czwartek, 6 czerwca 2013

Sezon zielarski - część 1

Dla Małego Człowieka nazwa rośliny nie jest ważna. Ważne jest jak roślinka pachnie, czy ładna, czy można ją zjeść. A może jeszcze coś innego można z nią zrobić? Ale co? Poniżej krótki zestaw roślin, które można albo zjeść, albo wypić w postaci "herbatki", albo zrobić sobie z nich coś miłego i ładnego, a które warto teraz zbierać i suszyć, aby na długie zimowe i jesienne miesiące wystarczyły. A ileż przyjemności we włóczędze po Łonie Natury, zbieraniu, suszeniu, wąchaniu...

Ta już przekwitała, zbierać  trzeba wcześniej
Lipa - kwiatostany z podsadkami - do sporządzania naparów przy przeziębieniu czy grypie jesienno-zimową porą. Po lipowej herbatce (z miodem lub bez) powieki opadają i chce się spać, łagodzi kaszel, działa napotnie. A więc - po wieczornej lipie i moczeniu nóg w  gorącej wodzie  - do łóżeczka! Można też dorzucić  lipowych kwiatów do herbaty dla wzbogacenia jej aromatu o miodową nutę:)



 


Rumianek - koszyczki kwiatowe - do popijania w herbatce, bo ułatwia trawienie, można  nim przemywać podrażnioną skórę, również po opalaniu,  można garść zaparzyć i dorzucić napar z koszyczkami do wanny, no i ładnie pachnie:)




Skrzyp polny - popijać dla wzmocnienia włosów i paznokci, gdy są kruche i się rozdwajają (ma kolor zielony, dobry z miodem). Mój ulubiony Ojciec Grande zaleca  gotować skrzyp przed wypiciem  przez ok. 20 minut, a wcześniej zostawić go w wodzie zamoczony na całą noc - wtedy "woda krzemionkowa" zawiera sporo krzemu



Dziki bez czarny (kwiatostany) - zimą z  suszonych kwiatostanów zrobić napar, wlać do termosu i popijać przez cały dzień przy przeziębieniach i innych infekcjach górnych dróg oddechowych (można dodać miodu i imbiru) - działa napotnie, przeciwgorączkowo, wykrztuśnie. Można zrobić sok na zimę dodawany do herbaty (o tym w poście "W maju na łonie natury"). Świeże baldachy przyrządzamy w cieście naleśnikowym (o tym tutaj), a nasz Tatuś nawet popełnił z kwiatów wino (zdecydowanie dla koneserów:). Przy zbiorze można zostać obficie posypanym pyłkiem, nosy przy wąchaniu robią się mocno upudrowane. Również owoce bogate są w witaminy i wartościowe składniki lecznicze, jednak lepiej je jeść dobrze dojrzałe i dopiero po obróbce termicznej, gdyż zawierają składniki toksyczne , które rozpadają się pod wpływem wyższej temperatury.



Róża pomarszczona - zwykle czyta się o pożytecznych właściwościach jej owoców, ale teraz właśnie kwitnie, a płatki są bardzo ładne i pięknie pachną. Można świeże dorzucić do herbaty, do wanny z kąpielą (razem z rumiankiem i chabrem bławatkiem, bo kolory kąpieli są piękne!), można zasuszyć i zrobić z nich składnik potpourri.



Napar z pokrzywy ma delikatny zielono-żółty kolor
Pokrzywa - młode pędy (z czubka rośliny) - najlepiej przekręcić przez maszynkę i wycisnąć sok przez gazę - popijać, bo ma sporo żelaza i witaminy C, ewentualnie zasuszyć - własnoręcznie zebrana smakuje zupełnie inaczej, niż ekspresowa w torebkach, co nie znaczy, że szczególnie atrakcyjnie dla Dzieci (u nas przechodzi z miodem lub syropem z mniszka). Planujemy spróbować dosypać suszoną  i drobno pokruszoną do pieczonego w domu chleba, do miodu. Pokrzywa ma mnóstwo cennych właściwości leczniczych i innych. Można o nich poczytać w poście Sezon na pokrzywy lub np. tutaj
I jeszcze bardzo ciekawy przepis z liśćmi pokrzywowymi, na który mam wielką ochotę:)



 Młode pędy sosnowe - sezon na nie właściwie już dobiega końca, ale udało nam się jeszcze zebrać bardzo młode i delikatne gałązeczki. To u nas pierwszy raz i podejrzewam, że ostatni, bo jednak przy zbiorze bardzo kaleczy się drzewa pozbawiając je młodych pędów. Podobny problem miałam z sokiem z brzozy - przy jego pozyskaniu trzeba wszak zranić drzewo. Przepis na zbiór i przygotowanie znalazłam na stronie Na Ogrodowej. Już stoi na parapecie pełny słój, a syrop sosnowy na przeziębienie i kaszel "się robi". Bardzo ładnie pachnie. Już sam spacer po sosnowym lesie to znakomita okazja do leczniczych inhalacji. A ileż jest pięknych, ozdobnych gatunków i odmian sosen! A każda ma inne szyszki - to dobry pomysł na kolekcję przyrodniczą. No i uwaga na żywicę - pachnie świetnie, ale usuwanie z  ubranek - niełatwe! Wyczytałam też, że igliwie sosnowe nadaje się do aromatycznych kąpieli, ale ten test jeszcze przed nami. Trochę mi się wydaje ryzykowny, bo jednak igły są ostre...

P.S. z 16. lipca: syrop sosnowy wyszedł klarowny, prawie bezbarwny, pyszny w smaku, tylko jest go bardzo niewiele, szkoda. W czasie produkcji istotne wydaje mi się zadbanie o to, aby po mieszaniu gałązek zadbać o to, aby były w całości zanurzone w cukrowym syropie (ubić je), bo te, które wystają zmieniają kolor z zielonawego na żółtawy i chyba robią się niezbyt dobre.

PS2. I jeszcze nie testowany przeze mnie, ale chętnie spróbuję w przyszłości: Syrop z zielonych sosnowych szyszek. Ciekawe.


Mamy w tym roku silne postanowienie zbierania (w czystych, ustronnych miejscach) i suszenia. Dokładniej o  właściwościach tych roślin można poczytać w Internecie czy książkach o zielarstwie. W tym wypadku polecałabym jednak Szanownym Czytelnikom książki dużych, znanych wydawnictw, również tych specjalizujących się w literaturze przyrodniczej. W tych "podejrzanych" pozycjach  zielarstwo wiąże się  z wróżbiarstwem, duchami i rozmaitymi "bajerami" o medycynie niekonwencjonalnej.

Na szczęście u nas nie ma na razie żadnych uczuleń na te rośliny, ale warto dawkować je sobie i dzieciom w małych ilościach, szczególnie gdy używamy ich po raz pierwszy.

Jeszcze o zielarstwie:
Najważniejsze uwagi o suszeniu roślin
Wakacyjne zielarstwo - część 1
Wakacyjne zielarstwo - część 2 
Botanika podblokowa - krótki kurs 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza