretycznie powinny ważyć mniej więcej tyle samo. jednak kura to nie komputer i jaja ważą różnie:)


- można porównywać ważąc w rękach ciężar dwóch przedmiotów i zgadywać, który jest cięższy. A potem sprawdzić, czy mieliśmy rację.



A najlepiej byłoby posiadać wagę z szalkami i odważnikami. Że też wcześniej na to nie wpadliśmy! To dopiero jest zabawa! Daje Młodemu człowiekowi ważne wyobrażenie o tym, co to jest masa przedmiotu. No i można się bawić w sklep-warzywniak i ćwiczyć przy okazji liczenie! Waga szalkowa jest po prostu świetną zabawką edukacyjną!

A zanim ją sobie i dzieciom sprawimy - namiastka on-line też się nada:

Buliba
Ciufcia

PS. Przypominam sobie jeszcze jedną zabawę, w którą kiedyś bawiłam się z Hanią. Należy wziąć wieszak i 2 nitki tej samej długości przymocować na jego ramionach. A do nitek przytwierdzić 2 nadmuchane balony: jeden z większą ilością powietrza wewnątrz, a drugi z mniejszą. Gdy powiesimy balonik na drążku - przyglądamy się całej "wadze". Większy balon opada w dół, a zatem powietrze w nim się znajdujące jest cięższe od tego, które tkwi w drugim balonie. A zatem powietrze też waży! Też ma masę! Mimo, że jego istnienie jest dla nas tak nieuchwytne. Choć konieczne.
Doświadczenie to robiłam dawno, ale J. zabrał mi trochę motywację do jego powtórzenia, gdy oznajmił w rozmowie, że powietrze też swoje waży i przeszedł do innych zagadnień. Znaczy - wie i to go chyba nie będzie specjalnie rajcować.

wtorek, 13 czerwca 2017

Miesięczny kalendarz przedszkolaka

Jurek zapragnął własnego kalendarza na miesiąc czerwiec. Ręcznej roboty. Niech ma! Problem w tym, że zapragnął na kwadrans przed moim wyjściem z domu. A zatem dobry kawałek roboty odwaliłam za niego, żeby było szybciej. Nie bierzcie ze mnie przykładu i pozwólcie Dziecku wyżyć się manualnie. A kalendarz robi się tak:


Trzeba mieć: 
- blok techniczny A3 lub A4, a w nim przynajmniej ze 2 kartki
- klej lub taśmę klejącą
- nożyczki
- mazaki

Wykonanie:
- wyciąć paski z kartki,
- na nich narysować kreseczki, które oddzielą poszczególne dni od siebie (na górze i na dole zostawić trochę wolnego miejsca na przytwierdzenie kalendarza do ściany czy mebla)
- wpisać dni od 1 do 31
- zapewne zaistnieje potrzeba sklejenia ze sobą 2-3 pasków papieru, żeby uzyskać wystarczającą długość na cały miesiąc
- wyciąć i pokolorować listki, dokleić je u podstawy kalendarza (pod  jedynką)
- wyciąć i pokolorować kwiatek-suwak
- nałożyć kwiatek-suwak na pasek-kalendarz

Kalendarz Jurka przytwierdzony jest na drewnianym rogu łózka piętrowego




Okazało się, że J. potrafi bez ściągi wpisać wszystkie cyferki. Planowałam, że podetknę mu jakąś podpowiedź, np. nasz domowy kalendarz.
"Mamo, dziś jest siódmy?" zapytało dziecko (aha, czyli efekty objaśniania jak działa nasz kalendarz też są).
Zaznaczyliśmy.

Dzień zaczynamy od przesunięcia kwiatka.

Teraz przemyśliwuję, jakby tu urozmaicić ten kalendarz, żeby Młody sobie mógł zaznaczać, co chce. Chyba trzeba jednak pójść w kierunku kalendarza z dużą ilością miejsca do wpisywania.  Na wszelki wypadek zanotuję linki do gotowców do druku, jeśli nie wpadnę, jak przedszkolak może szybko i skutecznie zrobić własne rękodzieło. Gotowce są też śliczne, a można je po swojemu ozdobić:

Kalendarze dla dzieci do druku
Wasze ulubione szablony na 2017 rok
Botaniczny kalendarz
Kalendarz z gwiezdnymi wojnami
Kalendarz 2017 do druku


Na razie pojawiła się u nas potrzeba oznakowania pierwszego dnia lata oraz początku wakacji - daty tak bardzo wyczekiwane przez młodzież, a przez rodziców traktowane z rezerwą, gdyż nadchodzi czas zapominania tabliczki mnożenia i reguł gramatyki polskiej, o angielskiej nie mówiąc.


czwartek, 25 maja 2017

Eko-zabawki - prowizorka pudełkowa

Wiadomo, że nawet najdroższa zabawka w końcu się znudzi, a dziatwa stale pragnie czegoś nowego do rozrywki. Od zabawek plastikowych nie da się uciec. Ale pchnięta nagłym impulsem machnęłam najmłodszemu serię akcesoriów z pudełek. Mają wzięcie mniej więcej takie samo, jak plastikowe za dużą kasę:)

Zaczęło się od tego, że gotowałam kaszę gryczaną na obiad. A ona w takim fajnym pudełeczku z dziurką. Zapytałam Młodego, czy by nie chciał. A on chce. Łódkę z tego robi. Łódka płynie, szumią fale, co chwila ktoś do niej wsiada. Tylko dla naszych (plastikowych) lalek ta łódź poniekąd za głęboka.



Jest na to sposób.
Trzeba przeciąć pudełko w płaszczyźnie "równikowej". A potem włożyć na wcisk górną część w dolną.


Nie ma to, jak natchnienie ze strony Potomka! W kolejnych "dziełach" posunęłam się do rozmaitych okienek, które można otwierać i zamykać. Mamy też blok (Jacek zwykle użytkuje go w charakterze płonącego budynku, który trzeba gasić), tipi oraz szalupę ratunkową.







Pudełek chwilowo zabrakło, ale rodzina 5-osobowa wytwarza tyle śmiecia, że w końcu objawią się nowe i będziemy działać dalej.


niedziela, 21 maja 2017

Eksperymenty dla starszaków

Przygotowywałam niedawno eksperymenty na mojego drugiego bloga "Przyroda na 6". Zasadniczo są one przeznaczone dla uczniów klasy 4-ej i 7-ej szkoły podstawowej. Cóż to jednak szkodzi, żeby młodzież przedszkolna też się nimi zainteresowała? Owszem, zajęli się eksperymentami, ale po swojemu.

Zajrzyjcie do posta: "Jak działają płuca?"
Zrobiliśmy model klatki piersiowej, tzn. zrobiłam go ja, bo jednak trzeba było obcinać butelkę PET nożycami i naciągać balonik na tę butlę, co wymagało większej niż dziecinna sprawności manualnej, a Hania tkwiła w szkole nad sprawdzianem z historii. Wszelako, gdy model już powstał wywierał największe wrażenie swoim "oddychaniem" - po prostu słychać świszczące wdechy i wydechy - zupełnie jak u żywego człowieka:)
Pojawiło się jednakowoż skojarzenie odkurzaczowe i okazało się, że model, owszem, wciąga i wydmuchuje skrawki czerwonej bibułki. Co za radocha była, nie uwierzycie!



Przy okazji znaleźliśmy świetny filmik traktujący o ciekawych sposobach na wykorzystanie butelek PET. Sami zobaczcie - nie można się oderwać, dźwięk właściwie niepotrzebny:



Kolejny post traktujący o rozdzielaniu mieszanin:

Absorpcja
czy wiecie, że węgiel może odbarwić wodę zaniebieszczoną atramentem? Musi to być wszelako węgiel aktywny, carbo medicinalis, a taki sprzedają w aptece w tabletkach. Hania najbardziej się wczuła w tłuczenie tabletek na proszek w moździerzu. Moździerz ma u nas zawsze wielkie wzięcie, do tego stopnia, że tłuczek dawno już poległ, więc używamy drewnianej "pały", która się sprawdza. Poszła cała paczka węgla. Teraz już na żadną jelitówkę chorować nie możemy. Przynajmniej okazało się, że węgiel aktywny naprawdę działa!!!



Chromatografia bibułowa



Tak, oczywiście rozdzieliły nam się kolorki z czarnego flamastra. Tu byliśmy już jednak zajęci sprawdzianem z angielskiego i wirusowym zapalenie krtani, więc ten eksperyment przeszedł słabo zauważony. Zwłaszcza, że wymagał cierpliwości - zanim barwy zaczęły się widocznie rozdzielać minęło kilka godzin - na białym filtrze kawowym byłoby szybciej, ale białych w metropolii wrocławskiej nie ma. Na krepinie rozdział trwa i dobę, a i tak nie wygląda zbyt profesjonalnie.

Ale i tu trafił nam się filmik z młodym człowiekiem, który rozdziela sobie barwniki metodą chałupniczą, a o wszystkim opowiada po angielsku. Wierzę, że jeszcze do chromatografii bibułowej wrócimy, choć nie można powiedzieć, że był to nasz pierwszy raz. Hania jednak mówi, że w ogóle nie pamięta naszej zabawy w bibułowe kółeczka u Babci. No, trudno. Dobrze, że mam to udokumentowane na blogu:)

poniedziałek, 15 maja 2017

Sposób na siniaki i stłuczenia

Po zderzeniu dziecinnej głowy z regałem czy krawężnikiem trzeba działać szybko. Sezon podwórkowy zaczęty i zdarzyło nam się już ratowanie Młodzieży z guzem na czole. Tego roku postanowiliśmy ratować jeszcze jeszcze lepiej. 

Najpierw wyczytaliśmy w mądrych lekturach, które rośliny działają kojąco na stłuczone miejsca, przeciwobrzękowo, ściągająco, wzmacniająco na naczynia krwionośne w skórze. Roślin tych jest sporo. My wybraliśmy te:



O liście krwawnika łatwo na każdym nieużytku czy łące.
Nagietek pochodził ze straganu przy cmentarzu. Miał naprawdę okazałe kwiaty i był pomyślany, jako roślina dekoracyjna. Na szczęście pachni prawidłowo, więc optymistycznie zakładamy, że zachował właściwości lecznicze.
Kasztanowce kwitną na naszym podwórku.

Można by było do tej mieszanki dodać jeszcze n.p.:
- rumianku (mamy zeszłoroczna resztkę, oszczędzamy)
- krwiściągu (nie trafił nam się, a poza tym jeszcze za wcześnie na zbiór)
- nostrzyka (nie trafiliśmy)
- żywokostu (to raczej nie dla dzieci, ze względu na toksyny)
- babki lancetowatej (zapomniałam zupełnie podczas zbierania, a rosła obok krwawnika!). Babkę można zastosować jednakowoż doraźnie. Na uderzone czy nawet skaleczone miejsce, np. kolano przykładamy liście babki, mogą być w całości lub lekko potarmoszone, żeby jednak puściły trochę soku. Przytrzymać na newralgicznym miejscu za pomocą opatrunku przez kilka godzin.
- arniki (pod ochroną, w życiu nie widziałam na własne oczy)
i innych

Nie wiem dlaczego liczne źródła każą przykładać na stłuczone miejsca ocet. Nie przeniknęłam jeszcze tego zagadnienia. Najważniejszą kwestią jest jednak schłodzenie bolącego miejsca, co nie tylko zmniejszy wylewy podskórne, bo wspomaga obkurczanie się naczyń krwionośnych, ale zadziała znieczulająco. A jeszcze lepszy będzie lód z naparu ziołowego:

Napar wlany do foremek, jeszcze przed zamrożeniem

Kwiaty kasztanowca i nagietka oraz liście krwawnika zaparzyłam wrzątkiem, pod przykryciem. Pozostały w naparze dopóki nie wystygł całkowicie. Odcedzony napar wlałam do silikonowych foremek na lód. I do zamrażalnika. Przy walnięciu kolanem, łokciem, czołem o twardą powierzchnię - będzie jak znalazł.  Kostkę lodu owijamy chusteczką i przykładamy do uderzonego miejsca.

Napar przed odcedzeniem. Miał lekko słomkowy kolor.

Mam nadzieję, że okazji do używania ziołowych kostek lodu będzie jak najmniej w tym roku, czego i Wam Drodzy Czytelnicy życzę.


wtorek, 9 maja 2017

Kwiaty na kanapkach...

... wyglądają ładnie. Jedliśmy je ochoczo, Jurek wymyślał coraz to nowe kanapki, a na nich zestawienia kolorystyczno-smakowe. Zobaczcie, może i Wy spróbujecie?


Natchnieniem do naszych kwiatowych działań kulinarnych okazał się wpis Pana Łukasza Skopa na blogu "Bez-ogródek". Spojrzeliśmy na kwiaty wygłodniałym wzrokiem:)

Młode liście sałaty, plasterki rzodkiewki, tarty żółty ser i kwiaty bluszczyku kurdybanka (te małe niebieskie)

Tu podobne zestawienie jak powyżej, ale na górnej kanapce kwiaty purpurowej magnolii, a na dolnej sporo stokrotek i bluszczyku.

Tu biały serek jako kontrast dla magnolii i rzodkiewki. Stokrotki obowiązkowo.

Kanapka z szynką, musztardą i stokrotkami

A tak wygląda łan kwitnącego bluszczyku. W zimny dzień, gdy nigdzie nie widać pszczół tutaj praca idzie pełną parą, a brzęczenie rozchodzi się dość głośno.



Przegapiliśmy jeszcze w babcinym ogrodzie konsumpcję tulipanów i bratków. Babcia pewnie tak bardzo tego nie żałuje.

Kwiaty mniszka dodawałam do sałatki z młodej sałaty i liści rzodkiewki z sosem winegret. Parzyliśmy je też wrzątkiem z cytryną i popijaliśmy.


A wiecie, co wyczytałam ostatnio o miodzie?
"... miód w odróżnieniu od cukru (sacharoza) nie sprzyja powstawaniu próchnicy zębów. Stwierdzono, że wzrost paciorkowców Streptococcus mutans, będących główną przyczyną próchnicy, hamowany jest przez nadtlenek wodoru powstający w miodzie pod wpływem zawartego w nim enzymu oksydazy glukozy."
B. Kędzia, E. Hołderna-Kędzia
"Leczenie produktami pszczelimi"
PWRiL, Warszawa, 1994

I tak od stokrotek doszliśmy do wody utlenionej. A co zjedliśmy - to nasze!

czwartek, 4 maja 2017

Gra "Bankrut" z użyciem kart z "Biedronki"

Poniżej zapisuję zasady grania w grę "Bankrut" z użyciem kart ze zwierzątkami pochodzących z kart biedronkowych. Gra się świetnie - gorąco polecam dla całej rodziny! Mogą grać już dzieci 6-letnie, a nawet młodsze bystrzaki.



Zasady gry
Należy zgromadzić karty w ilości, jak na zdjęciu:

P.S.: "złoto" oznacza u nas karty w kolorze pomarańczowym
Idealnie byłoby mieć po 5, 7, czy 9 kart z takimi samymi zwierzątkami, ale to nie u nas, dlatego posługujemy się kolorami.

Karty należy wymieszać i rozdać równomiernie między co najmniej 3 graczy. Jedna karta zostaje wolna - tę odkrywamy i kładziemy na środku tak, aby była dobrze widoczna. Ta karta jest "felerna", czyli za posiadanie kart w jej kolorze dostaniemy na końcu gry punkty ujemne.

Gdy już mamy karty w ręku układamy je w wachlarz - karty w tym samym kolorze blisko siebie, tak, żeby wiedzieć ile jakich kart mamy. W oryginalnym "Bankrucie" na kartach są zapisane dużymi cyframi dane - ile, jakich kart jest w ogóle w grze. U nas Jurek nie pozwolił pisać po kartach, wiec zaglądamy do haninej ściągi.
Jeśli cały wachlarz kart nie mieści się w dziecinnej rączce można sobie położyć karty przed sobą, ale osłonić przed wzrokiem innych graczy (np. pokrywką pudełka po układance).

Teraz rozpoczynamy licytację: gracze wymieniają sie kartami w ten sposób aby zebrać wszystkie karty w danym kolorze lub co najmniej większość kart z danego koloru, np. jeśli wiemy, że w talii jest 7 różowych kart powinniśmy zebrać co najmniej 4 - wtedy otrzymamy za nie punkty. Gdy kart będzie mniej niż połowa - nie będą się liczyć do końcowej punktacji.

Licytują wszyscy na raz jednocześnie i to jest najfajniejsze. Graliśmy w układzie po 3 i 4 osoby, a hałas się robi, jak na prawdziwym jarmarku! "Zamienię czerwone na zielone!", "Potrzebuję zielonych! Kto sprzeda zielone?"
Można też oddać kartę za darmo, jeśli ktoś chce ją wziąć, a nam ona niepotrzebna. Można też zamienić w czasie gry kartę "felerną" na którąś ze swoich kart i trzeba to głośno oznajmić. Kolor karty, którą położyliśmy na środku od tego momentu staje się "felerny" (czyli za ten kolor będą punkty ujemne).

Koniec gry następuje gdy przynajmniej jeden z graczy zbierze komplet kart, tzn. wszystkie z wybranego koloru i większości z innych kolorów. Wtedy ten gracz musi zawołać: "STOP!". Za krzyknięcie  "STOP!" gracz otrzymuje 5 punktów.

Teraz licytacje się urywają ("O, nie! Nie zdążyłam!") i podliczamy punkty:
- za posiadanie wszystkich kart z danego koloru, np. 5 czerwonych dostajemy po 2 pkt za kartę
- za posiadanie większości kart z danego koloru, np. 4 fioletowych otrzymujemy po 1 pkt za każdą kartę
- za krzykniecie "STOP!" gracz otrzymuje 5 pkt
- odejmujemy po 1 punkcie za wszystkie karty gracza w "felernym" kolorze
- za karty, które nie stanowią większości danego koloru nie dostajemy punktów wcale

Punktację zapisujemy w tabelce:


Tu wygrała Hania, a ja zremisowałam z Jurkiem

I możemy zaczynać następną rundę. Rund gry jest tyle, ilu graczy. Na końcu podliczamy punkty z wszystkich rund.