Dla Małego Człowieka nazwa rośliny nie jest ważna. Ważne jest jak roślinka pachnie, czy ładna, czy można ją zjeść. A może jeszcze coś innego można z nią zrobić? Ale co? Poniżej krótki zestaw roślin, które można albo zjeść, albo wypić w postaci "herbatki", albo zrobić sobie z nich coś miłego i ładnego, a które warto teraz zbierać i suszyć, aby na długie zimowe i jesienne miesiące wystarczyły. A ileż przyjemności we włóczędze po Łonie Natury, zbieraniu, suszeniu, wąchaniu...
Ta już przekwitała, zbierać trzeba wcześniej |
Rumianek - koszyczki kwiatowe - do popijania w herbatce, bo ułatwia trawienie, można nim przemywać podrażnioną skórę, również po opalaniu, można garść zaparzyć i dorzucić napar z koszyczkami do wanny, no i ładnie pachnie:)
Skrzyp polny - popijać dla wzmocnienia włosów i paznokci, gdy są kruche i się rozdwajają (ma kolor zielony, dobry z miodem). Mój ulubiony Ojciec Grande zaleca gotować skrzyp przed wypiciem przez ok. 20 minut, a wcześniej zostawić go w wodzie zamoczony na całą noc - wtedy "woda krzemionkowa" zawiera sporo krzemu
Dziki bez czarny (kwiatostany) - zimą z suszonych kwiatostanów zrobić napar, wlać do termosu i popijać przez cały dzień przy przeziębieniach i innych infekcjach górnych dróg oddechowych (można dodać miodu i imbiru) - działa napotnie, przeciwgorączkowo, wykrztuśnie. Można zrobić sok na zimę dodawany do herbaty (o tym w poście "W maju na łonie natury"). Świeże baldachy przyrządzamy w cieście naleśnikowym (o tym tutaj), a nasz Tatuś nawet popełnił z kwiatów wino (zdecydowanie dla koneserów:). Przy zbiorze można zostać obficie posypanym pyłkiem, nosy przy wąchaniu robią się mocno upudrowane. Również owoce bogate są w witaminy i wartościowe składniki lecznicze, jednak lepiej je jeść dobrze dojrzałe i dopiero po obróbce termicznej, gdyż zawierają składniki toksyczne , które rozpadają się pod wpływem wyższej temperatury.
Napar z pokrzywy ma delikatny zielono-żółty kolor |
I jeszcze bardzo ciekawy przepis z liśćmi pokrzywowymi, na który mam wielką ochotę:)
P.S. z 16. lipca: syrop sosnowy wyszedł klarowny, prawie bezbarwny, pyszny w smaku, tylko jest go bardzo niewiele, szkoda. W czasie produkcji istotne wydaje mi się zadbanie o to, aby po mieszaniu gałązek zadbać o to, aby były w całości zanurzone w cukrowym syropie (ubić je), bo te, które wystają zmieniają kolor z zielonawego na żółtawy i chyba robią się niezbyt dobre.
PS2. I jeszcze nie testowany przeze mnie, ale chętnie spróbuję w przyszłości: Syrop z zielonych sosnowych szyszek. Ciekawe.
Mamy w tym roku silne postanowienie zbierania (w czystych, ustronnych miejscach) i suszenia. Dokładniej o właściwościach tych roślin można poczytać w Internecie czy książkach o zielarstwie. W tym wypadku polecałabym jednak Szanownym Czytelnikom książki dużych, znanych wydawnictw, również tych specjalizujących się w literaturze przyrodniczej. W tych "podejrzanych" pozycjach zielarstwo wiąże się z wróżbiarstwem, duchami i rozmaitymi "bajerami" o medycynie niekonwencjonalnej.
Na szczęście u nas nie ma na razie żadnych uczuleń na te rośliny, ale warto dawkować je sobie i dzieciom w małych ilościach, szczególnie gdy używamy ich po raz pierwszy.
Jeszcze o zielarstwie:
Najważniejsze uwagi o suszeniu roślin
Wakacyjne zielarstwo - część 1
Wakacyjne zielarstwo - część 2
Botanika podblokowa - krótki kurs
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz