niedziela, 26 lutego 2017

Jak się udał zielnik?

Zielnik postanowiłam zrobić zeszłoroczną porą zimową, gdy było nam już bardzo tęskno za wiosną i zielonymi listkami. Właśnie mam ten sam objaw, choć Młodzież jeszcze czeka na śnieg. Tak czy siak zielnik powstał i dziś poniżej wklejam kilka jego zdjęć i komentarzy.



Nie jest łatwo tworzyć zielnik rodzinny.

Wiele roślin zebrałam na naszych wspólnych wycieczkach, a potem pozwoliłam im uschnąć w plecaku, bo okazywało się, że trzeba koniecznie, już, natychmiast dać komuś coś do picia, jedzenia (najlepiej na ciepło i dużo), pocieszyć po walnięciu ciałem w twardą powierzchnię, uspokoić jakiś konflikt itd.

Potem się wciągnęli:
"Mamo, czy to już masz w zielniczku?"
"TO koniecznie musisz mieć w zielniku!"
"Nazbieramy do zielnika i dla chomika!"

A jak już się wszystko ładnie ususzyło, wkleiłam i opisałam - chcieli oglądać. O to mi właśnie chodziło. Ale zasuszone rośliny są bardzo delikatne. Macanie, zwłaszcza lekko lepkimi paluszkami, szkodzi im bardzo. Doszło do tego, że już nie chciałam, żeby oglądali.

Na końcu okazało się, że jest jeszcze kilka roślin zasuszonych, ale w zielniku brak już na nie miejsca. Nie można roślin przyklejać dwustronnie, bo zawadzają o siebie nawzajem i się niszczą. Poza tym zielnik robi się od nich grubaśny i to tak grubaśny, że się nie chce domknąć. A zatem doklejanie dodatkowo zdjęć nie wchodzi w grę.

Ostatecznie postanowiłam stworzyć zielnik numer 2. Ten będzie zawierał rośliny pokryte folią (są takie albumy na zdjęcia, które pozwalają na pokrycie fotek folią, która jednocześnie przytwierdza je do karty). W ten sposób Młodzi będą mogli bezkarnie zielnik oglądać, a rośliny przetrwają dłużej.









Bardzo pasują mi wiersze w zielniku. Właściwie nigdy nie byłam szczególną wielbicielką poezji, ale jednak parę wierszy człowiekowi utkwiło w pamięci. Hania w 4. klasie w ogóle nie omawia na lekcjach wierszy, nie mówiąc o uczeniu sie ich na pamięć. Jest to bardzo smutne. Dlatego postanowiłam w puste miejsca wpisać wiersze, które pamiętam i lubię. Trochę zaczęło mi to zawartością przypominać podręcznik do polskiego w LO (wersja rozszerzona), ale postaram się, żeby nie do końca tak to wyglądało, a nawet gdyby - podejrzewam, że w tej rodzinie ścisłowców taka pamiątka po matce akurat nie zaszkodzi.



W zielniku zamieszkały też ciekawe, małe robale, które Tata sfotografował w powiększeniu, po uprzednim uwięzieniu zwierzaka pod przezroczystą taśmą klejącą. Podejrzewam, że może to być gryzek, zwany także bardzo ładnie psotnikiem  lub zakamarnikiem, a nawet wszą książkową. Podobno zwierzęta te mogą okazać się bardzo niesympatyczne, zwłaszcza w dużej liczbie. Nasze 2 okazy w zielniku miały rozmiar główki od szpilki i wypuściliśmy je na wolność, może zbyt pochopnie. W każdym razie mogą pożreć zielniczek, gdyby znalazło się ich więcej niż 3 sztuki, które spotkaliśmy.




5 komentarzy:

  1. Zielnik super! I fajny ten pomysł z wierszami. Faktycznie, już dzieciaki się w szkole wierszy na pamięć nie uczą. A przecież to tę pamięć po prostu rozwija, a trenować ją trzeba - jak mięśnie.
    Najbardziej ujął mnie krwawnik i lipa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w ogóle zawsze bardzo lipa ujmuje - już od czasów, gdy na ZPT miałam wystrugać dłutkiem (!) łyżkę kopyść z drewna lipowego, bo miękkie. ZPT też moje dziecko nie ma w szkole. Ani nic podobnego.

      Usuń
  2. Piękny jest. Pozazdrościłam. Ale tak zdrowo- zapragnęłam zrobić taki
    ;) och, jak ja czekam na wiosnę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zrób! Zróbcie! Ja też już bardzo czekam!

    OdpowiedzUsuń