sobota, 12 maja 2018

Figury geometryczne w plenerze hippicznym

Tematyka końska u nas zawsze na topie. Hania jeździ konno z wielką przyjemnością, a ostatnio całą rodziną odwiedziliśmy z nią stajnie i przy okazji rozrywek końskich zgłębialiśmy geometrię:)



Hania lubi jeździć na Partynicach. Jest to dzielnica Wrocławia, w której mieści się jeden z dwóch (po warszawskim Służewcu) torów wyścigowych w Polsce. Bywamy tam od czasu do czasu na wyścigach, nawet raz udało nam się wygrać miłą stówkę wydając z 5 zł:) (Tak, wiem, że to hazard, nie, nie wciągamy dzieci w to za bardzo, sami się wciągają bardzo łatwo, robimy uniki i tłumaczymy). Jest tam też szkoła jazdy konnej, gdzie każdy miłośnik koni może znaleźć coś dla siebie. Teren jest rozległy, można się poszwendać nie tylko po stajniach i pastwiskach, ale również wstąpić do "miasteczka" westernowego czy knajpki na lody i pierogi.

Tym razem, gdy Hanka jeździła, utkwiliśmy na kocyku przed chatą parasłowiańską:)


Tu Jurek pokazał prostokąt, koło, trójkąt

I gdy tak sobie leżałam wśród trawy przyszło mi do głowy, że sprawdzę, jakie też figury geometryczne znają moje przedszkolaki. Okazało się, że umiejętności Młodych są tu rozbieżne. Po wielu ćwiczeniach w dalszym ciągu nie mam pewności, czy Jacek odróżnia prostokąt od kwadratu, ale nie tracę nadziei (tak, wiem, że każdy kwadrat jest prostokątem).



Ostatecznie idąc przez tereny jeździeckie szukaliśmy różnych kształtów.
Na początku pytałam: "Jaki to kształt?", potem "Rozejrzyj się, czy widzisz koło?" (owszem, dziecko zauważyło koło, ale zupełnie inne niż matka:)


Ja widziałam koło-zdjęcie konia, a Jacek widział małe kółko w kształcie klamki (z lewej:)
Starałam się pokazywać palcem kontury, a nie pokazywać punkt.


Potem jeszcze "Zobaczcie, walce!", gdyż bryły przestrzenne pojawiły się również.




Graniastosłup (bez uwzględniania "kołnierzyka" na dole).
 
Na sobie samej pokazałam trzy wymiary bryły: wysokość, szerokość, długość=głębokość (grubość mamy;)

Trafiły się też kształty, których nie potrafiłam nazwać. Może Drodzy Czytelnicy mnie wesprą?


Okna i brama byłyby prostokątami, gdyby nie ten łuk na górze

Jeśli nie owal, to co?


Nie prostokąt
Ku mojej radości trafił się owal, choć nie jest to precyzyjne określenie matematyczne (aha, w tym kształcie był też sęk!):


A tu trapez (pośród innych pięknych kształtów):

W tym miejscu trapez nie był jednak szczególnie frapującym obiektem


Poza wrażeniami matematycznymi bardzo miło spędziliśmy czas karmiąc i głaszcząc, podziwiając różne maści oraz ekwipunek jeździecki.



Dokonaliśmy też zbiorów roślin:

- kwiaty dzikiego bzu czarnego co roku smażę w cieście naleśnikowym - tradycji stało sie zadość, mniam.



- szczaw na zupę szczawiową


 - krwawnik drobno siekam zamiast natki pietruszki do zupy


- skrzyp polny dzięki zawartości krzemionki dobrze wpływa na włosy i paznokcie, ale ma też i inne pożyteczne cechy. Aby krzem ze skrzypu wydobyć najlepiej gotować skrzyp dość długo, ok. 20 min, a potem herbatkę wypić (na 1 szklankę wody dajemy 2-3 łyżki skrzypu). Nasz na razie się suszy:)


Dzisiejszy wpis zgłaszam do projektu "Matematyka w plenerze". Zajrzycie do innych plenerowych zabaw matematycznych - LINKOWISKO.

3 komentarze:

  1. Rewelacja!
    O to chodziło,
    zauważać matematykę wokół siebie - brawo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My zauważamy ją dzięki Twojej inspiracji. Każda wycieczka jest właściwie doświadczeniem z wielu dziedzin, ale na matmę nieczęsto zwracałam uwagę. Przydałby mi się jeszcze jakiś inspirator z historii:)

      Usuń