Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2020

Na sen

Młodzież doszła do wniosku, że zmontuje sobie własnego pomysłu wieczorny napój sprzyjający zasypianiu. Lektura i matczyne sugestie pozwoliły Młodym skomponować następujący zestaw ziół zaczerpniętych z zasobów dziadka:


- liść melisy

- liść mięty pieprzowej

- szyszka chmielu

- koszyczek rumianku

- płatki róży pomarszczonej

- kwiat lipy

 

 

 

 

Proporcje dowolne, choć miały być równe.

Zioła wymieszano ręcznie w miseczce i upchnięto "na wcisk" do słoiczka ze stosowną etykietą. Wieczorową porą parzymy pod przykryciem przez 10-15 minut, albo do czasu, gdy temperatura pozwala na spokojne wypicie, najlepiej przy lekturze "Dzieci z Bullerbyn". 

Czy działa? Hm, hm. Z czym tu porównać, skoro i tak się zasypiało dobrze? Wszelako literatura fachowa obiecuje, że rośliny powyższe (z wyjątkiem różanych płatków, które dodajemy dla ładniejszego koloru suszu i aromatu) mają działanie wyciszające i rozluźniające. Wypróbujcie na sobie Drodzy Czytelnicy:)


poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Kolory łąki na papierze

Jak jeszcze można zachować na dłużej łąkowe klimaty? Jest to metoda destrukcyjna, a zatem dla Młodzieży nie bardzo dydaktyczna ("Nie zrywaj niepotrzebnie roślin! Też chcą żyć. Skwer będzie brzydki. A jakby Tobie urwać ucho?" - takie teksty matek słyszałam).

 

 Ale jeśli idziemy po łące, która ma być wkrótce skoszona pod siano dla krów na zimę? Albo, co gorsza, skoszona, bo nie mieści się w poczuciu estetyki władz miasta? Tak już jakoś jest, że preferują one płaskie zielone poletka (właściwie nie zielone, lecz w naszym klimacie - żółte i wyschnięte, bo wykoszona nisko trawa szybciej usycha), bez śladu stokrotki czy koniczyny.

Wtedy pozwalam na destrukcję.

Należy zabrać:
- kartkę papieru (może być ze sztywną podkładką, ale niekoniecznie), dobre są niezbyt gładkie, do akwareli itpd, ale zwykły papier do ksero jest ok.
- coś do pisania 
- o ile chcemy mieć pewność jaki gatunek rośliny używamy do doświadczenia wskazany jest podręcznik do oznaczania roślin, albo aplikacja w telefonie (bezinteresownie wspominam o Flora Incognita...)

O ile kolor rośliny wyda nam się ciekawy bierzemy ją w rękę, zrywamy, miażdżymy w palcach i rozsmarowujemy po kartce w formie smugi lub plamki. Przy barwnej plamie lub pasku wpisujemy nazwę rośliny. Można wykorzystać płatki kwiatów, liście, owoce, w porywach korzenie.
I już.
Można jeszcze zadbać o estetykę pracy. Uporządkować gatunki wedle podobnych barw umieszczając je w tabelce lub innym ciekawym graficznie zestawie. Ale to juz zostawiam artystom. U nas tak to wygląda:



Spostrzeżenia: Niektóre kolory zmieniają się na skutek zmiażdżenia, niektóre blakną z czasem, inne są zadziwiająco trwałe. Popróbujcie sami. Miłej zabawy!

PS. Nie, nie zapominam, że mieścimy się w blogowej zabawie Bajdocji
 

 

środa, 12 sierpnia 2020

Łąka w doniczce

Nastała taka pora roku, w której w czasie spacerów coraz częściej można trafić na nasiona roślin. Aż kusi, żeby posiać i zobaczyć, jak i co wyrośnie, prawda? Nie powstrzymujcie się! Nam wyrósł na balkonie piękny kawałek łąki.

Miał to być spacer zasadniczo ornitologiczny.
Mieliśmy lornetki i patrzyliśmy w niebo i w ogóle w dal.
Ale widoki pod nogami też okazały się ciekawe, bo coś kwitło na kolorowo. Po pewnym czasie skonstatowałam, że to głównie kwiaty roślin motylkowatych (bobowatych), czyli kuzynów grochu i fasolki. Motylkowaty jest też łubin czy akacja (grochodrzew). Rośliny te mają ciekawą i bardzo przydatną zdolność wchodzenia w symbiozę z bakteriami brodawkowatymi, które są w stanie przyswajać azot z atmosfery - dzięki nim zostaje on w glebie w formie przyswajalnej dla innych roślin, które tej sztuki z bakteriami dokonać nie potrafią.
Jak rozpoznać roślinę motylkowatą? Kwiaty mają wygląd rzeczywiście podobny do motyla. No, tak trochę... Są dwubocznie symetryczne, u niektórych gatunków zebrane w rozmaite kwiatostany. Nie wszystkie z tych roślin są pnące, ale wszystkie wytwarzają strączki, a w nich leżą nasionka.
Polowaliśmy na strączki suche, bo mamy wtedy gwarancję, że w nich nasiona dojrzały i pleśń się ich imać nie będzie.
Chcieliśmy też ustalić, co to za gatunki i do tego przydała się bardzo fajna aplikacja na Androida "Flora incognita" - bywa ona zawodna, ale często  przydatna. Dzięki niej wiemy, co napotkaliśmy po drodze.

Groszek bulwiasty

Wyka ptasia
Wyka ptasia

Nostrzyk żółty
Nostrzyk żółty

Koniczyna drobnogłówkowa

Komonica zwyczajna

Koniczyna polna

Koniczyna łąkowa/czerwona



Zebraliśmy nasiona ze strączków załączonych do kwitnących jeszcze roślin, a potem J. wsypał je do doniczki z podłożem torfowym do kwiatów balkonowych.

Jest tu też trochę nasion traw, które mu się spodobały oraz ostropestu plamistego, który zrobił na nas duże wrażenie swym rozmiarem i kolcami (nie mówiąc o właściwościach prozdrowotnych)

Zaraz chciały wschodzić. I proszę, zobaczcie, co ładnego wyrosło:


Teraz nasza łąka doniczkowa jest już przesadzona na nieużytek koło babcinego domu. Stopniowo przestaje on być nieużytkiem, bo upychamy tam "nasze" rośliny (np. wierzbową altanę, dynie, rośliny zielarskie, sadzonki drzewek, wzgardzony przez Babcię krzew itpd.). Czasem przybywają tam panowie z kosiarkami wydelegowani przez Urząd Miejski, ale wtedy Babcia wypada czujnie z domu i prosi uprzejmie, żeby panowie ominęli ten kawałeczek, bo syn tu ma cenne drzewko/zioła i sam wykosi na cacy już w najbliższy weekend (i rzeczywiście trochę podkasza, żeby było schludnie). A oni nigdy Babci nie odmawiają. Z resztą przybywają coraz rzadziej, bo jednak co nieco o pożyteczności miejskich łąk i u Babci się mówi i słyszy:)


poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Cienie roślin, czyli do czego przydaje się kalka w lesie

Człowiek wrażliwy na piękno przyrody chciałby je jakoś utrwalić. Zielniki już mamy. A żeby je mieć trzeba było pracowicie rośliny suszyć i wklejać. Mamy jeszcze inną propozycję - szybszą i łatwiejszą, dla leniwych. Muszą mieć tylko kalkę maszynową...



Najpierw zbieramy rośliny, które nas zainteresują. Gdy już mamy zbiór na stole sięgamy po papier i kalkę, i układamy warstwy (poczynając od tej na spodzie):
- kartka
- kalka
- liść
- kartka

Grzbietem paznokcia, miejsce w miejsce, przesuwamy i dociskamy wszystkie warstwy. Nie wymyśliłam nic lepszego niż paznokieć, bo się sprawdzał, ale może miałabym chęć wypróbować zaokrągloną krawędź szklanej butelki (tę przy dnie), a może wałek?
Efekt wygląda tak:



Pułapki:
- gdy ułożymy rzecz nierówno i kalka się zagnie obrazek będzie brzydszy


- gdy podczas prasowania paznokciem jakaś warstwa się przesunie - obrazek też będzie przesunięty i rozmazany



- gdy wetkniemy odruchowo liść pod kalkę powstanie w efekcie tylko zarys rośliny, ale faktury liścia nie będzie widać, za to mogą zostać na obrazku jej szczątki



Można z tych obrazków zrobić sobie nawet książeczkę wakacyjną "Shadows of plants".



A tu pomysł alternatywny: przekalkowujemy ślady żerowania owadów i w ogóle wszelkie anomalie (cóż, nie wszystko się da...)



czwartek, 4 czerwca 2020

Zielone naleśniki i koktail chlorofilowy

Przypadkowo trafiliśmy w TV na Jamiego Oliviera, który delektował się zielonym naleśnikiem, tłumacząc jakie to smaczne i zdrowe. Cóż - grzech nie spróbować - oczywiście z naszymi wariacjami.



Składniki:
- mąka
- mleko
- jaja (sporo - uważam, że naleśniki bogate w jaja, zbliżone do omletów raczej, są zdrowsze, bogatsze w żelazo i inne cenne składniki)
- zielone liście - dużo. W oryginalnym przepisie był to szpinak, ale szpinaku nie miałam. U nas był to skiełkowany młody owies plus inne zielone liście wyszperane w ogrodzie (bazylia, mięta, melisa, pietruszka, seler naciowy), które dały naleśnikom piękny aromat.

Całość wrzucamy do kielichowego blendera i miksujemy otrzymując zielone ciasto naleśnikowe. Smażymy na niewielkiej ilości oleju kokosowego. Jamie sugerował smażenie z jednej tylko strony i rzeczywiście cienki naleśnik ścina się dość szybko, obracałam go tylko pro forma.

Następnie okazuje się, że naleśników będzie za mało i tak powstaje pomysł wersji drugiej: składniki jak powyżej, ale nie mamy już młodego owsa, więc do ciasta dodajemy liście pokrzywy. Naleśniki z pokrzywą wyszły jaśniejsze, bo miałam jej mniej niż owsa.

Na wierzchu naleśniki pokrzywowe, a dołem - z młodym owsem


Co włożyć do naleśnika?
1. Miała być młoda kapustka z koprem, ale nie zdążyła się zrobić, a naleśniki już musiały być zjedzone. Jednak zważywszy na jej kolorystykę na pewno byłaby niezłym rozwiązaniem.
2. Sałata, papryka czerwona i pomidor w kosteczkę, ser Capreggio (z Biedrony), awokado, szczypior, ulubione przyprawy, sól...
3. Z miodem, czy jabłkami też by były niezłe, bo są neutralne w smaku.



Zielony koktail pojawia się u nas co jakiś czas odkąd trafiły nam się ziarna owsa. Wysiane w doniczkach wschodzą po kilku dniach, a po tygodniu mają już z 10 cm i jest to dobry moment na ścięcie i zrobienie z niego smoothie (z bananem, cytrusem, jabłkiem, miodem, cynamonem...). Starsze mają już więcej włókien i nie są tak delikatne.



Zobaczcie co pisze o koktailu chlorofilowym (zrobionym w całości z zielonych liści różnych roślin jadalnych w dowolnych proporcjach) pani dr Ewa Dąbrowska*:
- oczyszcza organizm z toksyn i metali ciężkich
- reguluje perysaltykę jelit
- likwiduje stany zapalne i zmniejsza związany z nimi ból
- zwalcza bakterie chorobotwórcze
- stabilizuje ciśnienie krwi
- wzmacnia mięsień sercowy
- zwiększa odporność organizmu
- obniża poziom cukru we krwi
- eliminuje wolne rodniki
- zapobiega nowotworom
- zwiększa krzepliwość krwi
- korzystnie wpływa na laktację
- łagodzi objawy astmy
KAŻDY znajdzie w tej liście coś, co mu się przyda, prawda? Właściwie należałoby sobie wlewać ten chlorofil codziennie.

* K. Dajka, ks. Ł. Piórkowski, "Post Daniela z uzdrawiającą dietą warzywno- owocową dr Ewy Dąbrowskiej", Wydawnictwo WAM, 2017.

Ze względu na zieloności zgłaszam posta do projektu "Pod kolor" pod patronatem Bajdocji. Zajrzyjcie tam koniecznie w wolnej chwili!




środa, 13 maja 2020

Altana wierzbowa - trzecie podejście

Ach! Naoglądaliśmy się takich żywych altan mnóstwo - i w realu, i w TV, i na jutubach. Czyż żyjący, roślinny tunel, altanka, ławeczka to nie jest miły pomysł? Jest! I dlatego próbujemy taką uzyskać już po raz kolejny. O upadkach i wzlotach poczytacie poniżej.



Należy mieć:
- miejsce pod altankę (mamy; nieużytek naprzeciwko babcinego domu)
- sadzonki wierzby (patyki wierzbowe można przyciąć na długość około 20-30 cm i pomóc im się ukorzenić, o czym poniżej) z okolicznej wierzby
- czas
- wodę (z tym krucho, zwłaszcza w realiach obecnych zmian klimatycznych)
- dzieci do pomocy
- sznurek, kijek, łopatę, sekator lub ostry kozik do cięcia wierzbowych gałązek

Nie zdało egzaminu:
- wtykanie patyków w ukorzeniacz i potem mokrą glebę w końcu sierpnia (wyschły, zmarzły)
- wtykanie patyków wiosną w wilgotną glebę bez korzeni i ukorzeniacza (wyschły)
- podlewanie raz w miesiącu lub rzadziej, gdy ktoś sobie przypomniał (wyschły)

Poniewczasie dochodzimy do wniosku, że wierzbowe patyki na altankę potrzebują dodatkowego podlewania, bo deszczu bywa za mało. Wczesną wiosną przycięliśmy je i włożyliśmy do wody, a one wypuściły sporo korzeni i listki.



Takie sadzonki włożyliśmy z pomocą Dzieci do dołków w ziemi, Młodzież podlewała ochoczo i obficie wężem i wiadrem. Kopała łopatą mniej ochoczo, bo ziemia twarda i sucha, a po deszczu wilgoć sięgała może do głębokości 2 cm. Teraz na szczęście przyszły opady i mamy nadzieję, że altana nabierze rozpędu.

Najpierw trzeba wyznaczyć półokrąg za pomocą kijka i sznurka


Potem kopiemy rowek na sadzonki. Przydatne jest wskakiwanie na łopatę.

Aby podlać można używać węża ogrodowego (wszyscy chętni) lub nosić wodę wiadrem (nikt nie chce)

Na pociechę przypominamy sobie wycieczkę zeszłego lata do Nowego Tomyśla, gdzie znajduje się piękne Muzeum Chmielarstwa i Wikliniarstwa, a tam, również na wolnym powietrzu, rozmaite plecione cuda, np. taki żywy tunel:



P.S. Jeśli chcecie pokazać dziecku, jak patyk wypuszcza korzenie i liście, a eksperyment odbywacie zimą to wierzba jest do tego celu świetna, gdyż łatwo i szybko wypuszcza, co trzeba. Sprawdziły się też gałązki porzeczki, iglaste - wręcz przeciwnie. Ale wiosną właściwie wszystko chce wypuszczać korzonki, bo rośliny już odbyły swoją porcję czasu w uśpieniu. Najlepiej popróbować z patykami różnych gatunków.


czwartek, 16 kwietnia 2020

Kolory ziemi

Można czekać na akwarele, które mają przyjść pocztą i czekać, i czekać, i czekać... Można też olać czekanie i wziąć sprawy w swoje ręce w babcinym ogródku.


 Barwniki, które sprawdzają się na białej kartce z bloku to:
- roztarta na proch cegłówka (samo rozwalenie i roztarcie cegły na chropowatym kamieniu też jest fajne)
- gleba z różnych zakątków ogrodu
- popiół
- węgiel drzewny z ogniska
- trawa i zielone łodygi
- aktualnie kwitnące kwiaty
- woda się przyda

Narzędzia do malowania:
- tradycyjny pędzel, ale nie trzymajmy się go kurczowo
- palce, własne najlepiej, w upały mogą być całe dłonie lub stopy
- patyczki do uszu
- paca*
- patyki o rozmaitych końcówkach


A jeśli nie możesz wyjść do ogródka i tkwisz w mieszkaniu w bloku wypróbuj do malowania przyprawy w proszku (np. kurkuma, papryka, cynamon) oraz rośliny doniczkowe. Przetestuj pastę do zębów i butów:) Porzuć kredki i flamastry! Nie zawężaj się do plakatówek!


 Posta zgłaszam do projektu międzyblogowego Bajdocji 

 

A TUTAJ linki do pozostałych uczestników projektu.

* Skąd nam się wzięła paca? Z filmiku Jonny Jinton, która tworzy jednak większe formaty. Do A4 użycie pacy jest trudniejsze i nie zawsze sie sprawdzi, może na tło... Rzućcie okiem ok. 7-8 minuty:




piątek, 17 maja 2019

Liście do picia

Nie zapominajcie Drodzy Czytelnicy, że czas zbierania liści trwa. Im więcej sobie nazbieracie - tym dłużej będziecie się mogli cieszyć ich dobrodziejstwami w porze jesienno-zimowo-przednówkowej. No i unikniecie kupowania ziół zbieranych przy ruchliwej drodze, opakowanych w torebeczkę, tekturkę, celofan...  Poniżej krótkie migawki o liściach, które my zbieramy, może Was natchną i też coś sobie ususzycie?

Liście malin i/lub jeżyn - nasi Ulubieni Sąsiedzi karmią nimi z sukcesem patyczaki, ale my je lubimy, jako napar po ususzeniu, a jeszcze lepiej po przefermentowaniu (jak fermentować). Różany aromat, kolor naparu z czarnej herbaty, smak... smakowity:)

Pokrzywa - zbieramy tylko wierzchołkowe liście, najlepiej przez gumową rękawiczkę, trochę suszymy, a trochę zjadamy na bieżąco dorzucając do zielonego smoothie czy zupy jarzynowej. Liście starsze lub z roślin kwitnących - nie nadają się. Ususzone można parzyć, można też mielić i dodać do ciast, ciastek, chleba. A walory pokrzywy są wspaniałe i wielokierunkowe - poczytajcie u dra Różańskiego i nie zawahajcie się ich zbierać w czystych miejscach.

Pokrzywa mniej parzy, gdy zwiędnie.


Winorośl - liście suszymy i pijamy, jako napar, w zimie. Napój jest lekko kwaskowy, jasnozielony. Dobrze łączy się z innymi listkami.

Skrzyp polny - właściwie napar ze skrzypu jest do chrzanu. Aby z niego wydobyć cenny krzem trzeba go pomoczyć, np. przez noc i pogotować ok. 20 minut. Kolor odwaru: mętnozielony, niezachęcający, smak - podobnie, szału nie ma, ale z miodem ujdzie. Można nim płukać również włosy dla wzmocnienia, można go łączyć w tym celu z pokrzywą.

Krwawnik - młode listki siekamy i dorzucamy, gdzie się da, jak natkę, zaś kwitnące ziele (czyli liście razem z łodyga i kwiatostanem) suszymy w pęczkach i spijamy zimą, ale ostrożnie - nie wolno przedawkować, a i z zaleceniami i przeciwwskazaniami warto się wcześniej szczegółowo zapoznać.




Poziomka - można jej listki zbierać póki są ładne, również w czasie kwitnienia i owocowania, ale niezbyt intensywnie, aby nie osłabić roślin zanadto. Napar jest delikatny w smaku, bogaty w mikro- i makroelementy, słomkowożółty.



Szałwia - pachnie obłędnie, można a nawet należy ją pić (wbrew temu, co piszą na pudełkach z szałwią fix), chyba żeś w ciąży lub chorujesz na epilepsję. W tych wypadkach fachowcy odradzają. Napar z "własnej" szałwii to coś skrajnie innego, niż ekspresowy z torebki. Najlepiej zbierać całe ziele, z kwiatkami.




Mięta - gatunków jest mnóstwo. na łąkach znajdziecie te delikatniejsze w smaku, zaś dla właściwego orzeźwienia i w celu usprawnienia trawienia wybieram miętę pieprzową kupiona w sklepie w doniczce. Suszymy listki z łodyżką, zanim zakwitnie.

Melisa - ma cytrynowy posmak i podobno uspokaja. Dobrze łączy się z innymi listkami, o ile nie wsypiemy jej za dużo, bo wtedy zdominuje swoim smakiem cały napar (podobnie, jak mięta pieprzowa). Nie jestem wielbicielką melisy, przepraszam się z tym smakiem zimą.

To tylko próbka. Pić można wiele innych liści (również  z drzew), kwiatów, płatków, a nawet korzeni. Warto zakupić sobie księgę dużych rozmiarów o ziołach, porządnego wydawnictwa i sprawdzonych autorów i do niej się odwoływać, zwłaszcza, gdy chcemy łączyć kilka gatunków w jednym napoju.



niedziela, 7 kwietnia 2019

Wiosenny czas obserwacji

Trwa obecnie okres bardzo intensywnych zmian w przyrodzie. Obserwować je jest bardzo łatwo, nawet pod blokiem w dużym mieście. Nie przegapcie tego z Młodymi.



Metodyka dostrzegania tych zmian jest u nas następująca. Codziennie, gdy wychodzimy przed drzwi klatki schodowej zaglądamy co się zmieniło wśród roślin przyblokowych. Zmiany są spore. Kiełkowanie widoczne niemal gołym okiem. Tam, gdzie jesienią wetknęłam cebulki widać zielone czubki. Kibicujemy - nie wiemy, czy wszystkie wyjdą.
Widoczne są też siewki drzew. Próbujemy zgadnąć z jakiego drzewa pochodzą, co jest nieoczywiste. Listki w siewce lipy nie przypominają liści lipowych.
Na trawniku zauważamy, że ciągle zakwita coś nowego.


Stokrotka - kwiat jadalny, ale bardziej wartościowe do jedzenia są listki. Szkopuł - są bardzo malutkie.

Jasnota purpurowa

Glistnik jaskółcze ziele

Krwawnik pod światło

Młoda pokrzywa
Powyższe zdjęcia zrobiło moje dziecko w ogródku niedaleko domu Babci i Dziadka.
Obserwacje kontynuujemy pod przedszkolem, gdzie nasadzono nie tylko rośliny cebulowe - choć jest ich mnóstwo i bardzo rozmaite - widać też  kwiaty na drzewach i krzewach.
Zauważcie, że wiele z nich najpierw zakwita, a dopiero potem wypuszczają liście.
Rośliny wieloletnie wsadzone w zeszłym roku też się zmieniają. Łatwo odróżnić, które liście są zeszłoroczne, a które już tegoroczne.
Gdy wreszcie noce staną się cieplejsze wszystko wystrzeli w oczach - niemal, jak pajacyk na sprężynce wyskakujący z pudełka. Przydałby się tylko deszcz.



Jeśli chodzi o zmiany w świecie zwierząt - nie każdy może mieć takie obserwatorium, jak my - wprost przed oknem na drugim pietrze. Do niedawna mogliśmy codziennie obserwować, jak sroki budują gniazdo. A srocze gniazdo ma daszek! Ptaki jednak zrezygnowały z budowy. Może dlatego, że przegoniła je wrona siwa? Może odkryły, że gałęzie wokół są suche i gniazdo nie skryje się wśród nich (tak, to nasze bolesne, zeszłoroczne odkrycie - część konarów bożodrzewu przed naszym oknem uschła).

Widać też doskonale ślady intensywnego rycia dżdżownic.

Przyjemnie budzić się słysząc śpiew ptaków.

Przyjemnie widzieć latające owady. Spójrzcie na piękne zdjęcia Krzysztofa Leśnego Mikundy.
I my mamy swój udział w dogadzaniu zapylaczom - tata zrobił w dwóch miejscach domki dla trzmieli. Mamy nadzieję, że nie za późno (powstały w ostatnich dniach marca).




Mam w pamięci taki obrazek:
Wielka betonowa ściana centrum handlowego "Magnolia".
Przy niej trawnik - trawa równo przycięta.
Wśród tej trawy pojedyncza, mała kępka koniczyny.
Kilkanaście koniczyn kwitnących.
Wśród nich jeden trzmiel pracowicie przeglądający kwiat za kwiatem.

Mam nadzieję, że i w tym roku go tam spotkamy:)

P.S. Wszystkie powyższe zdjęcia roślin do tego posta zrobiło moje dziecko swoim aparatem. W końcu, jak matka ciągle coś podziwia pod nogami i na okrągło każe patrzeć w dół na zielone - to młodzież też się wkręca. Matka posuwa się jeszcze dalej, nie tylko oglądając i komentując, ale też zrywając młodą pokrzywę i krwawnik w ogródku u dziadków.
Nie przegapcie zielonych, młodych listków z witaminami! Zmiksowane z pomarańczą,  jabłkiem i bananem smakują świetnie. A jeszcze lepiej z miodem i cynamonem.

P.S. 2. Najlepiej jednak wybrać się poza miasto. Wszystkie piękne miejsca wiosną są jeszcze piękniejsze.