poniedziałek, 2 listopada 2015

Kawa żołędziowa

Z żołędzi przygotowaliśmy kawę i to w dwóch wydaniach. Nie wiemy tylko, czy mogą ją pić dzieci. Zostały poczęstowane i bardzo im smakowało.



Wyczytałam w mądrej lekturze*, że kawa żołędziowa "działa wykrztuśnie, przeciwzapalnie, przeciwbiegunkowo, moczopędnie, odżywczo i wzmacniająco". A w czasie jednego z jesiennych spacerów napotkaliśmy piękny okaz dębu szypułkowego obsypany obficie żołędziami. Grzech nie skorzystać. Zebraliśmy je i zrobiliśmy kawę. Dwiema wersjami.

Najłatwiejszy sposób łuskania: z pomocą dziadka do orzechów.

Wersja I (ciemniejsza)
Wyłuskane żołędzie zalać wodą z sodą oczyszczoną, zostawić na noc. Następnego dnia zmienić wodę i sodę na nowe. Czynność powtórzyć dwukrotnie. Trzeciego dnia mieszankę zagotować. Po ostygnięciu zalać wodą bez sody, dobrze wypłukać żołędzie. Blenderem zmiksować z dodatkiem wody na pastę. Po zblendowaniu rozłożyć na szklane naczynie żaroodporne i suszyć (kaloryfer, ostatecznie piekarnik, temp. do 50 stopni - droższe rozwiązanie). Po kilku dniach wysycha na pył. Zmielić na proszek w młynku elektrycznym. W moździerzu to trudne, bo surowiec jest bardzo twardy. Na patelni prażyć, nie wolno przypalić, lecz jedynie mocno podgrzać, aż uwolni się ładny zapach.
Zaparzać zalewając wrzątkiem.

Wersja II (jaśniejsza)
Żołędzie obrać z łupin, posiekać nożem na małe kawałki, wysuszyć, zmielić, prażyć i gotowe.
Przygotowywać następująco: 1 łyżkę kawy zalać 1 szklanką wody. Gotować 3 minuty, odstawić na 10 minut, odcedzić przez drobne sitko, podawać z mlekiem i miodem.

W filiżance wersja light-dziecinna: chochla kawy+chochla mleka+pół łyżeczki miodu

Szczerze przyznam, że kawa w wersji I jest bardzo przyjemnie aromatyczna i smaczniejsza, ale i wersja II ma swój urok, zwłaszcza podrasowana miodem i mlekiem. Można ją mieszać z kawą naturalną, albo i nawet kawą bukową (sic!) w proporcji 1:1.

Zastanawiam się tylko, czy dzieci mogą ją pić. Wierzę, że tak, zwłaszcza z mlekiem i miodem. Inkę mogą pić 3-latki (taka informacja widnieje na opakowaniu). Kawę żołędziową w wersji mleczno-miodowej można pić "przy przeziębieniu, chorobach zakaźnych, nieżytach układu oddechowego, kaszlu i osłabieniu". A zatem jeśli nie małoletnie dzieci, to ich matka w razie infekcji może się stawiać na nogi modną tego roku kawą żołędziową (zaraz po tym, jak pożre czosnek, kapustę kiszoną, tran, jeżówkę purpurową, aronię i rosół z kury podwórkowej:) Można też nie czekać na infekcję, co uczyniliśmy, a kawa żołędziowa już się skończyła.

P.S. Z napojów, które nasze Dzieci lubią wypić przy okazji śniadaniowej należy również wymienić kawę Inkę z mlekiem i miodem oraz kakao przygotowane wg instrukcji o. Jana Grande: należy je mianowicie zagotować w niewielkiej ilości wody, a dopiero potem dodać mleko, przegotowane wcześniej osobno. Chodzi tu o to, że temperatura wrzenia wody jest wyższa niż temperatura wrzenia mleka i dzięki temu z kakao skuteczniej i lepiej uwalniają się jego cenne składniki (domyślam się, że chodzi o teobrominę, która ma pozytywnie wpływać na nastrój i dodawać energii, jako lżejsza wersja kofeiny). Zaś "Kosowska kuchnia jarska" (R. Tarnawska, dr A Tarnawski, Warszawa, Wydawnictwo M. Arcta, reprint) proponuje takie kakao wzbogacić żółtkami, czego jeszcze nie testowałam ale nie omieszkam. To dopiero musi być pożywna sprawa!

* mądra lektura, świetna na długie zimowe wieczory, zwłaszcza dla tych, którzy nie będą mogli doczekać się wiosny:

We Wrocławiu do wypożyczenia w Mediatece

6 komentarzy:

  1. o kawie z żołędzi słyszałam do tej pory w kontekście czasów wojny, gdy brakowało dostępu do prawdziwej kawy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też.Teraz się chyba zrobiła moda na tę kawę, można ją kupić w sklepach ze zdrową żywnością. Pewnie niedługo i bukowa wejdzie na salony:)

      Usuń
  2. Właśnie ostatnio słyszałam o mące żołędziowej a tu proszę, kawa :)
    Wy to jesteście niesamowici!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Mąka! To jest myśl!

      Usuń
  3. Super przepis! Kawy u nas pod dostatkiem, ale takie z prawdziwego zdarzenia ciężko znaleźć. Żołędziowej nigdy nie piłam, ale nabrałam strasznej ochoty na spróbowanie. Niestety, trzeba jeszcze na to poczekać...

    OdpowiedzUsuń