piątek, 9 grudnia 2016

Moździerz i inne fascynujące gadżety

Moździerz nie jest zapewne w dzisiejszych czasach sprzętem oczywistym w każdym domu. Są przecież młynki (elektryczne i ręczne), maszynki do mielenia, blendery etc.  Ale u nas jest, a nawet są. Są też inne ciekawe przedmioty, których Młody człowiek użyć musi. Po prostu musi i już.

Moździerza używamy do rozcierania twardych przypraw korzennych, robienia sosów, majonezu domowego, lukru... Kiedyś miał mały, własny tłuczek, ale ten poległ w kontakcie z dziecinnymi rączkami, dlatego obecnie używa się drewnianej "pały".

Pewnego dnia Jurek postanowił wziąć pałę  (i moździerz) w swoje ręce i zapragnął rozdrobnić w ten sposób orzechy laskowe.
Użyłam dziadka do orzechów, który również Młodzi wypróbowują.
Jurek gniótł, cisnął, walił, mieszał i był niezwykle zajęty przez pół wieczoru.



Przypomniałam sobie wtedy przepis na zupę mleczną z orzechami włoskimi, która pochodzi z ciekawej książki Grzegorza Sobla p.t.: "Przy wrocławskim stole" (Wydawnictwo Dolnośląskie, 2006):

"Oczyść orzechy, pokrusz, wsyp do wrzącego mleka i gotuj kwadrans. Dodaj cukru i cynamonu wedle uznania. Jasną bułkę pokrój w grubą kostkę i zalej ją mlekiem."

Proste? Proste! A zatem zużytkowałam jurkowe orzechy (nie były włoskie, ale to detal) zgodnie z przepisem, dodając jeszcze trochę kardamonu i masła. Zjedli chętnie w ramach podwieczorku.


Inne urządzenia, których pozwalamy* używać Młodym:
- odkurzacz (jeszcze ciągle fascynujący, przynajmniej dla niektórych:)
- statyw do aparatu fotograficznego (najlepszy był ten większy od chłopców, pożyczka tatusiowego kolegi)
- saperka ("Co to jest saperka?" - zapytały znajome dzieci, a nasze już to wiedziały! W związku z tym nastąpiło przesadzenie fiołka z jednego miejsca w lesie - w inne miejsce lasu)
- sekator (cięcie gałązek na małe, liczne kawałeczki, dziadkowy - wzorcowy trawnik przed domem usiany licznymi drewienkami trudnymi do wygrabienia, o zbieraniu ze zgiętym kręgosłupem nie wspominając)
- makutra (Tak! Też mamy! Dar od Babci!)
- nóż
- śrubokręty, kombinerki, klucz francuski, obcęgi...
- stetoskop (A co! Był to onegdaj prezent spod choinki)
- naczynia laboratoryjne szklane (kolba stożkowa, menzurka, krystalizatorka, pipeta, bagietka etc.)

Dla mnie osobiście dość ciekawym narzędziem jest imadło, ale Młodzi traktują je jakoś bez zachwytów. Otwieracz do konserw rzadko jest u nas używany, ale jaki interesujący!


Powiecie może, że to nierozsądne dawać 2- lub 3-latkowi do ręki niektóre z tych sprzętów. Uważam, że można dawać, a nawet trzeba: żeby Dziecko sobie ćwiczyło talenta manualne nie tylko na szlaczkach w książce, żeby się nie bało nowości, żeby mogło sobie pokombinować, co i jak użyć, trzymać, żeby było skutecznie. 
Tylko należy nad Młodym czuwać, żeby używał ich prawidłowo.
Tępy nóż dawany Dziecku do ręki dla bezpieczeństwa jest wielkim zawodem - nic się takim nie da ukroić. Dopiero ostry nóż jest fantastyczny w użyciu! 
Plastikowa piła? Nie żartujcie!
No i trzeba się liczyć ze stratami materialnymi. Jakoś je przełknąć, bo proces edukacyjny trwa.

 *lub bardzo chcemy, żeby ich używali, a udajemy, że pozwalamy


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza