piątek, 10 maja 2013

Jak się unurzać w Naturze?

Doświadczyć jej wszystkimi zmysłami. Wąchać, dotykać, smakować, oglądać... Nadszedł czas wyjazdów na Łono Natury, na którym spotkać można mnóstwo ciekawych rzeczy. Warto na nie zwrócić uwagę. Poniżej kilka przykładów, na które zwracam uwagę moich dzieci. Listę każdy może jeszcze poszerzyć we własnym zakresie.



Do wąchania:
- żywica drzew iglastych
- grzyby - dojrzałe owocniki
- trawa skoszona i sianko
- kwiaty (pachnie? nie pachnie?)
- roztarte w palcach kwiaty i liście np. rumianku, mięty  macierzanki, podagrycznika, wrotyczu... Można zebrać trochę zielska i po spacerze naparzyć herbatę dosypując do dzbanka garść macierzanki czy rumianku. Pyszna pospacerowa, ziołowa herbatka! Bardzo ładnie pachnie też tatarak, o ile się wie, jak wygląda (zabrać książkę - przewodnik!).
położyć na mrowisku chusteczkę higieniczną i pozostawić na kwadrans. Mrówki "strzelają" w samoobronie kwasem mrówkowym i chusteczka nabiera kwaśnego zapachu
- woń mułu i butwiejących w wodzie roślin nad stawem, czy rzeką. Też ładna wbrew pozorom:)




Do dotykania:
- liście rozmaitych roślin. Jedne puchate, pokryte włoskami, inne twarde i błyszczące. Ekstremalnie: pokrzywa (lepiej niech Tata testuje...), osty.
- mchy i porosty (ścisły związek glonu i grzyba) w różnych wersjach, na korze drzew, kamieniach...
- ślimak spacerujący po ręku (oswajanie ze śluzem)
- owady i pajęczaki na ręku (łaskoczą! No i trzeba zwalczyć niechęć, którą wiele osób posiada)
- żywica (lepka!)
- owoce niecierpka strzelające pod palcami
- brodzenie boso po wodzie, skakanie po kamieniach, chodzenie po trawie, piasku
- rybia skóra pokryta śluzem, łuski, sierść konia, pióra kury...
- porównywać twardość znajdywanych kamieni, próbować je zarysować ostrzem noża (ostrożnie!) lub innym kamieniem.
Lepiej unikać brania do ręki żab i ropuch ze względu na możliwość zetknięcia się z drażniącą skórę wydzieliną gruczołów jadowych leżących w tyle głowy.

Do smakowania:
- wszelkie leśne owoce: borówki brusznice i czernice, poziomki (po umyciu - ze względu na niebezpieczństwo zarażenia się wścieklizną, jeśli przechodziło obok nich chore, śliniące się zwierzę), maliny, jeżyny. Są też owoce leśne zupełnie niejadalne, a wręcz zabójcze, ale tu jednak warto zajrzeć do jakiegoś przewodnika ze zdjęciami zanim spróbujemy
Ekstremalnie, ale już pod jesień: tarnina  - bardzo cierpka i język staje kołkiem. Innym ekstremum bywają owoce dzikiej róży ze względu na małe włoski leżące miedzy nasionami, które nieprzyjemnie kłują w język lub podniebienie. Owoce róży lepiej jadać po pierwszych przymrozkach (instrukcja tutaj)
- ssanie słodkiego źdźbła trawy. Młode trawy u nasady są miękkie i miłe w smaku
- grzyby - najlepiej wiedzieć, które są jadalne i te pozwalać próbować


Do słuchania:
- głosy ptaków, stukanie dzięcioła
- szum wiatru w gałęziach drzew, czasem skrzypienie drzew chylących się pod naporem wiatru
- szum wody w potokach, wodospadach, ciurkającej po kamieniach itpd.
- echo
- szum trzcin i traw na wietrze
- brzęczenie owadów (zwłaszcza pszczół w sąsiedztwie roślin miododajnych)


Pomnikowy dąb zaatakowany przez chronionego
chrząszcza: kozioroga dębosza
Do oglądania:
- wszystko, co się da (owady, liście, ślady zwierząt, odchody, kałuże...) przez lupę i lornetkę*, a jeśli można zainwestować w prosty mikroskop - warto przynieść trofea do domu i tam je obejrzeć w naprawdę solidnym powiększeniu (polecam skrzydło muchy, skórkę z liści, rybie łuski) - ta atrakcja jeszcze czeka na Hanię
- wspiąć się na ambonę myśliwską, wieżę obserwacyjną, czatownię i z niej oglądać świat
- korzystać z zaznaczonych na mapie punktów widokowych, 
- przyjrzeć się tablicom informacyjnym, pokazać na mapie, gdzie jesteśmy, jaka będzie dalsza droga itd.

Zaczęliśmy od lornetki teatralnej, bo powiększa niewiele i łatwo jest ja podnieść do oczu przedszkolaczce, bo mała i lekka. Z dużą lornetką postępowaliśmy następująco:
- najpierw ustalić właściwy rozstaw soczewek, dostosowany do rozstawu oczu
- wskazać duży obiekt w oddali, np. kępę drzew
- pomóc trzymać przed oczami, bo ciężka, pozwalać pokręcić kółeczkiem regulującym ostrość i pozwolić dziecku zobaczyć te kępę przez lornetkę, niech próbuje ustawić sobie właściwą ostrość
- a na lewo od kępy drzew musi przylecieć orzeł:). Nam się trafił do ćwiczeń bocian na łące, niedaleko i powolny. 

Udało się!




4 komentarze:

  1. swietny post! wykorzystamy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjne zestawienie pomysłów :) Dzięki

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie i miło tu u Ciebie.Pozdrawiam i jeśli pozwolisz zostanę na dłużej.W wolnej chwili zapraszam w odwiedzinki.Jola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Zapraszam jak najczęściej - już zaglądałam. Do zobaczenia!!!

      Usuń