środa, 20 czerwca 2018

O co chodzi z tą spadzią?

Problem nie jest szczególnie zawiły, ale ciekawy i wielowątkowy. Zainspirowana wyglądem liści lipy pod naszym blokiem zrobiłam Młodzieży pogadankę, a potem szybko jeszcze pobiegłam do mądrych źródeł, żeby sobie wiedzę uszczegółowić. Tak, że i Wam, Drodzy Czytelnicy, mogę co nieco wyjaśnić, żebyście mogli pod własnym blokiem przed dzieciarnią zabłysnąć.

Liście lipowe pod naszym domem wyglądają tak:



Nawet po obfitym deszczu i spłukaniu z nich tego połysku pojawia się on po kilku dniach od nowa. Jest to spadź, zwana też pięknie rosą miodową. Jest to produkt mszyc oraz sok wydzielający się z liści rośliny pod wpływem uszkodzenia jej, np. przez mszycę (albo innego owada, który nakłuł liść, żeby wypić jego sok). Mszyce widoczne są na naszej lipie od spodu liści. Siedzą stadami i popijają. Wśród nich sporo larw biedronek w różnych stadiach rozwoju.




Nasze biedronki to te azjatyckie, zwane też arlekinami. Można je rozpoznać, po tym, że mają dużo kropek, żadne tam dwie, pięć czy siedem. Multum. Są też większe od naszych.

Biedronki są drapieżnikami i bardzo lubią jeść mszyce, a larwy są w ogóle bardzo żarłoczne (mogą nawet zjadać jajeczka własnego gatunku, a w porywach i siebie nawzajem). Jedna biedronka może zjeść w ciągu całego życia kilkaset mszyc, więc każdy ogrodnik chce mieć własne biedronki w obfitości.

Gdy już larwa biedronki naje się solidnie zaczyna podwijać koniec odwłoka pod siebie, zwija się w kłębek, przywiera do liścia i przekształca w poczwarkę. Już poczwarka robi się pomarańczowa i cętkowana. A po upływie pewnego czasu z osłonki poczwarki wyłazi dorosła biedrona (forma dorosła owada to imago).

Wszystko to widać na naszej lipie.

Przydałyby się jeszcze w tym towarzystwie mrówki. Mrówki cenią mszyce, tak, jak biedronki, ale z innych niż biedronki względów. Otóż mszyce produkują właśnie sporo wydzieliny spadziowej. Na końcu ich odwłoków co jakiś czas pojawia się mała, słodka kropelka. Ją właśnie mrówki lubią i zbierają. Jest u nas taka mrówka - hurtnica, która posuwa się wręcz do hodowli mszyc, tzn. żyje z nimi w symbiozie. Broni mszyce przed biedronkami, a w zamian zgarnia wydzielinę mszyc. Dodajmy, że wydzielina ta to żadne odchody (ani kupa, ani siku).

Do tego kompletu na naszym drzewie spotkać można pszczoły. Tradycyjnie widuje się je na kwiatach lipy. Nie mieliśmy okazji zaobserwować pszczoły zlizującej spadź, ale byłoby to całkiem realne, gdyż ze spadzi pszczoły produkują miód spadziowy, ciemny i bardzo smaczny (dla mnie najlepszy, ex aequo z gryczanym). Ta odmiana miodu jest bodaj najpożywniejsza ze wszystkich, polecana anemikom, bo zawiera też trochę żelaza.

Jedną larwę biedronki schwytaliśmy do słoika i przynieśliśmy na nasz balkon, gdzie tatusiowa sadzonka żywokostu lekarskiego cierpi bardzo od mszyc. Umieściliśmy larwę na żywokoście i oczekiwaliśmy jatki (tzn. ja oczekiwałam, a dzieciom nic nie mówiłam). Ale larwa pokręciła się trochę po liściu, zwinęła się w kłębek i się przepoczwarza. Olała nasze mszyce, najadła się na lipie. Najgorsze jest to, że żywokost jakby się poddał i wygląda nieciekawie. Już wcześniej był w kiepskim stanie, ale mszyce go chyba dobiły i jedna larwa przepoczwarzająca się tego nie zmieni. Może dożyje do czasu, aż nasza biedra się wylęgnie.






1 komentarz: