czwartek, 20 kwietnia 2017

Test - przyroda i marki produktów

Gdy dziecko się uczy - testowanie go nie jest dobrą opcją - zabija ciekawość i motywację. Cóż, szkoła musi to robić, wszak i nauczycieli rozlicza się z tego ile i jak nauczyli. Rodzice testować nie muszą, ale jeden mały sprawdzianik potraktowany, jako zabawa można zrobić. Sprawdzianik skłaniający do refleksji, dodajmy.

Znalazłam go w książce Sergieia Boutenko "Dzika spiżarnia". Książki nie cenię szczególnie - jest powierzchowna i efekciarska, a miejscami  nierzetelna, choć ma kilka ciekawych fragmentów. "Test" w niej zawarty wygląda tak:



Ponieważ marki produktów są amerykańskie i u nas nie wszystkie popularne postanowiłam zmontować własny zestaw, ale okazało się, że nie muszę. Dzieci zainfekowane biedronkową akcją kolekcjonowania kart ze zwierzątkami przyniosły do domu album na te karty, a tam:



Karty są fajne. Wyciągnęłam 12 kart z łatwo* rozpoznawalnymi zwierzętami, zasłoniłam nazwy i dalejże prosić dziatwę o nazwanie zwierząt. Nazwali te, które umieli.

* przynajmniej tak mi się wydawało

Nie będę Was zanudzać statystykami mojej rodziny, ale wyszło na ogół, że lepiej rozpoznają marki produktów, niż zwierzątka (i nie ma tu znaczenia fakt, że H. poza tym szczególnie dobrze rozpoznaje rasy koni, a J. kotowate i inne drapieżniki).

Dla dobicia (matki) zebrałam kilka roślin na wietrznym i krótkim spacerze pod blokiem - rozpoznali połowę.


Za to w czasie świątecznego spaceru przyszło mi do głowy, żeby test roślinny rozbudować. Wszak 6 gatunków do rozpoznawania to za mało, pokazało się ich już o wiele więcej. Ale tu faza samego testowania mi nie wystarczyła. Chęć poduczenia Młodych wzięła górę. Mimochodem, między mazurkiem, a filmem o Monster High w ogłupiaczu.



Do roślin dorobiłam karteczki z ich nazwami. Zajmuje to chwilę, gdy się ma je w głowie, więc było mi łatwo. Wiedziałam też na pewno, że są to rośliny, które dzieci często widują i czasem je zrywamy, czasem o nich się opowiada, wmontowuje w bukiety itd. A więc powinni być obeznani. No i mieli dopasować nazwy do roślin. Tato też wziął udział, nawet nieźle mu szło i się rozpędził, tak, że zaistniała obawa, że dzieciom nic nie zostawi. Gdy się mylili mówiłam, że to nie ta roślina i podawałam opis właściwej (np. kolor kwiatów, rozmiary, kształt liści), tak, że w końcu wszystkie rośliny zostały "podpisane" jak należy.
Tu "testowanie" właściwie nie zaszło. Ale może im coś zostanie w głowach.

A czy tak naprawdę to jest najważniejsze? Żeby podać nazwę? Nie!!! Po stokroć nie!!! Lepiej jest wiedzieć, ale ważniejsze, żeby Młodemu wykształcić POSTAWĘ PROPRZYRODNICZĄ, żeby wiedział, że z organizmami żywymi należy postępować delikatnie i łagodnie, jak najmniej ingerować, pomagać ile wlezie i że każdy ma udział w tym, że białych niedźwiedzi jest coraz to mniej.

Dlatego niech już będzie ten album z Biedronki, choć się wściekam, że przy okazji informacji o zwierzętach Młodzież domaga się czytania o lodach i parówkach. Są tu też informacje o segregacji śmieci, oszczędzaniu prądu i samodzielnej hodowli roślin podane na równorzędnych z reklamami prawach. Choć oczywiście bardzo powierzchowne, ale to ma być w końcu dla małych dzieci.

Dlatego prawie wyłączyłam balkon z użycia, żeby gołębie mogły wyprowadzić sobie ten lęg i staram się nie myśleć o tym, że może im się spodobać to na stałe.

I tu nam się zarysowuje jeszcze jeden problem. Często (coraz częściej) bywa tak, że interesy człowieka i zwierząt się rozmijają. Ja tu chcę wieszać pranie, a gołębie wysiadywać. My chcemy drogę asfaltową, a tu bagno z chronionymi żabami. Nie wspomnę o wycince puszczy amazońskiej. Współczesny człowiek tych dylematów nie uniknie. Chciałabym nauczyć moje dzieci rozstrzygania ich zgodnie z tezą św. Franciszka o naszych braciach mniejszych. Mam nadzieję, że się uda.



sobota, 8 kwietnia 2017

Mancala (kalaha, sungka) w domu i w plenerze

Jest to gra dla 2 osób, podobno przeznaczona dla ludzi od lat 7 wzwyż. Nasz 6-latek pojął jej zasady bezproblemowo, a wierzę, że i młodsze dziecko da sobie z nimi radę. Można ją sobie wydłubać w glebie i zagrać w plenerze, albo narysować kredą na chodniku. Poniżej zasady z ilustracjami.

PRZYGOTOWANIE

Do gry potrzebna jest plansza-tablica z dołkami, która w luksusowym wydaniu wygląda tak:



W "naszym" przedszkolu odbył się konkurs dla dzieci i rodziców na własnoręczne wykonanie gry. Zrobiliśmy mankalę:
Podstawa - tekturka ze starej teczki A4,
kamyki - zebrane na podwórku.
pojemniki na kamyczki - zakrętki z butelek po mleku i 2 pokrywki z wiaderek po maśle klarowanym,
przyklejone taśmą dwustronną do podłoża



Wydanie plenerowe polega na wydłubaniu sobie w gruncie dołków w odpowiednim układzie, rozmiarze i ilości. Można planszę również narysować kredą na asfalcie.

Następnie należy nazbierać 48 gładkich kamyczków podobnego rozmiaru, otoczaki są idealne, ale nie dajmy się zwariować. Każde kamyczki będą dobre - kolor nie ma znaczenia.

W wersji luksusowej mieliśmy szklane "kamyczki".


ZASADY GRY

Plansze kładziemy między dwoma przeciwnikami poprzecznie, czyli w ten sposób, że każdy z graczy ma przed sobą 6 małych dołków, a po bokach 2 podłużne dołki.

Dołek z prawej strony gracza jest jego bazą. Celem gry jest zebranie w bazie jak największej ilości kamieni.

Grę zaczynamy wkładając do każdego z małych dołków po 4 kamienie. Bazy są na początku puste.

Gracz rozpoczynający bierze z dowolnego dołka wszystkie kamienie i wrzuca je do kolejnych dołków leżących na prawo od dołka, z którego kamienie zabrał. Kamyczki wrzucamy po jednym, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Bazę traktujemy przy tym, jak każdy inny dołek. Wyjątek stanowi baza przeciwnika: do niej kamyczka nie wrzucamy - mijamy ją.

Jeśli ostatni z kamieni zostanie wrzucony do bazy - gracz ma w nagrodę prawo do dodatkowego ruchu.

Jeśli ostatni z wrzucanych kamieni wpadnie do WŁASNEGO pustego dołka wtedy możemy zabrać do swojej bazy ten kamień i wszystkie kamienie gracza leżące w dołku naprzeciwko!

Gra kończy się, gdy wszystkie 6 dołków jednego z zawodników zostaje opróżnionych. Wtedy drugi zawodnik zabiera do swojej bazy wszystkie kamyki, które zostały jeszcze w jego dołkach. Liczymy kamienie. Ten, kto zebrał ich więcej - wygrywa.


A teraz ciekawostki

Członkowie plemienia Mursi w Etiopii też grają w mankalę - nie mają baz, a zatem tu wersja gry jest inna:



Wersja azjatycka, na Filipinach - sungka - więcej dołków, a zamiast kamyków- muszelki (instrukcja wyświetla się po angielsku na obrazie, ale nie testowaliśmy):



A gdybyście woleli po francusku - proszę bardzo - gra w wersji karaibskiej zwie się awale. Spójrzcie, jaka ładna plansza!


Grzebiąc dalej w sieci można natrafić na jeszcze inne wersje gry, milion nazw i wszystkie chyba nacje grające w kulki, kamyczki, muszelki, nasiona... Przeważnie w plenerze, czego i Wam tej wiosny życzę Drodzy Czytelnicy!

PS. Na ostatku trafiłam na stronę MANKALA najstarsza gra świata. A tam już możecie znaleźć nawet wersję on line, instrukcję gry (może lepszą niż ta tutaj) i przekonujący wywód, jak bardzo gra rozwija talenta matematyczne dzieci.